Rozpoczęta właśnie walka z tą rośliną ma trwać dwa lata; sfinansuje ją Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska.

"Barszcz najskuteczniej niszczą chemikalia - nie tylko osłabiają roślinę, ale niszczą nasiona i ograniczają kiełkowanie" - powiedział Wojciech Skiba ze starostwa powiatowego w Sanoku, które zajmuje się niszczeniem rośliny. Zastrzegł jednak, że metoda ta nie zawsze może być stosowana. Na obszarach chronionych barszcz można bowiem tylko kosić i wykopywać.

Większość terenów porośniętych barszczem Sosnowskiego leży w gminie Bukowsko na granicy Bieszczad i Beskidu Niskiego - wzdłuż rzek, dróg oraz na terenach rolnych. Największe skupisko jest we wsi Płonne - barszcz zajął tam 27 hektarów.

Barszcz Sosnowskiego jest rośliną silnie parzącą; występująca we włoskach pokrywających liście i łodygi kumaryna może powodować poparzenia II i III stopnia, a w skrajnych przypadkach - martwicę skóry.

Objawy poparzenia pojawiają się po 12 godzinach od kontaktu z rośliną, pod wpływem promieni słonecznych. Wdychanie olejków eterycznych może wywoływać nudności, bóle głowy i wymioty.

Roślina pochodzi z Kaukazu. Do Polski trafiła pod koniec lat 50. ub. stulecia ze Związku Radzieckiego. Była propagowana jako źródło taniej paszy dla bydła i masowo wprowadzano ją do uprawy w PGR-ach na terenie całego kraju. Wkrótce jednak wyszły na jaw jej wady. Mięso i mleko krów karmionych barszczem pachniało kumaryną; barszcz ranił wymiona krów, a spożycie zielonki powodowało oparzenia przewodu pokarmowego, krwotoki wewnętrzne i biegunki.

Roślina ta ma ogromną zdolność rozrodczą. Jeden egzemplarz może wytworzyć do 40 tys. nasion, co teoretycznie wystarczyłoby do obsiania nawet 200 ha pola.

Barszcz Sosnowskiego w Polsce jest gatunkiem inwazyjnym, który nie ma naturalnego wroga. Zwalczanie go wymaga systematycznych działań, prowadzonych przez kilka lat z rzędu. Pojedyncze rośliny czy małe skupiska najlepiej jest po prostu wykopać. Większe obszary można zwalczać chemicznie, ale roślina jest odporna na większość preparatów.(PAP)