O prawach uczniowskich mówią przede wszystkim dwa przepisy Prawa oświatowego: art. 98 ust. 1 pkt 17 oraz art. 85 ust. 5. Pierwszy wskazuje jedynie na to, że prawa i obowiązki mają być częścią szkolnego statutu (Polecamy nagranie szkolenia: Statut szkoły publicznej i niepublicznej - jakie zapisy powinien zawierać? >). Drugi zaś jest artykułem regulującym organizację i ramy działalności samorządu uczniowskiego. I dopiero jeden jego ustęp mówi, że samorząd jest uprawniony do przedstawiania wniosków i opinii „we wszystkich sprawach szkoły lub placówki, w szczególności dotyczących realizacji podstawowych praw uczniów”.

 

Przepis o uczniowskich obowiązkach niekonstytucyjny?>>

 

Te „podstawowe prawa” są natomiast następujące:

  • prawo do zapoznawania się z programem nauczania, z jego treścią, celem i stawianymi wymaganiami;
  • prawo do jawnej i umotywowanej oceny postępów w nauce i zachowaniu;
  • prawo do organizacji życia szkolnego, umożliwiające zachowanie właściwych proporcji między wysiłkiem szkolnym a możliwością rozwijania i zaspokajania własnych zainteresowań;
  • prawo redagowania i wydawania gazety szkolnej;
  • prawo organizowania działalności kulturalnej, oświatowej, sportowej oraz rozrywkowej zgodnie z własnymi potrzebami i możliwościami organizacyjnymi w porozumieniu z dyrektorem;
  • prawo wyboru nauczyciela pełniącego rolę opiekuna samorządu.

WZÓR DOKUMENTU: Statut szkoły podstawowej >

Uczniowskie prawa są zatem zepchnięte w ustawie na zdecydowany margines. Mówi się o nich bowiem jedynie pośrednio, niejako przy okazji. To zresztą ciekawe przy skontrastowaniu tego z uczniowskimi obowiązkami, którym ustawodawca poświęcił cały osobny artykuł (art. 99 Prawa oświatowego). Czy w 2016 r. podmiotowość uczniów nie była dla ówcześnie rządzących szczególnie istotna? Wiele na to wskazuje.

 

Niezależnie jednak od tego, przywołany katalog w żadnym stopniu nie może być uznany za „podstawowe prawa uczniowskie”. Gdzie bowiem prawo do nauki? Gdzie ochrona prywatności? Co stało się z wolnością sumienia i wyznania? Nie ma. Zamiast tego podstawowymi prawami są m.in. wydawanie gazetki szkolnej czy wybór opiekuna samorządu uczniowskiego. Co kierowało ustawodawcą, gdy przygotowywał to wyliczenie? Trudno powiedzieć. Na pewno jednak nie jest to wyczerpujący katalog, a część z tych praw wcale nie powinno mieć przymiotu podstawowości.

Sprawdź w LEX: Czy szkoła powinna wyciągnąć konsekwencje wobec uczniów, którzy pobili się poza terenem szkoły? >

 

Potrzebna kompleksowa regulacja ustawowa

Co zatem w zamian? Jestem dużym zwolennikiem wpisania praw uczniowskich (i tych „podstawowych”, i tych nieco mniej) do regulacji poziomu ustawowego. Nie jestem jednak przekonany, że potrzebujemy odrębnej ustawy na wzór ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Skoro bowiem uchwaliliśmy już Prawo oświatowe, która ma być quasi-kodyfikacją (choć i tak nie wszystko zostało do nowej ustawy z 2016 r. przeniesione), to — zdaje się — że warto w jego ramach pozostać i po prostu dodać nowy artykuł (a może podrozdział?) poświęcony wyłącznie uczniowskim prawom.

Sprawdź w LEX: Czy uczeń sprawiający problemy wychowawcze może być wyłączony z udziału w szkolnej wycieczce? >

 

Przeniesienie uprawnień z poziomu statutowego na ustawowy przyniosłoby wiele korzyści. Po pierwsze, zapewnilibyśmy jednolitość w skali całego państwa, tym samym ustanawiając pewien standard (pewne minimum), który powinien być we wszystkich szkołach respektowany. Po drugie, zabezpieczylibyśmy uczniowskie prawa. Teraz bowiem wystarczy, że szkoła zmieni swój statut i już — pewne prawa mogą zostać wówczas usunięte. Ustawy tak łatwo natomiast nie da się zmienić (w szczególności w okresie kohabitacji). Po trzecie, część uczniowskich praw może być jednocześnie prawami i wolnościami konstytucyjnymi. Jasne jest jednak, że nie są one absolutne. Dzięki regulacji ustawowej moglibyśmy od razu przewidzieć pewnego rodzaju limitacje, wykorzystując przewidziany do tego art. 31 ust. 3 Konstytucji wraz z zawartą tam zasadą wyłączności ustawy. Po czwarte zaś, niektóre szkoły mogą nie korzystać z usług legislatorów (albo w ogóle kogokolwiek z wykształceniem prawniczym), tym samym tworząc przepisy niezgodne z prawem wyższego rzędu. Dzięki regulacji ustawowej mamy pewność, że legislacyjne służby kilkakrotnie projekt regulacji przeanalizują i uczynią go tak dobrym, jak jest to tylko możliwe. I wreszcie, podkreślilibyśmy podmiotowość osoby uczącej się i to, że analizowane zagadnienie jest ważne dla ustawodawcy oraz państwa.

