W czwartek posłowie z sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny zdecydowali, że skierują do dalszych prac - jako inicjatywę komisji - projekt, który ma położyć kres nadużywaniu tzw. adopcji ze wskazaniem. Chodzi o przypadki, kiedy matka sama wskazuje rodziców adopcyjnych dla swojego dziecka, a sam proces odbywa sią bez udziału ośrodka adopcyjnego.

Jak przekonywała autorka projektu Magdalena Kochan (PO), z badań Fundacji Przyjaciółka wynika, że spośród ok. 2,4 tys. adopcji rocznie tylko 800 jest przeprowadzanych przez ośrodki adopcyjne. Oznacza to, że w ok. 1,7 tys. przypadków nic nie wiadomo o rodzinach, do których trafiły dzieci - nie mają one zaświadczeń ani opinii specjalistów, nie muszą przechodzić szkoleń.

Sprzyja to - jak przekonywała posłanka - nielegalnym adopcjom i handlowi dziećmi. Mówiła, że w internecie bez trudu można znaleźć tego typu ogłoszenia. Dodała, że informacja o matce, która zamierza zrzec się praw do dziecka kosztuje ok. 2-4 tys. euro. Działają pośrednicy, którzy kontaktują potencjalnych rodziców z biologicznymi matkami, które wybierają rodziny oferujące im najwyższe kwoty za dziecko.

Kochan podkreśliła, że projekt ma zawężyć grono osób, które matka może wskazać przed sądem opiekuńczym jako osobę przysposabiającą do krewnych i powinowatych dziecka. W pozostałych przypadkach w postępowaniu adopcyjnym powinien uczestniczyć ośrodek.

Do projektu pozytywnie odniosła się wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn. Zadeklarowała poparcie i wolę współpracy przy dalszym procedowaniu.

Więcej wątpliwości miał wiceminister sprawiedliwości Jerzy Kozdroń. Jego zdaniem projektem - jeśli trafi do dalszych prac - powinna zająć się komisja kodyfikacyjna. Zaznaczył, że dotyczy problemu, który jego resortowi sygnalizował rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Poinformował, że ministerstwo zleciło badania aktowe, żeby sprawdzić, na ile zarzuty RPD - m.in. pod adresem sądów - są zasadne i czy przy postępowaniach adopcyjnych rzeczywiście zdarzają się nadużycia.

Przyznał, że ma wątpliwości w kwestii ograniczenia możliwości wskazania przysposabiających dziecko do krewnych. Podkreślił, że z badań wynika, iż przypadki adopcji przez krewnych są rzadkie, z kolei łatwo wyobrazić sobie sytuacje, gdy np. umierająca na nowotwór matka chce wskazać rodziców dla swojego dziecka, którzy nie są z nim spokrewnieni, ale jednak są mu najbliżsi.

Serdyn zauważyła, że proponowane rozwiązania nie wykluczyłyby takiej sytuacji, jedynie włączyłyby w ten proces ośrodek adopcyjny.

Kochan poinformowała, że projekt jest jeszcze niedopracowany. Komisja zdecydowała, że po dokonaniu niezbędnych poprawek trafi on do dalszych prac jako projekt komisyjny. (PAP)