Jak poinformował w środę Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy, sąd uznał roszczenia kierowanej przez niego placówki wobec Narodowego Funduszu Zdrowia i nakazał wypłacenie szpitalowi 23 milionów złotych. Kwota obejmuje koszty leczenia w 2010 roku pacjentów zamieszkałych na stałe poza regionem kujawsko-pomorskim.

Według informacji przekazanych przez dyrektora CO, w tym czasie oddział NFZ nie płacił szpitalowi za tzw. migrację pacjentów, choć czynił to w poprzednich latach. Tylko w 2010 r. do bydgoskiego centrum trafiło ponad 13 tys. pacjentów z innych części kraju, a ich leczenie kosztowało w sumie około 45 mln zł.

Szpital domagał się od NFZ zwrotu 23 milionów, na tyle wyceniając leczenie osób, które trafiły do Bydgoszczy w stanie zagrożenia życia i z podjęciem ich terapii nie można było zwlekać. Te obliczenia kwestionuje jednak NFZ i na razie płacić nie zamierza.

"Orzeczenie sądu jest nieprawomocne. Otrzymaliśmy już jego uzasadnienie i pracujemy nad odwołaniem, gdyż w naszej opinii przynajmniej część wykazanych przypadków, to nie były sytuacje bezpośredniego zagrożenia życia, ale np. leczenie chorób o charakterze przewlekłym" - podkreślił Jan Raszeja, rzecznik oddziału NFZ w Bydgoszczy.

Szpital onkologiczny w Bydgoszczy od lat zajmuje czołowe miejsca w rankingach najlepszych placówek tego typu w kraju i cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony pacjentów z całej Polski. Oczekując na zwrot poniesionych wydatków od NFZ, aby nie wstrzymywać przyjęć, Centrum Onkologii zmuszone jest zaciągnąć 20 mln zł kredytu bankowego.

Dyrektor CO, Zbigniew Pawłowicz, zapowiedział już, że nie zamierza rezygnować z należnych - jego zdaniem - pieniędzy i zamierza kierować do sądu kolejne pozwy przeciwko NFZ, domagając się zwrotu wydatków poniesionych w kolejnych latach. (PAP)