 

Oczywiście jednak niemożliwe jest, by całościowo zawrzeć uczniowskie prawa w jednym katalogu zamkniętym. Sytuacje społeczne są bowiem na tyle różne, że narzucanie wyliczenia interpretowanego ściśle byłoby nieadekwatne. Zresztą mowa tu o prawach, a nie o obowiązkach. Dlaczego mielibyśmy zamykać drogę do przyznawania kolejnych? Dlatego właśnie uważam, że najlepszą drogą byłby katalog otwarty zbudowany w oparciu o normę semiimperatywną. Dzięki temu wyznaczylibyśmy pewien — oby wysoki — ogólnopolski standard, a szkoły we własnym zakresie mogłyby go jeszcze poszerzać, jeśli tylko w wyniku wewnątrzszkolnego dialogu doszłyby do wniosku, że należy to uczynić. Osoby uczące się są przecież słabszą stroną w relacji pomiędzy nimi a szkołami. Należy je zatem chronić właśnie poprzez normy semiimperatywne, dzięki którym mają one jasno wyznaczone uprawnienia już na poziomie ustawowym, ale które mogą jeszcze ulec zmianie wyłącznie na ich korzyść.

Czytaj też w LEX: Zasady techniki prawodawczej obowiązujące przy opracowywaniu statutu szkoły, przedszkola, jednostki oświatowej >

To tak samo jak pracownicy i zakłady pracy. Normy kodeksu pracy są przecież w wielu miejscach semiimperatywne i wyznaczają pewne standardy, ale poszczególne zakłady mogą je — w drodze regulaminu czy zbiorowego układu pracy — modyfikować na korzyść osób tam zatrudnionych (np. przyznając więcej dni urlopu, niż to wynika z ustawy). Co za tym stoi? Chęć ochrony słabszej strony tej relacji. Myślę, że powinniśmy dokładnie tak samo postąpić w przypadku osób uczęszczających do szkół.

Sprawdź w LEX: Czy szkoła może ukarać ucznia za złe zachowanie poza szkołą i wulgarne komentarze w Internecie, które są wypisywane po lekcjach? >

 

Co w katalogu?

Rodzi się natomiast pytanie o zawartość postulowanego katalogu. Przepraszam, jeśli zabrzmi to nieskromnie, ale w monografii z 2020 r. Prawa ucznia (Oficyna Wydawnicza „Impuls”) pozwoliłem sobie zaproponować następujący katalog:

  1. Prawo do nauki.
  2. Prawo do wzięcia udziału w konkursie.
  3. Prawo do uzyskania pomocy materialnej.
  4. Prawo do informacji i sprawiedliwej oceny.
  5. Prawo do rozwijania zainteresowań.
  6. Prawo do bezpieczeństwa, wiedzy o bezpieczeństwie i uzyskania pomocy.
  7. Prawo do skonsumowania ciepłego posiłku.
  8. Prawo do swobody wypowiedzi, myśli, sumienia i wyznania.
  9. Prawo do prywatności.
  10. Prawo do czasu wolnego (właściwej organizacji życia szkolnego).
  11. Prawa wynikające z godności (jestem świadomy, że wszystkie wynikają z godności, ale mowa tu o tych sensu stricto dot. m.in. szacunku, dobrego imienia…).
  12. Prawo do angażowania się w życie szkoły.
  13. Prawo do złożenia skargi.

Sprawdź w LEX: Na podstawie jakich przepisów uczeń ma prawo poprawiać oceny? >

To, co jednak ważne do zauważenia, to to, że ten katalog powstał w oparciu o obowiązujące już przepisy. To, co zatem w tym wyliczeniu, to jest już coś obowiązującego i podlegającego uszczegółowieniu (np. w prawo do nauki wchodzi też kwestia uczęszczania np. na religię lub etykę, WDŻR czy niemożności wyrzucenia kogoś z lekcji poza salę). Skoro natomiast jesteśmy na etapie dyskutowania nad potencjalnymi zmianami legislacyjnymi, to jasne jest, że można — i najpewniej zdecydowanie warto — zawrzeć w tym katalogu także i inne uprawnienia, wyżej niewymienione. Wskazane wyliczenie może być zatem pewnym punktem wyjścia w rozmowie na ten temat. Co jednak ostatecznie w takim katalogu zawrzemy? To zupełnie inna i potencjalnie znacznie dłuższa dyskusja. Teraz natomiast jestem przekonany, że niezależnie, co w ten katalog wpiszemy, to powinno to być uregulowane kompleksowo (czyli z próbą ujęcia wszystkich możliwych praw i wolności, które chcielibyśmy zagwarantować ogólnopolsko), ale z pozostawieniem otwartości tego katalogu. Jeśli to wszystko oprzemy o normę semiimperatywną, to będziemy — mam nadzieję — bliscy sukcesu. Szkoły będą miały bowiem wyznaczony kompleksowy standard, ale wciąż pozostawiona im zostanie pewna autonomia, dzięki której katalog ten będzie mógł być modyfikowany w oparciu o wewnętrzny dialog, ale wyłącznie na korzyść słabszej strony tej relacji — uczących się, których prawa na ten moment są przez ustawę marginalizowane.

Mikołaj Wolanin, prezes Fundacji na rzecz Praw Ucznia

Polecamy nagranie szkolenia: Tworzenie i aktualizacja statutów szkół, przedszkoli i placówek oświatowych >

 

POLECAMY