Poinformował o tym dziennikarzy prezes firmy Maciej Potentas, w czasie briefingu wojewody podlaskiego, różnych służb oraz przedstawicieli właściciela terenu, zorganizowanego w miejscu pożaru w Studziankach.

 

Akcja gaśnicza trwa tam czwartą dobę. Polega na tym, że pracownicy firmy przy użyciu specjalnych wózków widłowych wyciągają z pryzmy śmieci i odwożą je na bok, gdzie strażacy je dogaszają. Jak mówił dziennikarzom zastępca komendanta wojewódzkiego straży pożarnej w Białymstoku Dariusz Sadowski, akcja na pewno potrwa kolejnych kilka dni.

 

Pole magazynowe, gdzie doszło do pożaru, znajduje się na terenie będącego w budowie Centrum Innowacyjnej Gospodarki Odpadami, które buduje spółka Czyścioch z Białegostoku. Inwestycja miała być gotowa do końca 2011 r., ale nie jest jeszcze ukończona.

 

Strażacy nie mówią o przyczynie pożaru, jej ustaleniem zajmuje się policja. Prezes firmy Czyścioch Maciej Potentas uważa, że było to umyślne podpalenie magazynowanych odpadów komunalnych, które w kwietniu miały posłużyć do rozruchu instalacji recyklingu w budowanym zakładzie.

 

"Stwierdzamy z całą stanowczością, że było to podpalenie. Nie mogło być tak, że sprasowane odpady i w takiej temperaturze (w nocy, gdy doszło do pożaru, było minus 20 st. C - PAP) zapaliły się natychmiast, bez jakichkolwiek oznak wcześniej" - powiedział prezes firmy Czyścioch.

 

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i Sanepid na bieżąco monitorują sytuację w okolicznych wsiach, w związku z przemieszczaniem się dymu z płonących śmieci. Na razie nie stwierdzono przekroczenia norm, ale w jednej z pobliskich miejscowości, z jednego z domów usytuowanych w zagłębieniu terenu, gdzie zbierał się dym, kilka osób wyprowadziło się do bliskich.(PAP)

 

rof/ bno/