12 czerwca odbędzie się referendum w sprawie odwołania prezydenta Kielc – ogłosił w opublikowanym w piątek postanowieniu komisarz wyborczy. Inicjatorzy referendum zarzucają urzędującym czwartą kadencję Wojciechowi Lubawskiemu m.in. brak działań, które mogłyby ściągnąć inwestorów.

„Żyjemy w państwie demokratycznym, według komisarza zostały spełnione warunki, żeby ogłosić referendum. Nie jest tajemnicą, w którym kierunku pójdę (…) będę namawiał tych, którzy nie chcą zmiany prezydenta, żeby nie szli na referendum, bo tutaj jest kwestia przede wszystkim frekwencji” – powiedział dziennikarzom w piątek rano Lubawski. Jak podkreślił, w jego ocenie „niepójście na referendum to też akt demokratyczny”.

„Będę namawiał kielczan, aby dwunastego (czerwca – PAP) - będzie ładna pogoda - niech sobie grillują, pójdą na spacer, ale niech absolutnie nie chodzą na referenda wymyślone przez panów z Kielc i spoza” – powiedział.

Pod koniec marca przedstawiciele komitetu referendalnego złożyli w biurze komisarza wyborczego w Kielcach karty z podpisami ponad 22 tys. osób, popierających organizację referendum. Komisarz miał 30 dni na weryfikację poprawności złożonych na listach podpisów i danych osób, które je złożyły.

Wymagana do organizacji referendum liczba podpisów wynosiła 15 913 osób. Jak wynika z komunikatu opublikowanego na stronie internetowej kieleckiej Delegatury Krajowego Biura Wyborczego, za prawidłowe uznano 16 005 podpisów.

Komisarz zakwestionował ponad 6 tys. podpisów złożonych pod wnioskiem. Błędy dotyczyły m. in. wadliwie podanego numery PESEL, wielokrotnie powtarzającego się numeru PESEL, popisów osób, które nie miały prawa wybierania prezydenta Kielc, oraz podpisów pod inną inicjatywą referendalną.

Komisarz wyborczy wyznaczył termin organizacji referendum na niedzielę 12 czerwca. Głosowanie odbędzie się w godz. 7-21. Do 18 maja komisarz powoła Miejską Komisję ds. Referendum, a do 22 maja – komisje obwodowe. Kampania referendalna zakończy się w piątek 10 czerwca o północy.

W myśl zapisów Ustawy o referendum lokalnym, aby referendum było ważne, do urn musi pójść 3/5 osób, które wzięło udział w wyborach prezydenta Kielc w 2014 r., czyli 39 371 osób. Referendum będzie rozstrzygające, jeżeli za jednym z rozwiązań w sprawie poddanej pod głosowanie, będzie oddane więcej niż połowa ważnych głosów.

Akcja zbierania podpisów ws. referendum dotyczącego odwołania z zajmowanej funkcji prezydenta Kielc rozpoczęła się 2 lutego. Dzień wcześniej jej inicjatorzy złożyli dokumenty w tej sprawie w urzędzie miasta oraz u komisarza wyborczego.Jak uzasadniał wtedy podczas spotkania z dziennikarzami przewodniczący komitetu referendalnego Arkadiusz Stawicki, „inwestycje, które przeprowadza pan prezydent, nie doprowadziły do tego, że mieszkańcy chcą w tym mieście zostać. Mamy największy odsetek osób, które wyjeżdżają”. „Jeżeli za 15 lat w mieście ma zostać 150 tys. mieszkańców, nie będzie z czego spłacać tych kredytów, które już zostały zaciągnięte” - argumentował.

Wśród zastrzeżeń wobec Lubawskiego stawianych przez zwolenników jego odwołania, są m.in. wysokie zadłużenie miasta, zła polityka kadrowa w urzędzie oraz brak działań, które mogłyby ściągnąć do Kielc inwestorów, złe zarządzanie klubem piłkarskim Korona. Komitet oprócz kwestii odwołania prezydenta postuluje także pytanie ws. likwidacji straży miejskiej, która - zdaniem inicjatorów referendum - nie spełnia w mieście swojej funkcji.

62-letni Lubawski sprawuje funkcję prezydenta od 2002 r. W ostatnich wyborach samorządowych zwyciężył już w I turze, uzyskując niemal 56 proc. głosów. Startował z poparciem Prawa i Sprawiedliwości oraz Polski Razem Jarosława Gowina. W wyborach stał na czele komitetu Porozumienie Samorządowe, który sygnował własnym nazwiskiem. W latach 1999-2001 pełnił także funkcję wojewody świętokrzyskiego. Jesienią ub.r. został członkiem Narodowej Rady Rozwoju, powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Lubawski nie chciał odpowiedzieć na pytanie dziennikarzy, czy w wypadku odwołania w referendum będzie ubiegał się o ponowny wybór. „Zakładam pozytywnie, że nie zostanę odwołany, więc nie wywołuję czarnych scenariuszy” – powiedział w piątek.

Lubawski zauważył, że biorąc pod uwagę wymaganą frekwencję w referendum, musiałaby wziąć w nim udział także część jego wyborców. „Pytanie czy dałem takie powody – ja nie znajduję. Nic się nie stało w ciągu tego półtora roku negatywnego, żeby ludzie powiedzieli +najwyższy czas, by tego Lubawskiego odwołać+. Spokojnie, zobaczymy” – powiedział dziennikarzom.

Krytycy organizatorów referendum zarzucali im nieetyczne zachowanie, m.in. płacenie osobom angażującym się w zbiórkę podpisów za przeprowadzeniem referendum (jest to zgodne z prawem – PAP) i wywieszenie na jednej z kamienic w rynku banneru z hasłem „Kielce odwołują Lubawskiego” – bez zgody właściciela budynku i konserwatora zabytków.

Lubawski wniósł do sądu przeciw Stawickiemu prywatny akt oskarżenia w związku z publikacjami zawartymi w „Kieleckim Informatorze Referendalnym”. Oskarżenie dotyczy pomówienia przez rozpowszechnianie nieprawdziwych treści, odnoszących się do sprawowania przez prezydenta swojej funkcji.

Dowiedz się więcej z książki
Kodeks wyborczy. Przepisy
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł



Wiele osób krytykowało też wpis inicjatorów referendum, jaki zamieścili na jednym z portali społecznościowych po spotkaniu z biskupem kieleckim Janem Piotrowskim. Wpis można było zinterpretować jako poparcie działań komitetu przez duchownego. Biskup w specjalnie opublikowanym oświadczeniu podkreślił, że nie udzielił poparcia komitetowi.(PAP)