PSL w projekcie nowelizacji prawa prasowego zaproponowało zniesienie sankcji karnej za opublikowanie wypowiedzi bez autoryzacji. Przewidziano też procedurę dotyczącą czasu autoryzacji - osoba udzielająca wypowiedzi dziennikowi miałaby jeden dzień na dokonanie autoryzacji, a czasopismu - dwa dni; jeśli terminy nie zostałyby dotrzymane, oznaczałoby to zgodę na publikację.

Autorzy projektu w uzasadnieniu podkreślili, że zmiana przepisów wynika z konieczności uwzględnienia w polskim systemie prawnym wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2011 r. w sprawie Wizerkaniuk przeciwko Polsce.

Redaktor naczelny "Gazety Kościańskiej" Jerzy Wizerkaniuk po tym, jak wydrukował w 2003 r. wywiad z posłem SLD Tadeuszem Mylerem bez uzyskania autoryzacji, został uznany winnym, mimo że wiernie oddał słowa rozmówcy, a w artykule napisał prawdę.

Po uznaniu apelacji przez sąd okręgowy za bezzasadną dziennikarz złożył skargę do Trybunału Konstytucyjnego. W 2008 r. trybunał uznał przepisy prawa prasowego dotyczące autoryzacji za zgodne z konstytucją i podkreślił, że autoryzacja gwarantuje "precyzję i pewność debaty publicznej". Zdanie odrębne do wyroku złożył sędzia Andrzej Rzepliński, który przekonywał, że gdyby istniał wymóg autoryzacji, nigdy nie ukazałyby się np. wywiady Oriany Fallaci z Chomeinim czy Jaserem Arafatem.

Wizerkaniuk następnie skierował skargę do Strasburga i postępowanie wygrał. W 2011 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka doszedł do wniosku, że nie można karać dziennikarza za publikację wywiadu bez autoryzacji i ocenił, że takie zasady nie mogą być uznane za spójne ze znaczeniem, jakie w społeczeństwie demokratycznym odgrywa wolność słowa. Trybunał zwrócił też uwagę, że prawo prasowe zostało przyjęte w 1984 r., a więc jeszcze przed upadkiem systemu komunistycznego w Polsce. Ustawa ta - jak zaznaczył - była poddawana nowelizacjom 12 razy, jednak "artykuły 14 i 49 tej ustawy, na których oparta jest skarga, nie były nigdy poddawane żadnym poprawkom, mimo głębokich politycznych i prawnych zmian, jakie zaszły w Polsce na drodze do demokracji".

"To jest krok w dobrym kierunku" - oceniła zmianę zaproponowaną przez PSL Dominika Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. "W sprawie Wizerkaniuk przeciwko Polsce, którą zajmował się Europejski Trybunał Praw Człowieka, kwestia odpowiedzialności karnej była jednym z elementów przesądzających o tym, że Polska naruszyła swobodę wypowiedzi" - powiedziała PAP prawniczka. Podkreśliła jednak, że "w wyroku trybunał poszedł dużo dalej" niż autorzy projektu nowelizacji, bo uznał autoryzację za instytucję nieskuteczną i spowolniającą lub wręcz utrudniającą obieg informacji.

Prawniczce Helsińskiej Fundacji terminy przewidziane w projekcie na autoryzację wydają się zbyt długie. Proponowałaby zniesienie autoryzacji w prawie prasowym i uregulowanie tej kwestii w kodeksach etyki dziennikarskiej. Bychawska-Siniarska przypomniała, że jedynym krajem w UE, w którym instytucja autoryzacji jest podobnie uregulowana, są Węgry. "W większości krajów jest to wyszczególnione w kodeksach albo jest przedmiotem nauczania etyki zawodowej, ale nie jest to regulacja prawna" - mówiła.

Z kolei Michał Jaszewski, prawnik współpracujący ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich, powiedział PAP, że "na sprawę autoryzacji należy spojrzeć szerzej, bardziej kompleksowo, niż zostało to ujęte w wyroku trybunału, który wziął pod uwagę tylko jeden przypadek". "Uważamy, że autoryzacja jako instytucja w ogóle nie powinna istnieć. W tej chwili obieg informacji jest znacznie szybszy. Jeżeli ktoś się zgadza na wypowiedź i coś publicznie mówi, to autoryzacja takiej wypowiedzi jest pozbawiona sensu" - zaznaczył.

Według prawnika autoryzacja jest instrumentem bardzo przestarzałym, który w polskich warunkach - zwłaszcza w obecnie obowiązującej formule - się nie sprawdza. "Jesteśmy za zniesieniem autoryzacji albo bardzo radykalnym jej ograniczeniem, tym bardziej, że i tak mamy mnóstwo procesów o naruszenie dóbr osobistych. Jeżeli dziennikarz napisze coś nierzetelnie, i tak może za to odpowiedzieć. I ta odpowiedzialność jest surowa, bo gdy pracodawca wyrzuci pracownika z pracy, to pracownik może się domagać trzymiesięcznego odszkodowania, a gdy dziennikarz coś napisze, to nie ma żadnego ograniczenia, można się domagać 50 i 100 tys. zł" - zauważył Jaszewski.

Za zniesieniem sankcji karnych w prawie prasowym jest też resort kultury. "Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że liczba skazań na podstawie przepisów karnych prawa prasowego utrzymuje się w ostatnich latach na niezmiennie niskim poziomie, rzędu kilku spraw rocznie. Powstaje zatem pytanie o sens penalizacji, skoro w praktyce przepisy te są stosowane niezwykle rzadko. Dlatego też propozycja zawarta w projekcie poselskim, polegająca na rezygnacji z sankcji karnych na rzecz sankcji wykroczeniowych co do zasady zasługuje na poparcie" - powiedział PAP dyrektor Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów w ministerstwie Karol Kościński.

W projekcie nowelizacji zaproponowano całkowitą depenalizację przepisów prawa prasowego. Z danych resortu sprawiedliwości udostępnionych PAP przez ministerstwo kultury wynika, że od 2001 r. liczba osób prawomocnie skazanych na podstawie zapisów prawa prasowego nie przekraczała siedmiu rocznie. Do 2011 r. najwięcej skazań wynikało z niedopełnienia obowiązku publikacji sprostowania lub jej odmowy, przepis ten został uchylony przez Trybunał Konstytucyjny. W 2011 r. sądy wydały cztery wyroki skazujące na podstawie artykułów prawa prasowego, w 2012 r. - dwa.

Projekt nowelizacji prawa prasowego był przedmiotem posiedzenia sejmowej komisji kultury 12 marca, na którym zapadła decyzja o skierowaniu go do podkomisji, jednak z podjęciem dalszych prac czekano na uzupełnienie składu komisji o członka PSL. Jak powiedział PAP przedstawiciel projektodawców Jarosław Górczyński (PSL), ludowcy wprowadzili już swojego przedstawiciela do komisji i na najbliższym posiedzeniu zostanie powołana podkomisja. (PAP)