W piątek Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny zorganizowała konferencję „20 lat tzw. ustawy antyaborcyjnej w Polsce”.

W Polsce, w myśl obowiązującej od ponad 20 lat ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (z 7 stycznia 1993 r.), aborcję można przeprowadzić w trzech przypadkach: gdy występuje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, a także wtedy, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety lub jest następstwem czynu zabronionego.

Według Ministerstwa Zdrowia w 2012 r. przeprowadzono 752 legalne aborcje. Zdaniem organizacji pozarządowych nielegalnych zabiegów przerywania ciąży przeprowadza się przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy rocznie.

Uczestniczki piątkowej konferencji przekonywały, że 20 lat obowiązywania to wystarczająco długi okres, by przekonać się, że ustawa antyaborcyjna nie działa. "Ustawa nie odzwierciedla rzeczywistości, nie jest tak, że kobiety przerywają ciążę tylko w tych trzech dozwolonych prawem przypadkach" - mówiła Karolina Więckiewicz, prawniczka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Zwróciła uwagę, że ustawa często nazywana jest kompromisem, który odzwierciedla poglądy większości społeczeństwa. Tymczasem - jak wynika z badań - ustawę w obecnym kształcie popiera 38 proc. Polaków, 48 proc. chciałoby ją zmienić, z czego 36 proc. - zliberalizować, a jedynie 12 proc. - zaostrzyć.

Przyznała, że przepisy regulujące dopuszczalność przerywania ciąży są potrzebne - powinny np. określać do kiedy można zrobić aborcję, w jakich warunkach, kto za to płaci etc. Całkowity brak takich przepisów mógłby bowiem jeszcze pogorszyć sytuację kobiet.

Szefowa Federacji Krystyna Kacpura podkreśliła, że aborcja powinna być legalna, bezpieczna i rzadka. Jej dopuszczalność powinna określać ustawa "aborcyjna", a nie "antyaborcyjna". Powinna regulować, a nie zakazywać. "To powinien być przejaw troski państwa o zdrowie kobiet, a nie o potencjalne życie” - mówiła.

Bożena Jawień, ginekolog współpracująca z Federacją, podkreśliła, że przepisy ustawy antyaborcyjnej są dobrze skonstruowane, gorzej jest z ich interpretacją przez lekarzy. "W Polsce interpretuje się je skrajnie niekorzystnie dla kobiet" - oceniła. Zapisy bowiem skonstruowano tak, by dać lekarzom wolną rękę, np. w ustawie mowa jest o prawdopodobieństwie upośledzenia płodu, a nie o tym, że musi być ono jednoznacznie stwierdzone. Okazało się, że większość lekarzy interpretuje te zapisy tak, by do aborcji nie dochodziło.

Kacpura zwróciła uwagę, że za niewykonanie legalnej aborcji lekarzowi nic nie grozi, więc zawsze woli odmówić niż przeprowadzić, narażając się na to, że ktoś zarzuci mu, ze podjął złą decyzję.

Federacja zaprezentowała raport podsumowujący 20 lat funkcjonowania ustawy. Składa się on z analizy wykonywania jej w trzech obszarach: dostępu do antykoncepcji, edukacji seksualnej i przerywania ciąży. Autorki raportu podkreślają, że w żadnej z tych sfer ustawa nie funkcjonuje prawidłowo.

Według raportu polskie prawo dotyczące prawa do aborcji jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie, a w praktyce nawet legalny zabieg trudno jest wyegzekwować. Funkcjonowaniu ustawy towarzyszą takie skutki, jak podziemie aborcyjne z czarnym rynkiem leków poronnych, turystyka aborcyjna i stygmatyzacja kobiet przerywających ciążę.

Młodzież w Polsce nie ma dostępu do rzetelnej, opartej na dorobku naukowym i wolnej od ideologii edukacji seksualnej; zajęcia z wychowania do życia w rodzinie w żadnej mierze nie spełniają standardów rzetelnej wiedzy o seksualności człowieka - ocenia raport.

W opinii autorek raportu dostęp do antykoncepcji w Polsce nie może być określony mianem swobodnego, mimo że państwo w ustawie się do tego zobowiązało. Wciąż więcej jest ograniczeń – prawnych, organizacyjnych, mentalnych i finansowych – na drodze kobiet do swobodnego korzystania z nowoczesnych metod zapobiegania ciąży niż działań to ułatwiających. (PAP)