"Nie ma racjonalnych powodów do uznania zasadności skargi kasacyjnej" - mówiła w uzasadnieniu postanowienia sędzia SN Małgorzata Gierszon.

Wyrok dożywocia wymierzony w I instancji w grudniu 2011 r. był zgodny z wnioskiem prokuratury i bliskich ofiary. Latem zeszłego roku wyrok utrzymała II instancja. Skazany o przedterminowe zwolnienie może ubiegać się po 25 latach pozbawienia wolności. Obrona w kasacji wskazywała na konieczność uzyskania dodatkowej specjalistycznej opinii biegłych seksuologów. Zdaniem SN sąd nie naruszył jednak procedur nie zwracając się o opinię, zaś materiał, którym dysponował, był wystarczający.

Do zabójstwa - o którym szeroko pisała prasa - doszło 15 lutego 2009 r. Tego dnia wieczorem Barbara Z., która według mediów miała się trudnić prostytucją, weszła do mieszkania wynajmowanego przez Jonasza S. w centrum Warszawy przy ul. Chłodnej. Gdy przez dłuższy czas nie wychodziła i nie odbierała telefonu, taksówkarz, który czekał na nią przed blokiem, zaalarmował policję.

Policjanci, którzy zjawili się na miejscu, próbowali wejść do mieszkania na pierwszym piętrze. Wynajmował je od dwóch tygodni niedoszły student (jak ustaliły media, mimo że zdał na jedną z uczelni, nie rozpoczął nauki) pochodzący z Wyszkowa.

Funkcjonariuszom nikt nie otwierał, słychać było jednak odgłosy dobiegające z wnętrza. Na miejsce wezwano więc straż pożarną. Gdy policjanci i strażacy po drabinie weszli do lokalu, przebywający tam Jonasz S. zapewnił ich, że nic się nie stało, po czym próbował uciec. Został zatrzymany przez funkcjonariuszy czekających na zewnątrz mieszkania. W łazience policjanci odkryli natomiast poćwiartowane zwłoki kobiety. Jak ustalono, ofiara została najpierw uduszona metalowym łańcuchem.

Pierwszy proces w tej sprawie toczył się przed Sądem Okręgowym w Warszawie od marca do maja 2010 r. Sąd uznał wtedy Jonasza S. za winnego nieudzielenia kobiecie pomocy po utracie przez nią przytomności, a następnie dokonania zabójstwa poprzez uduszenie. Jonaszowi S. wymierzono wtedy wyrok 15 lat więzienia. Warszawski sąd apelacyjny w listopadzie 2010 r. uchylił ten wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Ze względu na drastyczne szczegóły oba procesy odbywały się z wyłączeniem jawności.