Mężczyzna również jest oskarżony w związku z tym zdarzeniem, ale jego sprawa została wyłączona do odrębnego postępowania. Powodem był stan jego zdrowia - przez długi czas nie stawiał się on w sądzie, co blokowało rozpoczęcie głównej sprawy.
W czwartek miał być przesłuchiwany w drodze telekonferencji Sądu Rejonowego w Białymstoku z Sądem Okręgowym w Warszawie. W związku z tym, że jest również oskarżonym, miał prawo odmowy zeznawania i z niego skorzystał.
Sąd długi odczytywał jednak jego zeznania składane w śledztwie, w którym miał status podejrzanego. Wynikało z nich, że to podwładny Tomasza Hirnle był inspiratorem prowokacji. Wynajął tego mężczyznę (obiecał mu 20 tys. zł, zapłacił 15 tys. zł), by odegrał rolę pacjenta z chorobą serca. Przekonywał go, że cała akcja jest umówiona z policją, a lekarz, wobec którego miała być przeprowadzona prowokacja, "sam bierze łapówki i z nikim się nie dzieli".
W śledztwie świadek zeznawał m.in., że był przekonany, iż cała akcja jest legalna i zgodna z prawem, bo organizowana przez policję. "Nie wiedziałem, że popełniam przestępstwo, myślałem, że taka jest procedura" - odczytywał sąd jego zeznania.
Cała sprawa wyszła na jaw po materiale telewizyjnym, w którym pokazano, jak w rzeczywistości wyglądały kulisy policyjnej prowokacji. To zeznający w czwartek mężczyzna - za pieniądze - powiedział dziennikarzowi jednej ze stacji o tym, jak została przygotowana.
Autor reportażu zawiadomił Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie i to ona oskarżyła lekarza, policjantów i trzy osoby biorące udział w prowokacji. Lekarz i trzej policjanci, których proces trwa drugi rok, nie przyznają się do zarzutów.
Proces dotyczy m.in. bezpodstawnego wykorzystania instytucji kontrolowanego wręczenia 5 tys. zł łapówki w akcji przeciwko Tomaszowi Hirnle w czerwcu 2005 roku. Po długim procesie lekarz został prawomocnie uniewinniony. Sąd uznał bowiem, że nie można było w sposób legalny przeprowadzić takiej akcji, nie mając żadnych wiarygodnych informacji, że przyjmuje on łapówki.
Teraz Tomasz Hirnle domaga się do Skarbu Państwa ok. 500 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia za pobyt w areszcie. W procesie karnym dotyczącym prowokacji jest oskarżycielem posiłkowym.
Dwie kobiety, które w prowokacji odegrały role rodziny pacjenta (jedna z nich zostawiła kopertę z pieniędzmi na biurku w gabinecie lekarza), bez przeprowadzania rozprawy zostały skazane na kary więzienia w zawieszeniu. (PAP)