Poinformowała o tym w komunikacie komunalna spółka "Lech", która odpowiada za wdrażanie nowego systemu gospodarki odpadami w Białymstoku. 19 czerwca podobna umowa podpisana została z konsorcjum firm: Czyścioch z Białegostoku i MPK z Ostrołęki, które wspólnie wygrały przetarg w pozostałych czterech sektorach.

"Wygląda na to, że mimo chwilowych obaw, czy w Białymstoku nie będzie podobnie, jak w innych gminach, gdzie przetargi nie zostaną nierozstrzygnięte przed 1 lipca, mieszkańcy nie powinni mieć obaw, czy ich śmieci zostaną odebrane" - powiedział Adam Kamiński, wiceprezes spółki "Lech".

Wcześniej spółka podawała, że łączna wartość umów na odbiór odpadów ze wszystkich sześciu sektorów, to 11,2 mln zł.

Spółka zapewnia, że jeśli mieszkańcy - zgodnie z umowami z firmami - nie dostaną pojemników na odpady lub po 1 lipca te firmy nie będą ich odbierały, będzie interweniowała u podmiotów, z którymi miasto podpisało umowy.

W Białymstoku opłaty za odbiór śmieci będą od 1 lipca zależały od wielkości mieszkania lub domu. Na początku marca przyjęte zostały trzy stawki. Przy zbiórce selektywnej, dla lokalu mieszkalnego do 40 m kw. będzie to 24 zł miesięcznie, od 40,01 do 80 m kw. - 38 zł, a powyżej tej powierzchni - 49 zł. Jeśli zbiórka nie będzie selektywna, stawki będą o 50 proc. wyższe. Uchwała Rady Miasta przewiduje też m.in. dopłaty dla samotnych starszych osób.

Niedawno prezydent Białegostoku, popierany przez radnych PO, zaproponował jednak obniżenie tych stawek średnio o 10 proc. w związku z tym, że koszty wywozu odpadów - jak wynika z rozstrzygnięcia przetargu - będą niższe, niż zakładano, gdy ustalano stawki dla mieszkańców. Radni zajmą się tą propozycją na sesji w najbliższy wtorek 25 czerwca.

W odpowiedzi na ten pomysł opozycyjni radni PiS złożyli dwa własne projekty zmian w stawkach za odbiór śmieci w mieście. Tymi uchwałami radni zajmą się jednak dopiero po wakacjach. (PAP)

rof/ mki/ jbr/