Jak podkreślił, nie ulega wątpliwości, że ustawa antyaborcyjna powinna służyć ochronie życia i zezwalać na aborcję tylko w wypadkach szczególnych. "Trzeba z szacunkiem przyjmować słowa niepokoju lub argumenty uważających, że to prawo jest nadużywane" - mówił szef rządu.

Tusk powiedział, że rozmawiał kilka razy z ministrem zdrowia w sprawie potrzeby stworzenia przepisów podustawowych, które dałyby pewność, że aborcja w Polsce nie jest nadużywana i wykonuje się ją - za zgodą matki - tylko wtedy, kiedy zagraża to bezpośrednio jej życiu i kiedy życie płodu jest zagrożone w sposób bezpośredni, lub też kiedy choroba ma charakter nieodwracalny i de facto uniemożliwiający życie przyszłemu dziecku.

Według premiera ze statystyk wynika, że w Polsce na mocy obecnej ustawy antyaborcyjnej dokonuje się około 700 zabiegów usunięcia ciąży rocznie. "Jeśli są wśród nich nadużycia, to na szczęście jest to absolutny margines, co mnie trochę uspokaja" - powiedział Tusk.

W jego ocenie, dziś obowiązuje zbyt ogólne sformułowanie "ciężkie uszkodzenie płodu", które pozwala na dokonanie legalnej aborcji. "W związku z tym polegamy na stuprocentowym zaufaniu do lekarzy. Uważam, że skoro tak wielu ludzi w Polsce nie ma tego pełnego zaufania i obawy, że ta formuła jest zbyt ogólna i skłania do nadużyć, to należy może bardziej precyzyjnie nazwać, jaki typ uszkodzenia płodu skłania do aborcji. To byłby w jakimś sensie postęp i czulibyśmy się pewniej, że aborcja w Polsce nie jest nadużywana" - wyjaśniał.

Jak podkreślił, chciałby mieć pewność, że prawo do aborcji nie jest w Polsce nadużywane, ale najważniejsze, że dzięki zawartemu w 1993 r. kompromisowi aborcyjnemu, przypadków aborcji jest drastycznie mniej niż w przeszłości.

"Mówienie o tej sprawie zawsze wymaga szacunku do drugiej strony i do jej argumentów. Dziś momentami czułem mdłości, gdy słuchałem wypowiedzi tych najbardziej zacietrzewionych po prawej i po lewej - bo oni także są niezdrowo podnieceni tą tematyką" - ocenił premier.

Pytany, czemu większość w Sejmie nie zdecydowała się na skierowanie obywatelskiego projektu do dalszej pracy - skoro sam uznał za zasadną część argumentów jego autorów - Tusk odparł, że ze sporu politycznego należy wyłączyć polityczne intencje i interesy pojawiające się wokół zmiany ustawodawstwa aborcyjnego.

"Ja nie zmieniłem i nie zmieniam opinii co do istoty sprawy: wywrócenie kompromisu aborcyjnego, a tego dotyczyły te projekty, może - a raczej na pewno doprowadzi - do zmian albo w lewo albo w prawo - tzn. albo wszystko wolno, albo nic nie wolno. Dzisiejszy stan prawny - na pewno niedoskonały - jest lepszy niż propozycje, które się pojawiają. Natomiast nic nie zwalnia z obowiązku lekarzy i urzędników ministerstwa zdrowia, aby zastanowić się, jak kontrolować to zjawisko, żeby prawo do aborcji nie było nadużywane" - podkreślił.

Jak powiedział Tusk, zdaje sobie sprawę, że ludzie podpisujący się pod obywatelskim projektem mieli dobre intencje. "Ale to, co z tymi intencjami robią potem politycy - widać było dziś na sali Sejmu. Dlatego wolałem, żeby to przerwano na początku tego procesu tak, aby ta wojna się nie rozlała po Polsce. Dziś było widać, jak łatwo z kwestii aborcji zrobić wojnę wszystkich ze wszystkimi - i wtedy się nie myśli o płodzie, o matce, albo o przyszłych dzieciach - tylko kto komu dowali" - mówił.

Sejm odrzucił w piątek obywatelski projekt zaostrzający ustawę antyaborcyjną. Jego autorzy chcieli wprowadzenia zakazu tzw. aborcji eugenicznej - gdy występuje duże prawdopodobieństwo upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby. Głosowanie poprzedziła burzliwa dyskusja pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami zaostrzenia ustawy. Wniosek o odrzucenie projektu zgłosił klub PO. Poparło go 233 posłów, 182 było przeciwko, a sześć osób wstrzymało się od głosu.