W ostatnich miesiącach w Białymstoku miały miejsce dwie tak duże ulewy, że doszło do podtopień (m.in. podziemnych garaży) i utrudnień w komunikacji. 7 maja w ciągu dziewięciu godzin spadło w mieście 87 litrów deszczu na metr kwadr. 20 czerwca, gdy nad miastem przeszła ulewa z gradem, a na metr kwadratowy spadło ok. 54 litrów wody, czyli 2/3 miesięcznej normy dla tego miesiąca.

Poniedziałkowe ćwiczenia "Woda 2017" odbywały się przy założeniu, iż miały miejsce 10-godzinne opady na poziomie ok. 73 litrów deszczu na metr kwadr., którym towarzyszył też silny wiatr - w porywach do 115 km/h.

Zwołane zostało przez prezydenta miasta posiedzenia sztabu kryzysowego, a do 42 instytucji przekazano ostrzeżenie o możliwym zagrożeniu. Komunikaty dla mediów przekazywały służby prasowe prezydenta miasta, informując m.in. o wydanych ostrzeżeniach.

Znalazły się tam również zalecenia dla mieszkańców; m.in. by zamykali drzwi, okna i zabezpieczali przedmioty na parapetach i balkonach, szukali schronienia w budynkach, auta parkowali z dala od drzew, tablic reklamowych czy linii energetycznych.

Scenariusz ćwiczeń zakładał różne epizody praktyczne, które miały sprawdzić zdolności działania, oraz udoskonalić współpracę i zarządzanie w sytuacji kryzysowej.

Trzy miejsca, gdzie rzeczywiście doszło do takiej sytuacji w czasie ostatnich dużych ulew, strażacy zabezpieczali przed zalaniem. Używali zarówno worków z piaskiem, jak i specjalnych, napełnianych wodą zapór, wykorzystanych w mieście po raz pierwszy.

Strażacy przyznają, że zapora jest szybciej gotowa do użycia (trzeba ją tylko rozłożyć i napełnić wodą, mogą to zrobić dwie osoby - PAP), niż worki, które trzeba napełnić piaskiem, a ten trzeba też przywieźć i do całej akcji zaangażować więcej ludzi.

Komendant miejski PSP w Białymstoku Robert Wierzbowski podkreślał, że intensywne opady deszczu, jeśli stwarzają zagrożenie, wymagają zaangażowania wielu służb. Zwrócił uwagę, że w takiej sytuacji strażacy nie są jednak w stanie dotrzeć do wszystkich proszących po pomoc w tym samym czasie.

Dlatego ćwiczenia miały również za cel pokazanie mieszkańcom, w jaki sposób mogą sami zabezpieczać swoje posesje, do czasu nadejścia pomocy strażaków z profesjonalnym sprzętem. "Usypanie kilkunastu, czy kilku metrów niewysokiego wału z worków to nie jest zbyt ciężka praca, tego typu zadanie mieszkańcy powinni sami wykonać" - mówił Wierzbowski.

W jednym z bloków, gdzie - w założeniu - zalało piwnice i garaże, przeprowadzono też ewakuację mieszkańców (byli o akcji wcześniej informowani), podobna akcja miała miejsce również w jednym z samorządowych przedszkoli.

Policja ćwiczyła kierowanie ruchem na skrzyżowaniach i ulicach nieprzejezdnych, również na drogach wjazdowych do Białegostoku, a straż pożarna - oprócz zabezpieczania miejsc newralgicznych przed zalaniem - usuwanie połamanych drzew z ulic i torów kolejowych. Straż miejska odwiedzała mieszkańców i przekazywała im ulotki z zaleceniami, jak zachować się w razie ulew i podtopień.

Komendant miejski policji w Białymstoku Wojciech Macutkiewicz zwrócił uwagę, że w sytuacji realnego zagrożenia, nie da się "od razu i jednocześnie" zabezpieczyć wszystkich miejsc. "Nie ma takich sił i środków, żeby wszędzie i jednocześnie być, i wszystkim jednocześnie pomóc. Siłą rzeczy musi tu powstać jakaś kolejka" - mówił.

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski zaznaczył, że co prawda najgroźniejsze zdarzenia pogodowe dotychczas omijały miasto i województwo, ale mogą się i tam przydarzyć. Dodał, że chodziło o współdziałanie służb, ale i edukację mieszkańców, jak mają postępować w przypadku zagrożenia.

Straż pożarna, miejska, policja i Urząd Miejski w Białymstoku podpisały też w poniedziałek porozumienie dotyczące współpracy na wypadek pogodowych zagrożeń.

Łączny koszt ćwiczeń, razem z zakupem czterech zapór napełnianych wodą, to 11,5 tys. zł. Szczegółowe wnioski z akcji, służby i instytucje, które wzięły w niej udział, mają prezydentowi Białegostoku przedstawić do końca sierpnia.

(PAP)