"Wspólnie z prezydent Zdanowską skierowaliśmy do naszych kolegów samorządowców z Mielca i Świdnika list w imieniu mieszkańców Łodzi - zdenerwowanych, poirytowanych i zasmuconych płynącymi z tamtych miast opiniami, że Łódź nie zasłużyła na inwestycje w śmigłowce Aribus Helicopters. Jesteśmy innego zdania" - podkreślił marszałek Stępień.

Łódzcy samorządowcy swoim liście nawiązują do faktu przejścia przez kolejne fazy przetargu na wielozadaniowe śmigłowce dla armii modelu H225M Caracal produkowanego przez Airbus Helicopters. Zgodnie z deklaracjami prezesa AH Guillaume'a Faury'ego wybór tego sprzętu oznaczałby m.in. uruchomienie przez firmę linii montażowej w Łodzi i Dęblinie (obie lokalizacje należą do Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1). Łącznie miałoby powstać 1250 miejsc pracy związanych z przemysłem lotniczym i ok. 2 tys. miejsc związanych z nim pośrednio.

W przetargu odrzucono dwa inne śmigłowce - Black Hawk amerykańskiej korporacji Sikorsky i jej polskiego zakładu PZL Mielec oraz AW149 proponowany przez PZL-Świdnik i jego właściciela - grupę AgustaWestland, co spotkało się z protestami załóg obu zakładów oraz władz tych miast.

Łódzcy samorządowcy wyrażają w liście zrozumienie dla rozczarowania panującego w Świdniku i Mielcu w związku z utratą kontraktu wartego kilkanaście miliardów złotych. Podkreślają jednak, że "wybór oferty firmy Airbus Helicopters posiadającej w Łodzi swoje biuro projektowe i od lat współpracującej z Politechniką Łódzką to dla łódzkiej gospodarki najważniejsza decyzja od czasu załamania się branży włókienniczej na początku lat 90."

Jak zaznaczył Stępień, Łódź na początku lat 90. - bez rekompensat, jakie otrzymywało górnictwo czy przemysł stoczniowy - przeżyła upadek przemysłu włókienniczego. "To nasi mieszkańcy musieli sobie radzić przedsiębiorczością, aby pokonywać stagnację gospodarczą i niedoinwestowanie regionu" - dodał.

"Chcemy w jakiś sposób zrekompensować czy zrównoważyć to, co spotkało nas przed 25 laty. Zaprosiliśmy do Łodzi samorządowców z Mielca i Świdnika. Chcemy z nimi rozmawiać, nie o konkurowaniu, ale jak dzięki tej inwestycji stworzyć w Polsce olbrzymi przemysł lotniczy" - podkreśliła Zdanowska.

Prezydent dodała, że "z tych trzech miast (Mielec, Świdnik Łódź) tylko w Łodzi są polskie zakłady, które odprowadzają podatki do Skarbu Państwa tu, w kraju". Jak zaznaczyła, po nawiązaniu współpracy WZL nr 1 z AH "środki, które będą płynęły z obrotu gospodarczego będą zasilały nasz budżet, a nie budżet obcego kapitału".

Według prezesa WZL nr Jana Piętowskiego, współpraca z AH jest dla jego zakładów jedyną szansą na utrzymanie miejsc pracy i na rozwój. "To także szansa dla ponad 40 firm w regionie, z którymi obecnie współpracujemy - dostarczającymi części zamienne, elementy do śmigłowców i świadczącymi usługi. Nowy śmigłowiec to nowe możliwości dla zamiejscowego oddziału WZL nr 1 w Dęblinie, w kórym będą serwisowane silniki" - wyjaśnił.

Sekretarz miasta Świdnik Artur Soboń powiedział PAP, że władze tego miasta przyjmą zaproszenie samorządowców z Łodzi. "Rząd wybrał ofertę, która zmniejsza realne szanse na inwestycje. Oferta PZL-Świdnik gwarantowała inwestycje w wysokości 4 mld euro, w tym 720 mln euro w WZL 1 w Łodzi" - powiedzial Soboń.

"To była oferta, którą składała firma będąca w stanie wytwarzać w całości w Polsce nowoczesny śmigłowiec. Możemy rozmawiać o potencjale polskiego przemysłu lotniczego, ale wybrana została stara konstrukcja zgłoszona przez firmę, której oferta inwestycyjna nie jest realna. O tym będziemy starali się przekonać Panią prezydent Zdanowską" - dodał Soboń.

Zdaniem przewodniczącego Rady Miasta Mielca Mariana Kokoszki władze Łodzi niczego nie zyskają na wygraniu przetargu przez Airbus. "Według zapowiedzi koncernu pierwsze 25 maszyn będzie dostarczonych z Francji. Budowa linii produkcyjnej dla pozostałych 25 helikopterów jest po prostu skrajnie nieopłacalna" - dodał Kokoszka, który jest też przewodniczącym Solidarności w PZL Mielec.

Zdaniem Kokoszki, „nieracjonalnym” pomysłem jest też tworzenie nowego klastra lotniczego na łuku Łódź-Radom-Dęblin. "Od lat w południowo-wschodniej Polsce funkcjonuje klaster Dolina Lotnicza, która znakomicie współpracuje z samorządami. Dzięki tej organizacji powstało już kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy" - przypomniał.

W ocenie Kokoszki zapowiadane nowe miejsca pracy w Łodzi, Radomiu czy Dęblinie powstaną kosztem zwolnień w zakładach lotniczych we wschodniej Polsce. "Czy o to chodzi rządowi? Pokazaliśmy rządzącym w ostatnich wyborach żółtą kartkę, w najbliższych pokażemy czerwoną" - dodał.

Łódzkie WZL nr 1 były przedsiębiorstwem państwowym, które w 2008 r. przekształcono w spółkę akcyjną podległą MON. W 2011 r. do spółki wniesiono majątek WZL nr 3 w Dęblinie. Od czerwca 2014 r. łódzkie zakłady weszły do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Zgodnie z planami MON, WZL nr 1 mają być częścią Wojskowej Wyżyny Lotniczej. Obok trzech zakładów - w Łodzi, Radomiu i Dęblinie, miałyby ją tworzyć brygady kawalerii powietrznej w Leźnicy i Glinniku, Baza Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim, Baza Lotnictwa Transportowego w Warszawie, PZL Okęcie i Instytut Techniki Wojsk Lotniczych. (PAP)