W środę przed gdańskim sądem odbyła się ostatnia rozprawa w procesie.

Karnowski żąda od b. redaktora naczelnego „Rz” oraz b. dziennikarza tej gazety Piotra Kubiaka przeprosin i zapłaty po 250 tys. zł zadośćuczynienia za cykl kilkudziesięciu artykułów opisujących tzw. aferę sopocką; dziennik ujawnił ją w lipcu 2008 r.

„Jako polityk z 25-letnim stażem muszę przyznać, że wielokrotnie pisano o mnie różne krytyczne artykuły, ale w każdym medium miałem prawo do repliki, sprostowania, wyjaśnienia, czy wywiadu. Tu w tej sprawie, mimo moich próśb do redaktora naczelnego dziennika, nie miałem takiej możliwości. Świadczy to o tym, że +Rzeczpospolita+ kreowała tę aferę, a nie ją opisywała” – mówił w ostatnim słowie przed sądem Karnowski.

Prezydent Sopotu dodał, że mieszkający w Trójmieście, jeden z trzech autorów artykułów o tzw. aferze sopockiej Piotr Kubiak był w bardzo bliskich relacjach z biznesmenem Sławomirem Julke (zarzucający Karnowskiemu złożenie propozycji korupcyjnej - PAP). „Dziennikarz nocował u niego, przyjął od niego pożyczkę finansową, byli też razem na wakacjach” – argumentował.

Karnowski przekonywał, że identyczne informacje od Julkego miał też jeden z dziennikarzy trójmiejskiego dodatku „Gazety Wyborczej”, ale ze względu na bliskie relacje z przedsiębiorcą postanowił tego nie wykorzystywać. „Postąpił uczciwie, czego nie mogę powiedzieć o panu Kubiaku” – ocenił.

„Kilkadziesiąt artykułów w gazecie, która ma drugi, czy trzeci nakład w Polsce jest czymś wyjątkowym, to była szczególna zaciekłość. Zarówno postawa redaktora naczelnego, jak redaktora Kubiaka była wysoce naganna” – dodał prezydent Sopotu.

Pełnomocnik powoda Joanna Grodzicka powiedziała, że wolność prasy nie ma charakteru „absolutnego”. „Na mediach ciążą też obowiązki staranności i rzetelności, które w tej sprawie nie zostały dochowane” - dodała.

Adwokat przekonywała, że "Rz" publikowała przez siedem miesięcy swoje artykuły "bez żadnych dowodów". "A sam dyktafon został umyślnie zniszczony kombinerkami przez Sławomira Julkego" - zaznaczyła.

Podkreśliła, że według wyceny autorstwa jednej z firm zajmujących się monitoringiem mediów, aby odwrócić negatywne skutki, jakie przyniosły wizerunkowi prezydenta Sopotu publikacje "Rz" dotyczące tzw. afery sopockiej, trzeba by wydać dwa miliony złotych. "Część dobrego imienia powoda została jednak bezpowrotnie utracona. Przed wybuchem tej afery Jacek Karnowski cieszył się w Sopocie poparciem 70 proc. Kolejne wybory wprawdzie wygrał, ale dopiero z II turze i to z niewielką przewagą głosów" - zaznaczyła.

Pełnomocnik pozwanych Michał Majkowski wniósł o oddalenie pozwu. "Dziennikarze dołożyli wszelkiej możliwej staranności, a przede wszystkim działali w obronie uzasadnionego interesu społecznego. Redaktor naczelny powołał do tej sprawy zespół, składający się z najlepszych dziennikarzy śledczych gazety. Weryfikacja materiału była bardzo wszechstronna i czasochłonna" - uzasadnił.

"Kontakt dziennikarzy z Urzędem Miejskim w Sopocie był dosyć utrudniony, a udzielane odpowiedzi były wymijające. Z prezydentem Karnowskim dziennikarze starali się rozmawiać, ale odciął się on od wszelkich kontaktów z nimi. Aby uzyskać jego stanowisko jeździli nawet pod jego dom" - mówił adwokat.

Zdaniem pełnomocnika pozwanych, dziennik nie naruszył dóbr osobistych Karnowskiego, ponieważ skupił się głównie na opisywaniu działań prokuratury i wymiaru sprawiedliwości ws. prezydenta Sopotu. "W toku postępowania dowodowego nie wykazano, jakie konkretne dobra osobiste powoda zostały naruszone" - nadmienił.

"Z całym szacunkiem dla prezydenta Karnowskiego ma on duże dokonania w działalności opozycyjnej. Ale niestety ten proces jest sprzeczny z tym, o co walczył sam w latach 80., czyli o wolność prasy" - powiedział Majkowski.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku zajmowała się śledztwem ws. Karnowskiego od lipca 2008 r. Śledczy oskarżyli go o osiem czynów, w tym siedem natury korupcyjnej. Według nich Karnowski miał m.in. przyjmować darmowe naprawy samochodów i prace budowlane od sopockich przedsiębiorców.

Najpoważniejszy zarzut związany był z zawiadomieniem złożonym przez przedsiębiorcę Sławomira Julkego, który twierdził, że Karnowski zażądał od niego łapówki w postaci dwóch mieszkań w zamian za przychylność urzędników ws. planowanej przez Julkego przebudowy strychu w sopockiej kamienicy.

Prokuratura trzykrotnie kierowała do Sądu Rejonowego w Sopocie akt oskarżenia w tej sprawie. Dwukrotnie sąd zwracał prokuraturze akta do uzupełnienia o dodatkowe opinie, a w jednym przypadku sąd zdecydował także o umorzeniu niektórych zarzutów. Część wątków umorzyła też sama prokuratura apelacyjna. Z kolei wątek dotyczący oskarżeń Julkego, został umorzony przez prokuraturę w Szczecinie.

W trzecim - zakończonym w październiku 2015 r. procesie w tej sprawie - Sąd Rejonowy w Sopocie zajmował się trzema ostatnimi zarzutami, z których dwa miały naturę korupcyjną. Sąd uniewinnił Karnowskiego od obu zarzutów korupcyjnych.

Uznał go jednak winnym poświadczenia nieprawdy w oświadczeniu związanym z przetargiem na auta dla Urzędu Miejskiego w Sopocie. Sąd uznał, że czyn ten cechował się znikomą szkodliwością społeczną i postępowanie w tym zakresie zostało warunkowo umorzone na rok. Wyrok nie jest prawomocny.(PAP)