Dokument "Under the Dome" ("Pod kopułą"), zrealizowany przez znaną, byłą dziennikarkę publicznej telewizji CCTV Chai Jing, pojawił się w serwisach streamingowych w ubiegły weekend, tuż przed początkiem dorocznej sesji parlamentu, Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych i natychmiast wywołał debatę w kraju. Od tego czasu został obejrzany setki milionów razy.

Film ujawnia takie problemy jak relatywność oficjalnych norm, naciski ze strony lobby energetycznych, opór ze strony władz lokalnych i nieprzestrzeganie już uchwalonych przepisów.

Sygnały, że "Under the Dome" jest niedostępny na największych chińskich stronach z filmami, pojawiły się już w piątek wieczorem. W sobotę rano dokumentu nie można było oglądać nie tylko w najważniejszych serwisach streamingowych, ale też na mniej znanych stronach.

Zniknięcie filmu z sieci rozgniewało wielu internautów. "Niektórzy mają możliwość całkowitego usunięcia z internetu +Under the Dome+ Chai Jing, ale nie są w stanie usunąć smogu z tego kraju" - napisał na Weibo, chińskim odpowiedniku Twittera, jeden z internautów.

Doniesień o cenzurze nie skomentowały ani urzędy zajmujące się kontrolą internetu, ani operatorzy chińskich serwisów streamingowych. Także autorka filmu nie wypowiedziała się na ten temat.

W czwartek, w czasie przemówienia otwierającego sesję parlamentu, premier Li Keqiang zapowiedział "walkę ze wszystkich sił" przeciwko zanieczyszczeniu, które nazwał "plagą, mającą wpływ na jakość życia ludzi".

Komunistyczne władze Chin sprawują ścisłą kontrolę nad internetem, do czego wykorzystują nie mający sobie równego w świecie pod względem wyrafinowania technicznego instrument cenzorski, nazywany powszechnie chińskim Wielkim Firewallem (Great Firewall) - przez analogię do historycznego Wielkiego Muru (w języku angielskim - Great Wall).(PAP)