Odbywająca się corocznie (od 2007 r.) w ostatnią sobotę marca akcja ekologów z WWF ma przypominać mieszkańcom naszej planety o potrzebie aktywnego włączania się w ochronę przyrody i klimatu.

Na całej Ziemi, w każdej strefie czasowej - ale punktualnie o godz. 20.30 - na 60 minut zgasły światła i iluminacje charakterystycznych budynków.

W Polsce do akcji przyłączyło się blisko 70 miast. W Warszawie "zgasł" Pałac Kultury i Nauki oraz wieżowce w centrum miasta. Wyłączono światła w Pałacu Prezydenckim, a także podświetlenie kopuły gmachu Sejmu.

Do akcji włączyły się też ministerstwa i urzędy, w tym stołeczny magistrat.

W innych miastach iluminacje wyłączono m.in. na Katowickim Spodku, w Sukiennicach i na Kościele Mariackim w Krakowie, a także Teatrze Wielkim w Poznaniu. Światła gasły też np. w Białymstoku, Bydgoszczy, Gorzowie Wielkopolskim, Łodzi, Olsztynie, Rzeszowie i Wrocławiu.

Finał akcji odbył się w Gdyni, gdzie ekolodzy symbolicznie wypuścili do morza morświna.

To właśnie ten jedyny żyjący w wodach Bałtyku waleń był bohaterem tegorocznej akcji WWF. Aktywiści odwiedzili kilkadziesiąt miast, podkreślając, że ludzie muszą pomóc temu zwierzęciu, bo inaczej całkowicie wyginie. W tej sprawie pod apelem m.in. do resortu środowiska podpisało się blisko 65 tys. osób. Ekolodzy chcą, by polskie władze wdrożyły m.in. przygotowany przez nich program ochrony morświna, który np. zakazywałby stosowania niektórych narzędzi połowowych, tak by zwierzęta te nie plątały się w sieci. Rzecznik WWF Paweł Średziński poinformował, że we wtorek podpisy pod petycją zostaną złożone w ministerstwie środowiska.

Przedstawiciele MŚ oraz resortu infrastruktury i rozwoju deklarują działania na rzecz skuteczniejszej ochrony morświna. Rzeczniczka MŚ Katarzyna Pliszczyńska poinformowała PAP, że w tym roku rozpocznie się ustalanie planów ochrony dla Natury 2000, które precyzyjnie określą działania konieczne dla ochrony morświna w miejscach jego występowania.

Plany te obejmować mają m.in. ochronę morświnów i ich siedlisk poprzez kontrolę skuteczności systemu raportowania tych zwierząt odłowionych w przyłowie, czyli w przypadkowym zaplątaniu się w sieci. Zakładałyby też ograniczenie łapania ryb z wykorzystaniem szczególnie niebezpiecznych narzędzi połowu; chodzi o obowiązek instalowania na sieciach stawnych specjalnych odstraszaczy. Morświny posługujące się echolokacją nie widzą sieci i dlatego zaplątują się w nie.

Według grudniowych danych w Bałtyku żyje tylko 450 morświnów.

W dwudziestoleciu międzywojennym morświny były tak liczne, że polskie władze wprowadziły specjalne premie za ich łowienie lub zabijanie. Zwierzęta te były traktowane jak szkodniki, które niszczą sieci i przetrzebiają stada ryb. (PAP)

mick/ itm/