Na żądaną kwotę składają się zadośćuczynienie za bezzasadny 63-dniowy areszt, rekompensata za utracone przez b. samorządowca wynagrodzenie przez jeden rok i trzy miesiące oraz zwrot kosztów za 53 dojazdy do sądu.

Sąd Okręgowy w Gdańsku zdecydował w czwartek, że sprawa części odszkodowania - obejmująca pokrycie utraconych przez Wądołowskiego pensji oraz kosztów transportu na rozprawy sądowe - będzie rozpatrywana w odrębnym postępowaniu cywilnym. Zajmie się tym Sąd Okręgowy w Poznaniu, który decydował kilka lat temu o aresztowaniu b. burmistrza Helu. Orzeczenie gdańskiego sądu nie jest prawomocne.

Jeśli postanowienie to uprawomocni się Sąd Okręgowy w Gdańsku będzie rozpatrywał już tylko wniosek Wądołowskiego o zadośćuczynienie w wysokości 100 tys. zł za niesłuszny areszt oraz zwrot pieniędzy za wynagrodzenie (ok. 11 tys. zł), którego mu nie wypłacono podczas ponad 2-miesięcznego pobytu w areszcie

Pełnomocnik b. samorządowca Jacek Potulski powiedział dziennikarzom, że kwestia, czy złożone zostanie zażalenie na decyzję gdańskiego sądu wymaga jeszcze przemyślenia.

„Ta sprawa trwa już 7,5 roku. Chciałbym, żeby się już definitywnie zakończyła. Jestem już trochę tym zmęczony” – powiedział dziennikarzom Wądołowski. Przyznał, że nie ma dziś żalu do służb państwa.

„Codziennie w telewizji widzi się, co się dzieje: dziś skrzywdzić człowieka, to jak pstryknąć palcem. Ja nie mam czasu się już o to złościć: to już minęło. Do siebie mogę mieć żal, że się dałem namówić i pojechałem w tym dniu do Gdyni. Ale gdybym nie pojechał tam tego feralnego dnia, to pewnie niektórzy by przyjechali do Helu” - dodał b. burmistrz Helu.

Wądołowski przyznał, że w marcu rozpoczął własną działalność gospodarczą: planuje dostarczać w Helu i okolicy punktom gastronomicznym, pensjonatom i hotelom różne środki czystości, a w sezonie letnim chce otworzyć dwa punkty z lodami. Jesienią 2014 r. przegrał w wyborach na burmistrza Helu.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało Beatę Sawicką, ówczesną posłankę PO, w październiku 2007 r., gdy przyjmowała od udającego biznesmena agenta CBA ps. Tomek (Tomasz Kaczmarek, b. poseł PiS) 50 tys. zł.

Zatrzymano też Wądołowskiego, któremu zarzucono, że za łapówkę obiecał dokonać zmian w planie zagospodarowania przestrzennego Helu. Szczegóły nagłośnił ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński tuż przed wyborami parlamentarnymi. Wywołało to wątpliwości PO i części mediów co do domniemanego politycznego tła operacji CBA wobec Sawickiej (usuniętej wtedy z PO).

W maju 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Sawicką na trzy lata więzienia, a Wądołowskiego - na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Oboje zaskarżyli te wyroki.

W kwietniu 2013 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uniewinnił prawomocnie Sawicką i Wądołowskiego z zarzutów korupcji. W uzasadnieniu sąd wskazał m.in., że państwo prawa wyklucza testowanie uczciwości obywateli.

Kasację od tego wyroku wniosła prokuratura. W marcu 2014 r. Sąd Najwyższy odrzucił ją jednak, uznając, że tajne służby muszą działać w granicach prawa, aby ich materiały mogły być uznane przez sądy za dowody. Według SN, Centralne Biuro Antykorupcyjne naruszyło procedury w tej sprawie. (PAP)