"Rodzice się nie poddają, protestują, co więcej zyskują nowych sojuszników, (...) właśnie nawiązujemy współpracę ze Związkiem Miast Polskich i Związkiem Gmin Wiejskich w celu policzenia się przy okazji protestów rodziców 10 kwietnia, 10 maja i 9 czerwca" - powiedział w czwartek na konferencji prasowej w Warszawie Olgierd Porębski z Koalicji "NIE dla chaosu w szkole".
Jak mówił, protestujący rodzice nie mechanizmów, które pozwalałaby prowadzić statystyki; a dzięki życzliwości samorządowców mają nadzieję, że uda policzyć się, ile osób bierze udział w protestach.
Dyrektor biura Związku Miast Polskich Andrzej Porawski sprecyzował, że samorządy poproszą m.in. swoje wydziały oświaty, by w dniach protestów zapytały dyrektorów szkół o frekwencję.
"To jest kolejna odsłona naszego rodzicielskiego protestu" - powiedziała Dorota Łoboda z ruchu "Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji". "W akcie desperacji po raz kolejny nie posyłamy naszych dzieci do szkół mimo że wiemy, iż dla wielu rodziców jest to trudna do zaakceptowania forma, ale nic innego nam nie pozostało" - dodała. Powtórzyła, że nikt z rodzicami nie konsultował zmian w edukacji, a te są dla dzieci szkodliwe. Przypomniała, że główny zarzut wobec reformy to rytm i tempo wprowadzanych zmian. "O ile możemy dyskutować o strukturze szkoły i o tym, co powinno znaleźć się w programie, to nie możemy tego robić pod presją czasu" - powiedziała.
Łaboda dodała, że dalszy scenariusz protestów uzależniony jest m.in. od tego, czy po złożeniu w Sejmie obywatelskiego wniosku o referendum ws. reformy edukacji zostanie ono ogłoszone.

Obecni na konferencji samorządowcy podkreślali, że reforma edukacji jest nieprzygotowana. "Nie jest prawdą jakoby ktoś ją z nami konsultował" - powiedział Porawski. Dodał, że zmiana, która "najbardziej boli samorządy" to wiążąca opinia kuratora oświaty na temat planowanej przez samorząd sieci szkół. Jak mówił, organizowanie sieci szkół to zadanie własne samorządów, a w obecnym ustroju decyduje o niej ktoś, kto nie ponosi "żadnej odpowiedzialności". "Odpowiedzialność dalej ponosi gmina, zarówno przed rodzicami, jak i przed państwem, a jest ubezwłasnowolniona" - mówił Porawski.
Paweł Tomczak ze Związku Gmin Wiejskich zwracał z kolei uwagę, że reforma "rujnuje" wysiłek gmin, włożony m.in. w wyposażenie gimnazjów. Jego zdaniem istnieje obawa obniżenia poziomu edukacji. "Jednym z głównych celów wprowadzenia gimnazjów było równoważenie różnic edukacyjnych (...) głównie na obszarach wiejskich" - przypomniał. "Całe to zamieszanie odciśnie piętno na umiejętnościach dzieci (...) Obawiamy się (...), że mogą być skrajne przypadki, gdzie edukacja dzieci na obszarach wiejskich skończy się na ósmej klasie. Tak było przed wprowadzeniem gimnazjów, to był niewielki odsetek, ale takie sytuacje miały miejsce. Chyba nie o to nam chodzi" - mówił Tomczak.

Gdy w marcu rodzice zorganizowali protest minister edukacji Anna Zalewska mówiła, że MEN szanuje rodziców i wspiera ich aktywny udział w życiu szkoły. "Reforma edukacji jest wynikiem rzetelnej diagnozy potrzeb edukacyjnych, w której decydujący głos mieli m.in. rodzice. To właśnie z nimi prowadziliśmy rozmowy na temat podstawowych kierunków zmian, które zaproponowaliśmy w nowym prawie oświatowym" - oświadczyła. Przypomniała wówczas, że rodzice, nauczyciele i przedstawiciele środowisk oświatowych wyrażali swoje opinie i przekazywali wnioski na temat dotychczasowego stanu edukacji w Polsce podczas ubiegłorocznej ogólnopolskiej debaty o edukacji. "Każdy głos został wysłuchany" - zapewniła w marcu minister edukacji.
Reforma edukacji, w ramach której zmieniona zostanie m.in. struktura szkół, rozpocznie się od roku szkolnego 2017/2018. W miejsce obecnie istniejących typów szkół zostaną wprowadzone stopniowo: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe. Gimnazja mają zostać zlikwidowane.
Związek Nauczycielstwa Polskiego wraz z wspierającymi go organizacjami - partie, stowarzyszenia, organizacje i ruchy społeczne zainicjował zbieranie podpisów pod wnioskiem o ogólnopolskie referendum w tej sprawie. Według ZNP pod wnioskiem zebrano już ponad 600 tys. podpisów, co oznacza przekroczenie wymaganego progu, by wniosek złożyć w Sejmie (500 tys.). Pytanie, jakie komitet referendalny chce zadać Polakom brzmi: "Czy jest pan/pani przeciwko reformie edukacji, którą rząd wprowadza od 1 września 2017 roku". (PAP)

Więcej informacji i narzędzi znajdziesz w programie
LEX Prawo Oświatowe
Bądź na bieżąco ze zmianami prawnymi i korzystaj z aktualnych materiałów