SA uwzględnił apelację Wojtunika i zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. W 2012 r. SO w zasadniczej części uznał pozew P. (b. oficera służb specjalnych PRL) wobec szefa CBA, któremu nakazał przeprosić powoda.

Wojtunik powiedział dziennikarzom w SA, że jest usatysfakcjonowany, bo od początku uważał pozew P. za absurdalny. Adwokat P. odmówił dziennikarzom odpowiedzi na pytanie, czy złoży kasację do Sądu Najwyższego.

P. został zatrzymany w 2010 r. przez CBA, a następnie aresztowany. Prokuratura Okręgowa w Gliwicach postawiła mu osiem zarzutów, m.in. korumpowania osoby z Komisji Majątkowej, oszustw na szkodę dwóch osób i jednej instytucji na sumę ok. 10 mln zł, nadużycia uprawnień przy sprzedaży nieruchomości i przywłaszczenia 300 tys. zł. Grozi mu 10 lat więzienia. W czerwcu 2011 r. wyszedł z aresztu po wpłaceniu miliona złotych kaucji. W kwietniu br. zaczął się proces jego i kilku członków Komisji.

Przyczyną pozwu były słowa Wojtunika z wywiadu dla "Rzeczpospolitej" z grudnia 2010 r. Pytany, czy nie liczy, że Marek P. będzie świadkiem koronnym, szef CBA odparł: "Każdy funkcjonariusz chciałby, aby przestępca zgodził się zostać świadkiem koronnym". Mówił też, że P. "najprawdopodobniej spajał pozornie rozbieżne interesy. Poprzez swoje wpływy przyspieszał i ułatwiał przekazanie majątków, był też sprawny, jeśli chodzi o zbywanie przejętych gruntów". Dodał, że P. "jest osobą zamożną i najprawdopodobniej dużą część swojego majątku zarobił właśnie dzięki działaniom przy Komisji Majątkowej".

P. wytoczył Wojtunikowi proces, żądając za naruszenie dóbr osobistych przeprosin w prasie i 100 tys. zł zadośćuczynienia. Pełnomocnik Wojtunika podkreślał, że szef CBA nie miał "zamiaru pokrzywdzenia powoda". Sam Wojtunik mówił, że P. składał zawiadomienie na funkcjonariuszy CBA, twierdząc, że go torturowali - co nie miało miejsca.

P. (z wykształcenia prawnik) zeznawał wcześniej, że słowa szefa CBA były "stygmatyzacją". Według P. po wywiadzie w „Rz” zakony cystersów i elżbietanek wypowiedziały mu dotychczasowe pełnomocnictwa za jego - jak się wyraził - "charytatywną działalność". Elżbietanki z Poznania miały mu wypłacić wynagrodzenie po zakończeniu postępowania przed Komisją Majątkową. Ujawnił, że wynagrodzenie to "nie miało przekroczyć 3,5 proc. zwróconego majątku, w tym zwrot kosztów. "Przysporzyłem temu zgromadzeniu ponad 50 mln majątku" - chwalił się P.

W lipcu 2012 r. SO częściowo uwzględnił pozew P. - nakazał szefowi CBA przeprosiny, ale nie uwzględnił żądań finansowych. SO uznał, że doszło do naruszenia dóbr powoda, takich jak cześć i dobre imię. Sędzia Paweł Pyzio uznał, że Wojtunik działał bezprawnie, a fakty, o których mówił, "nie zostały udowodnione jako prawdziwe". Według SO udzielając wywiadu, nie działał on jako organ władzy państwowej.

Adwokat Wojtunika złożył apelację, wnosząc o oddalenie pozwu lub o ponowny proces w I instancji. Pełnomocnik P. w swej apelacji żądał przyznania zadośćuczynienia od szefa CBA.

We wtorek Wojtunik powiedział w SA, że powód subiektywnie nadinterpretuje jego słowa. Dodał, że swych słów nie wypowiedział w kontekście osoby powoda, ale w „ogólnym kontekście działań Komisji”. „Nie mogłem nie zająć stanowiska w tej głośnej sprawie” - dodał szef CBA. Podkreślił, że w chwili wywiadu P. był aresztowany, a jego wypowiedzi o nim nie były kategoryczne.

Trzyosobowy skład SA uznał apelację szefa CBA za zasadną, a apelację P. - za niezasadną. Sędzia SA Hanna Muras uzasadniała, że słowa pozwanego, które odnosiły się bezpośrednio do P. nie mogą być uznane za bezprawne. Dodała, że Wojtunik miał obowiązek poinformować opinię publiczną o wynikach postępowania w głośnej sprawie dotyczącej majątku publicznego i bulwersującej opinię publiczną. „Informację poprzedził on słowem +najprawdopodobniej+” - podkreśliła sędzia.

Zarazem SA uznał, że część inkryminowanych słów pozwanego w ogóle nie odnosiła się - jako ogólnikowa - do Marka P. Sędzia wyjaśniła, że nie można przyjąć, aby słowa w kwestii świadka koronnego dotyczyły powoda. Także kontekst słów o zdobyciu przez P. majątku nie wskazuje na stawianie mu zarzutu nieuczciwości przez Wojtunika, bo „mógł się go dorobić, będąc opłacanym przez swych mocodawców”.

Mocą wyroku P. ma zwrócić Wojtunikowi niemal 5 tys. zł kosztów sprawy.

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie trwa proces, w którym P. jest oskarżony wraz z kilkoma b. członkami Komisji Majątkowej za nieprawidłowości przy zwrocie Kościołowi ziemi za mienie zagarnięte w PRL. Według mediów P. jako pełnomocnik instytucji kościelnych słynął ze skuteczności w odzyskiwaniu gruntów. Zgodnie z ustaleniami śledztwa miał też wyszukiwać rzeczoznawców, którzy wydawali fałszywe opinie na temat wartości ziemi, której zwrotu domagał się Kościół. Odzyskiwane atrakcyjne grunty były później sprzedawane w prywatne ręce.

Dziennikarz Cezary Łazarewicz ma przeprosić Marka P. m.in. za zwrot, że dorobił się on fortuny na obrocie majątkiem Kościoła - orzekł w kwietniu br. Sąd Okręgowy w Warszawie. Sąd częściowo uwzględnił pozew P. wobec Łazarewicza za teksty w "Polityce" z 2010 r. Podstawą wyroku było uznanie, że dziennikarz nie wykazał prawdziwości tego, co napisał o P. Łazarewicz apeluje.