Poinformował o tym PAP w piątek dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie Janusz Dzisko.

Sprawa dotyczy spółki ZAP Sznajder Baterrien w Korszach, w której kętrzyński sanepid wstrzymał na początku stycznia pracę, gdyż wyniki badań u kilkunastu mieszkańców wykazały przekroczone normy ołowiu. Samorządowcy zdecydowali, że sfinansują u 825 mieszkańców przeprowadzenie badania krwi na obecność ołowiu.

"Przesłanką do uchylenia decyzji o zamknięciu produkcji było dostarczenie do wojewódzkiego sanepidu przez zakład aktualnych badań, świadczących o tym, że na stanowiskach produkcyjnych nie ma przekroczeń norm ołowiu" - podkreślił dr Dzisko.

Dodał, że jest zaniepokojony wynikami u mieszkańców Korsz, które wskazują na przekroczenie norm ołowiu w organizmach. Dlatego Wojewódzka Stacja zwróci się o wykonanie ekspertyz do wyspecjalizowanej instytucji badawczej - zaznaczył dr Dzisko.

Wiceprezes spółki Konrad Sznajder powiedział w piątek PAP, że zakład wznowi produkcję w kwietniu, gdyż teraz trwają prace remontowe. Dodał, że spółka z powodu decyzji o zamknięciu zakładu w Korszach poniosła straty rzędu kilkuset tysięcy złotych.

Zapowiedział, że wystąpi z pozwem przeciw kętrzyńskiemu sanepidowi i będzie domagać się od Skarbu Państwa odszkodowania z tytułu poniesionych strat.

"Grupa kilkudziesięciu niezadowolonych osób, wąska grupa aktywistów swymi świetnie zorganizowanymi działaniami wywarła nacisk na służby, które doprowadziły do bezpodstawnego zamknięcia zakładu" - podkreślił Sznajder.

Burmistrz Korsz Ryszard Ostrowski powiedział w piątek PAP, że do tej pory otrzymał wyniki 537 mieszkańców. W organizmach 36 mieszkańców, w tym u 18 dzieci, normy ołowiu są przekroczone.

Śledztwo w sprawie zakładu w Korszach prowadzi prokuratura okręgowa w Olsztynie. Śledczy badają, czy zakład nie naraził pracowników na pracę w szkodliwych warunkach spowodowanych wysokim poziomem ołowiu. Śledztwo prowadzone jest w sprawie narażenia pracowników na bezpośrednie narażenie utraty życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu z uwagi na wysoki poziom ołowiu. Zostało wszczęte po tym, jak zawiadomienie złożyła inspekcja sanitarna.

Urząd Marszałkowski w Olsztynie prowadzi postępowania w sprawie cofnięcia pozwolenia zintegrowanego na prowadzenie działalności ZAP Sznajder Batterien S.A.

Pozwolenie zintegrowane to decyzja administracyjna, która jest formą licencji na prowadzenie działalności przemysłowej, określająca poziom oddziaływania np. instalacji przemysłowej zakładu na środowisko.

Wiceprezes Konrad Sznajder mówił wcześniej PAP, że "zarzuty wobec firmy kierują osoby, które wcześniej zostały zwolnione z pracy z uwagi na rażące nieprzestrzeganie przepisów BHP". Jak wyjaśnił, osoby te nie stosowały m.in. maseczek zapobiegających wdychaniu cząsteczek metalu i po pracy nie brały prysznica, by zmyć cząsteczki ołowiu.

Twierdzi także, że źródłem podwyższonego stężenia ołowiu w powietrzu, który mógł się dostać do organizmów mieszkańców, było spalanie w przydomowych kotłowniach i piecach paliw zawierających ten ciężki metal.

Jak podał, firma ma "wszelkie certyfikaty świadczące o spełnieniu najsurowszych norm środowiskowych". Jej przedstawiciele poinformowali, że zakład w Korszach wielokrotnie w latach 2012-13 był poddawany kontrolom przez sanepid i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.

Gmina Korsze liczy 11 tys. mieszkańców. Stopa bezrobocia wynosi około 30 proc. Miejscowy zakład recyklingu akumulatorów zatrudnia 40 osób, a współpracowało z nim kolejnych 20 osób.(PAP)