PAP: Odetchnął Pan z ulgą po informacji, że drugiej tury nie będzie?

Wojciech Lubawski: Czuję ulgę. Nie ma znaczenia, że to już czwarte wybory. Emocje są zawsze. Jestem człowiekiem z krwi i kości. To każdy człowiek przeżywa. Czy jeśli piłkarz gra mecz po raz setny, to znaczy, że on sobie przez to świetnie daje radę? Niekoniecznie. To jest dopiero czwarta kadencja. Czy będą następne? Nie wiem.

PAP: Jaka będzie kadencja która jest przed Panem i Kielcami?

W.L.: Na pewno w ciągu najbliższych czterech lat chciałbym wykorzystać pieniądze unijne, które są gdzieś tam na horyzoncie. Tak sobie wymarzyłem, by to co zrobiłem do tej pory, pomnożyć przez dwa i żeby Kielce mogły zyskiwać na swej urodzie, lepszym funkcjonowaniu, szczęśliwości ludzi i tak dalej. Nie trzeba mnie do tego przekonywać i ja nie mam swoich własnych interesów. Nie muszę udowadniać, że na coś mnie stać. Nie robię tego również dla pieniędzy, bo w swoim zawodzie mógłbym zarabiać więcej. Robię to tylko i wyłącznie z miłości do Kielc.

PAP: Kielczanie otrzymali od Pana książeczkę z hasłem wyborczym "Kielce: nowa perspektywa". Znalazły się tam informacje m.in. o inwestycjach w ostatnich latach. Czy chciałby Pan dopisać do niej w nowej kadencji?

W.L.: Zamieściłem tam także projekt programu na najbliższe cztery lata. Przede wszystkim nie chcę niczego zdejmować z moich zobowiązań, ale też nie będę niczego specjalnie dopisywał. Żeby nie przelicytować. Wydaje mi się, że zadania, które tam wpisałem są na tyle ambitne, że jeżeli je wykonamy, to będziemy żyli w bardzo pięknym i funkcjonalnym mieście.

PAP: Na ile w realizacji tych planów przydadzą się unijne środki z nowej perspektywy?

W.L.: To się przełoży jeszcze na następną kadencję, ale jak już się rozpędzimy z tymi pieniędzmi i jak będą zrobione projekty i aplikacje, to już się nikt z tego nie wycofa, bez względu na to, kto będzie prezydentem za cztery lata. Ta kadencja będzie rozstrzygająca o przyszłości naszego miasta.

(PAP)