Pełnomocniczka powoda adwokat Marta Trzęsimiech-Kocur powiedziała we wtorek, że wyrok I instancji zaskarżyła zarówno strona powodowa, która wniosła o wypłatę 300 tys. zł, jak i reprezentująca interesy Skarbu Państwa Prokuratoria Generalna, która konsekwentnie domaga się oddalenia roszczeń.

„Sąd I instancji uznał, że w tej sprawie należy się zadośćuczynienie i to dla mojego klienta bardzo ważne. Natomiast w dalszym ciągu uważamy, że kwota zadośćuczynienia powinna być wyższa, dlatego odwołaliśmy się od wyroku sądu okręgowego" - powiedziała mec. Trzęsimiech-Kocur.

Zaznaczyła, że strona powodowa chciała zawrzeć ugodę, jednak ze strony przeciwnej nie było takiej woli. Powód i jego pełnomocniczka są rozgoryczeni, że państwo nie poczuwa się do odpowiedzialności za ewidentną pomyłkę wymiaru sprawiedliwości. Adwokat podkreśla, że jej klient trafił do więzienia bez żadnej podstawy prawnej.

„W opinii PGSP nie zostały wyjaśnione wszystkie okoliczności sprawy, w szczególności dotyczące bierności powoda przy jego osadzaniu w zakładzie karnym i uzyskiwaniu przedterminowego zwolnienia z tego zakładu. Także wysokość zasądzonej kwoty stanowiła podstawę do wniesienia apelacji” - przekazał PAP rzecznik Prokuratorii Paweł Dobroczek, pytany o motywy zaskarżenia wyroku.

W 2010 r. kierowca został skazany na pół roku więzienia za zniszczenie mienia podczas awantury w mieszkaniu wujka. Karę warunkowo zawieszono na dwa lata. Po pewnym czasie mężczyznę zatrzymała policja, informując, że sąd w Siemianowicach Śląskich nakazał osadzić go na pół roku w zakładzie karnym. Kierowca początkowo myślał, że zmieniły się przepisy i dlatego zapadła taka decyzja.

Mężczyzna spędził w zakładach karnych 134 dni. Po wyjściu na wolność postanowił sprawdzić, dlaczego właściwie został zamknięty. Okazało się, że doszło do pomyłki w sądzie, który uznał, że skazany w okresie zawieszenia wykonania kary dopuścił się kradzieży. Rzeczywistym sprawcą tego przestępstwa był mężczyzna o tym samym nazwisku, ale innym numerze PESEL i pozostałych danych. Sędzia, który się pomylił, został przez sąd dyscyplinarny ukazany naganą i pozbawiony kierowniczej funkcji.

Rzecznik Sądu Apelacyjnego w Katowicach Robert Kirejew powiedział PAP, że termin rozprawy odwoławczej nie został jeszcze wyznaczony, powinno to nastąpić w najbliższych tygodniach. „Sprawa trafiła do nas 26 października" - wyjaśnił sędzia. (PAP)

Dowiedz się więcej z książki
Prawo i postępowanie karne po nowelizacji - PAKIET
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł