"To jedna z największych i najważniejszych reform obecnej dekady" - uważa Adam Szejnfeld (PO). Z kolei PiS szykuje własny projekt ustawy w tej sprawie.
"Przepisy o zamówieniach publicznych są podstawą wydatkowania około 150 mld zł rocznie. Ich wysoka jakość jest istotna z jednej strony dla sektora finansów publicznych, który na ich podstawie dokonuje wydatków, z drugiej zaś dla przedsiębiorców, dla których powinny stanowić gwarancję uczciwej konkurencji podczas ubiegania się o udzielenie zamówień" - głosi uzasadnienie projektu ustawy, którym zajmuje się sejmowa podkomisja.

"Naszym celem jest to, by system przetargów był bardziej racjonalny i przyjazny dla jego uczestników niż do tej pory" - powiedział PAP Szejnfeld, który jest szefem podkomisji.

Według niego to zmiana obszerna i kompleksowa, tak daleko idąca, że niemal każdy jej przepis wywołuje kontrowersje. "Prace trwają więc dłużej niż byśmy chcieli, ale byłbym szczęśliwy, gdyby przed wakacjami udało nam się uchwalić tę ustawę. Wówczas - w zależności od przyjętego vacatio legis - mogłaby ona wejść w życie w drugiej połowie tego roku lub od nowego roku" - zaznaczył polityk.

Zasadniczą propozycją tego projektu jest ograniczenie stosowania ceny jako wyłącznego kryterium rozstrzygania przetargów.

Szejnfeld wyjaśnił, że zamawiający ogłaszając przetarg, jeśli ustali cenę jako wyłączne kryterium, będzie to uzasadniać. "W protokole (ma) odpowiedzieć na pytanie, dlaczego uważa, że inne kryteria niż cena nie będą równie efektywne. Chcemy, aby zamawiający byli bardziej odważni przy określaniu kryteriów rozstrzygania przetargów. Dziś bowiem kryterium ceny stosuje się głównie ze strachu, że ktoś będzie zarzucał niegospodarność, interesowność, korupcję, etc. Lepiej więc nabyć małej wartości usługę lub towary za jak najniższą cenę, nawet jeśli na przykład koszty eksploatacyjne niweczyć będą efekt ekonomiczny takiej decyzji, niż narazić się na zarzuty +ustawienia+ przetargu" - mówił polityk.

Z tą propozycją powiązana jest kolejna. Zakłada ona, że prezes Urzędu Zamówień Publicznych ma publikować wykazy dobrych praktyk i tworzyć wzorce, z których mogliby korzystać zamawiający. Także to - zdaniem posła PO - "ograniczałoby strach zamawiających przed stosowaniem innych kryteriów niż wyłącznie najniższa cena". "Jeżeli wybierze lepszą, ale droższą ofertę - opierając się na wytycznych Urzędu Zamówień Publicznych - to być może będzie się czuł bardziej bezpiecznie" - ocenił.

Poza tym - wskazał poseł - projekt daje zamawiającemu narzędzia do tego, by mógł zbadać, czy cena nie jest rażąco niska. Według propozycji PO zamawiający w każdej chwili będzie mógł wszcząć procedurę dochodzenia tego, czy cena nie jest dumpingowa. "Szczególnie dotyczyłoby to przypadków, kiedy cena odbiegałaby o 30 proc. od kosztorysu lub średniej ceny wszystkich złożonych ofert" - mówił polityk.

Ponadto projekt na oferenta nakłada obowiązek dowiedzenia, że cena nie jest rażąco niska - jeżeli zamawiający uzna, że cena jest dumpingowa, to oferent ma udowodnić, że tak nie jest.

Następne rozwiązanie zapisane w projekcie to waloryzowanie wartości kontraktów w sytuacjach, na które strony umowy nie mają wpływu. "Chodzi o wzrost płacy minimalnej, podatku VAT oraz składek na ubezpieczenie społeczne. Jest bowiem kompletnym absurdem żądanie, by w razie wystąpienia takich czynników, dane zamówienie było zrealizowane na podstawie pierwotnej ceny. Ktoś w takiej sytuacji musi stracić, albo wykonać zamówienie nierzetelnie" - podkreślił polityk PO.

"Przewidujemy również przepisy ograniczające dzisiejszy proceder handlu dokumentami. Firmy zobowiązują się wzajemnie do dostarczenia sobie odpowiedniego potencjału koniecznego do wykonania zamówienia, lecz często jest to tylko +deklaracja na papierze+" - dodał Szejnfeld. Według niego obniża to cenę ofert i pozwala występować w przetargach oferentom, którzy nie mają wystarczających kompetencji do wykonania danego zamówienia. "Wprowadzamy więc w projekcie zasadę solidarnej odpowiedzialności wykonawcy i podmiotu deklarującego dostarczenie odpowiedniego potencjału za zawinione szkody wyrządzone takim działaniem zamawiającemu" - wskazał.

W projekcie zaproponowano także, by pracodawcy byli zobowiązani do takiego kalkulowania kosztorysów, by praca była w nich wyceniana na podstawie, co najmniej, płacy minimalnej. "Dziś tego nie ma i oferent w zasadzie może sobie napisać, co chce i w efekcie dochodzi do dumpingu płacowego. Z tych też powodów, oprócz szerzenia się szarej sfery, mamy często do czynienia ze zjawiskiem dumpingu socjalnego" - zaznaczył Szejnfeld.

W projekcie zapisano także wymóg wobec oferentów, by w uzasadnionych przypadkach zatrudniali pracowników na umowy o pracę. Szejnfeld przyznaje jednak, że nie wie, czy uda się obronić ten zapis. "Są bowiem wątpliwości, co do konstytucyjności tych rozwiązań. Co ciekawe pomysł ten popierają nie tylko związki zawodowe, ale również przedstawiciele organizacji pracodawców. Nie dziwię się temu, bo tu chodzi o uczciwą konkurencję, o którą dzisiaj na rynku zamówień publicznych w Polsce bardzo trudno" - mówił poseł PO.
Poseł PiS Adam Abramowicz, który zasiada w podkomisji zajmującej się tym projektem, ocenił propozycję krytycznie i zapowiedział własną inicjatywę PiS w tej sprawie. "Posłowie PO, przedstawiając propozycje poluzowania rygorów ustawy bez jednoczesnego zabezpieczenia interesu publicznego, gaszą pożar za pomocą benzyny" - tak polityk skomentował dla PAP projekt PO.

Jak dodał, Prawo zamówień publicznych było już ponad czterdzieści razy nowelizowane, wskutek czego - według niego - "stało się nieczytelne i niespójne". "Teraz proponuje się do tak już skomplikowanych zapisów dołożenie jeszcze nowych, które w intencji słuszne, nie przyniosą oczekiwanego rezultatu" - ocenił.

W związku z tym - zaznaczył Abramowicz - "Prawo i Sprawiedliwość wspólnie z szerokim zespołem specjalistów i ekspertów podjęło prace nad napisaniem projektu całkowicie nowej ustawy regulującej zamówienia publiczne".

Według niego projekt PiS ma przewidywać m.in., że kryterium najniższej ceny jako jedyne będzie mogło być stosowane "tylko przy prostych, zestandaryzowanych produktach". Generalną zasadą ma być wybór oferty najkorzystniejszej ekonomicznie, uwzględniającej wszystkie koszty zakupu, eksploatacji, i utylizacji produktu.

Wykonawcy - wskazał poseł - będą musieli polegać w znaczącym stopniu na swoim potencjale, a nie potencjale podwykonawców.

Abramowicz wymienił też m.in. wzmocnienie pozycji Urzędu Zamówień Publicznych i prezesa UZP oraz objęcie podwykonawców i dostawców ochroną. (PAP)