Chodzi o listę wynikającą z tzw. ustawy Magnitskiego, nazwanej tak na cześć zmarłego w 2009 r. w więzieniu opozycyjnego rosyjskiego prawnika Siergieja Magnitskiego. Pracodawcy 37-letniego prawnika i obrońcy praw człowieka utrzymują, że w dniu śmierci został on ciężko pobity przez strażników więziennych.

Ustawa przyjęta przez Kongres w grudniu ub. roku przewiduje ukaranie zakazem wjazdu do USA oraz zamrożeniem aktywów rosyjskich funkcjonariuszy rządowych współodpowiedzialnych za śmierć adwokata, a także innych urzędników podejrzanych o łamanie praw człowieka. Po podpisaniu ustawy przez prezydenta Baracka Obamę 14 grudnia administracja miała trzy miesiące na sporządzenie list z konkretnymi nazwiskami lub uzasadnienie przed Kongresem, dlaczego nazwiska te nie mogą zostać opublikowane. Termin ten upływa 13 kwietnia. Nieopublikowanie nazwisk może być uzasadnione tylko względami bezpieczeństwa.

Ustawa Magnitskiego była częścią większej ustawy dotyczącej zwiększenia handlu między USA-Rosją. "To cena, jaką administracja zapłaciła za zniesienie ustawy Jacksona-Vanika", czyli w uproszczeniu za zgodę Kongresu na przyjęcie Rosji do Światowej Organizacji Handlu - przypominał niedawno były dyplomata USA Richard Burt.

Biały Dom od początku nie był zwolennikiem tej ustawy i przygotowanie listy Magnitskiego stanowi nie lada wyzwanie. Zwłaszcza że - jak wskazują analitycy - administracji Obamy zależy na poprawie lub przynajmniej niepogarszaniu i tak napiętych stosunków z Rosją. Tuż po przyjęciu ustawy Magnitskiego przez Kongres Rosja w odwecie zakazała adopcji rosyjskich dzieci przez Amerykanów. Znamienne jest, że 14 kwietnia, dzień po ogłoszeniu sankcji, do Moskwy wybiera się doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Tom Danilon, co Biały Dom potwierdził w czwartek. Oczekuje się, że Danilon będzie zabiegać m.in. o współpracę z Rosją w sprawie dalszej redukcji arsenałów nuklearnych.

Organizacje pozarządowe i kongresmeni od początku apelowali, by na liście znaleźli się najważniejsi urzędnicy, w tym bliscy współpracownicy prezydenta Władimira Putina. Jednak w Kongresie już pojawiają się obawy, że Departament Stanu będzie stosował jak najwęższą interpretację ustawy, by "udobruchać" Moskwę - pisał kilka dni temu "Foreign Policy Magazine", powołując się na współautora ustawy Magnitskiego, demokratycznego kongresmena z Massachusetts Jamesa McGoverna.

"Chcemy, by administracja przygotowała ustawę w takim duchu, w jakim przeszła ona w Kongresie. Nie zrobiliśmy tego po to, by powstały komunikaty prasowe, ale dlatego, że sytuacja praw człowieka w Rosji się pogarsza" - powiedział McGovern.

Kongresmen przygotował i przesłał do Departamentu Stanu własną listę obejmującą 280 Rosjan, w tym osoby z najbliższego otoczenia Putina. Są na niej prokurator generalny Rosji Jurij Czajka, jego zastępca Wiktor Grin, prezes Moskiewskiego Sądu Miejskiego Olga Jegorowa, a także Wiktor Woronin, szef gospodarczego kontrwywiadu w FSB, który, jak donosiły media, nadzorował sprawę Magnitskiego.

Jednak zdaniem McGoverna "administracja znajdzie sposób, by nikogo ważnego na listę nie wciągnąć". "Jeśli tak rzeczywiście będzie, to musi się liczyć ze zdecydowaną reakcją obu partii w Kongresie" - powiedział.

Także różne organizacje pozarządowe sporządziły własne listy nazwisk dla Departamentu Stanu. Na jednej z nich proponują, by sankcjami objąć Michaiła Lesina, byłego ministra informacji i założyciela prorządowej telewizji "Russia Today", którego oskarża się o zastraszanie wielu ludzi mediów. Wskazują też na Ramzana Kadyrowa, prezydenta Czeczenii z namaszczenia Putina, którego łączy się z morderstwem dziennikarki Anny Politkowskiej w 2006 roku. Niewykluczone, że ostatecznie znajdzie się on na liście, bo sam Departament Stanu wyrażał się o nim jako osobie odpowiedzialnej za wiele przypadków łamania praw człowieka.

Lista Magnitskiego będzie mogła być co roku nowelizowana. Niewykluczone, że powstaną dwie osobne listy - jedna z osobami objętymi zakazem wizowym, druga zestawiająca zamrożone aktywa. Ta druga musi bowiem spełniać znacznie wyższe standardy dowodowe, stosowane przez biuro kontroli zagranicznych aktywów (OFAC) Departamentu Skarbu.

Ambasador Rosji w USA w rozmowie z PAP ostrzegał w połowie marca, że na listę Magnitskiego będzie reakcja Rosji. "Jeśli polityka związana z listą Magnitskiego będzie kontynuowana, to Rosja na nią odpowie. Nie wydaje mi się, żebyśmy potrzebowali dalszego komplikowania naszych relacji, ale to strona amerykańska zadecyduje", czy do tego dojdzie - mówił ambasador Siergiej Kisliak.

Także zdaniem Burta, który za prezydentury George'a H.W. Busha pełnił funkcję głównego negocjatora USA w pierwszych rozmowach z ZSRR o redukcji zbrojeń strategicznych (START) w 1991 roku, opublikowanie listy będzie "kontrproduktywne". "Cicha strategia przynosi znacznie lepsze efekty niż publiczna krytyka, tak popularna w Kongresie i innych miejscach Waszyngtonu" - powiedział podczas debaty w Brookings Institute w marcu.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)