Dzień wcześniej - w czwartek - prokuratorski sąd dyscyplinarny w odrębnym postępowaniu zdecydował nieprawomocnie o wydaleniu H. z zawodu prokuratorskiego, co stanowi najwyższy wymiar kary dyscyplinarnej. Od tego orzeczenia H. również może się odwołać.

Czytaj: Sprawa immunitetu b. szefowej PA w Rzeszowie po raz trzeci przełożona>>>

Natomiast prawomocne uchylenie immunitetu otworzyłoby drogę do ewentualnego postawienia Annie H. zarzutów w jednym z wątków tzw. afery podkarpackiej.

"Sąd dyscyplinarny wyraził w piątek zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prokurator Anny H. w związku z zarzutami, jakie chce jej przedstawić warszawska prokuratura apelacyjna" - powiedział rzecznik prasowy PG prok. Mateusz Martyniuk.

Sprawa decyzji dotyczącej immunitetu prok. H. toczyła się od lipca. Tymczasem od stycznia przed prokuratorskim sądem dyscyplinarnym trwało postępowanie dyscyplinarne w jej sprawie.

"W czwartek sąd ukarał prokurator dyscyplinarnie, bo - w związku z czynami, których miała się ona dopuścić - ciążyły na niej zarzuty dyscyplinarne. Równolegle trwa postępowanie karne" - wyjaśnił prok. Martyniuk.

W połowie czerwca Prokuratura Apelacyjna w Warszawie informowała, że przesłała do Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym wniosek o uchylenie immunitetu prok. H. Prowadzący doszli do wniosku, że zachodzi "uzasadnione podejrzenie popełnienia przez nią przestępstw o charakterze korupcyjnym i urzędniczym". We wniosku wymieniono przestępstwa przyjęcia korzyści osobistej oraz powoływania się na wpływy (za każde z nich grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia), a także przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków funkcjonariusza publicznego (zagrożone karą do 3 lat więzienia). Prokuratura nie ujawniła szczegółów zarzutów.

W końcu marca prokurator generalny Andrzej Seremet odwołał H. ze stanowiska szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Wcześniej zgodę na jej odwołanie wydała Krajowa Rada Prokuratury. Był to pierwszy przypadek skrócenia kadencji prokuratora tak wysokiego szczebla.

Seremet zwrócił się do Krajowej Rady Prokuratury o odwołanie H., bo jego zdaniem nieprawidłowo wypełniała ona obowiązki szefa prokuratury apelacyjnej. Od zeszłego roku była ona zawieszona w czynnościach służbowych. Nieoficjalnie przyznawano wtedy, że wniosek wiąże się z prowadzonym w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie śledztwem dotyczącym korupcji i powoływania się na wpływy w instytucjach przez biznesmenów z Podkarpacia. W toku śledztwa funkcjonariusze CBA przeszukali jej gabinet - nie ujawniono wyników przeszukania.

Funkcję szefowej rzeszowskiej prokuratury apelacyjnej H. pełniła od 2007 r., gdy otrzymała nominację z rąk ówczesnego ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

Zarzuty w jednym z głównych wątków sprawy tzw. afery podkarpackiej prowadzonym przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie postawiono - jak informowano - pięciu osobom. Usłyszeli je dwaj biznesmeni z Leżajska, funkcjonariusz publiczny oraz dwóch duchownych - w tym b. proboszcz katedry polowej Wojska Polskiego.

Zarzuty im stawiane dotyczą tzw. płatnej protekcji (czyli powoływania się na wpływy w instytucjach publicznych i obietnicy załatwienia w niej sprawy w zamian za korzyść osobistą lub majątkową) i podżegania osoby publicznej do przyjęcia łapówki. Badane są "zdarzenia o charakterze korupcyjnym związanym z działalnością przedstawicieli spółki Maante z siedzibą w Leżajsku". Korzyścią majątkową miały być m.in. pieniądze i kilogramowa sztabka złota wartości blisko 130 tys. zł.

"W sprawie korupcji na Podkarpaciu mamy do czynienia z pajęczyną powiązań towarzysko-biznesowo-politycznych" - mówił na początku września szef CBA Paweł Wojtunik. Jak wówczas ujawnił w sprawach dotyczących korupcji na Podkarpaciu do tej pory zarzuty usłyszało ok. 40 osób. "Zarzuty te dotyczą różnych osób - i osób pełniących funkcje publiczne, przedsiębiorców i samych polityków" - dodawał.(PAP)

Lidia Mazowiecka
Prokuratura w Polsce (1918-2014)>>>