Hedegaard uczestniczyła w niedzielę w konferencji na Uniwersytecie Harvarda w Cambridge. W rozmowie z PAP przyznała, że dzięki wydobyciu gazu łupkowego USA zmniejszyły emisję CO2. Jej zdaniem to nie wystarczy w redukcji emisji CO2, która w USA jest wciąż dwa i pół razy większa na mieszkańca niż w Europie. Komisarz zastrzegła też, że w Europie wydobycie gazu łupkowego nigdy nie osiągnie skali USA; nie można więc liczyć na tak duże spadki cen energii.


PAP: Powiedziała pani w reakcji na przemówienie prezydenta Baracka Obamy, w którym zapewniał o determinacji w walce z ociepleniem klimatu, że to "muzyka dla pani uszu". Skąd pewność, że to nie jest tylko retoryka?

Connie Hedegaard: Jak byłam nie tak dawno temu na Harvardzie, to nikt nie chciał nawet wymówić tych okropnych słów "zmiany klimatyczne". Teraz widzę zmianę. To jasne, że już słyszeliśmy interesujące deklaracje z USA, za którymi nic nie szło. Mam przeczucie, że teraz jest jednak wola, by coś zrobić, by wykorzystać kompetencje administracyjne (Obama zapowiadał np. użycie dekretów prezydenckich - PAP). Ale nie jesteśmy w Europie naiwni. Czekamy na działania. Nie tylko w samych USA, ale także w rozmowach na arenie międzynarodowej.


PAP. Czy w rozmowach w Waszyngtonie zauważyła pani szansę na postęp w negocjacjach ws. emisji CO2 w międzynarodowym lotnictwie?

CH: Przekazałam bardzo silne przesłanie, potwierdzone ubiegłotygodniowym głosowaniem w Parlamencie Europejskim, że tylko na określony czas +zatrzymaliśmy zegar+ na wprowadzenie międzynarodowych przewoźników do unijnego systemu zakupu pozwoleń na emisję CO2. Nasi amerykańscy przyjaciele wiedzą, że tak jak oni mają swój Kongres, my mamy swój PE. Muszą więc zrozumieć, że jak nie będzie żadnych decyzji jesienią (na forum negocjacji w Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego), to nie mogą liczyć, że będziemy kontynuować z +zatrzymanym zegarem+. Tak nie będzie. Musimy więc wypracować porozumienie w ciągu najbliższych miesięcy.


PAP: USA obniżyły emisję CO2 dzięki gazowi łupkowemu. Czy Europa powinna bardziej zaangażować się w tę technologię? Czy w przypadku Polski to może być droga do redukcji zależności od węgla?

CH: Każdy kraj sam wybiera swoje źródła energii. Nie ma niczego w prawie UE, co zabrania wydobycia gazu łupkowego. Polska, jeśli chce, może to robić. My w Komisji Europejskiej przygotowujemy tylko regulacje, jak zapewnić przestrzeganie standardów ochrony środowiska. Myślę, że pewne kraje zaczną tę technologię. Ale nawet w Polsce, gdzie byłam w ubiegłym tygodniu, przyznają, że - nie oszukujmy się - zajmie to bardzo dużo czasu, zanim będzie to produkcja na odpowiednią skalę. Nie zapominajmy, że nasze geologiczne uwarunkowania nie dają tak łatwego dostępu (do gazu łupkowego) jak tu w USA. To mówią eksperci. Jesteśmy też znacznie bardziej zaludnieni i obawy obywateli mogą być większe w Europie niż w USA.

Możemy to robić w Europie, ale każdy ekspert powie, że w Europie nigdy nie będzie to wydobycie na taką skalę jak w USA i ceny energii nie spadną tak bardzo jak w USA.

To prawda, że w USA emisje CO2 spadają dzięki gazowi łupkowemu. Ale myślę, że to także zasługa nowych regulacji samochodowych. Pochodzę z Danii, gdzie w latach 70-80. wymieniliśmy ropę na gaz. Nasze doświadczenie pokazało, że gaz może być technologią pomostową, ale to nie wystarczy. Nie można liczyć tylko na gaz łupkowy. Średnia emisja CO2 na mieszkańca w Europie to 7,3 tony, a średnia emisja w USA to 17,4 tony. To prawie 2,5 razy więcej, więc potencjał, by zmierzyć się z energią odnawialną i energooszczędnością, jest w USA wciąż ogromny.


PAP: Nagły wzrost wydobycia gazu łupkowego spowodował w USA spadek cen węgla, co z kolei doprowadziło do znacznego wzrostu importu węgla do Europy. Jak pani na to reaguje?

CH: Musimy zapewnić sprawne funkcjonowanie unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. Teraz z powodu taniego węgla nawet nowe i energooszczędne elektrownie gazowe mają problemy. Jeśli będziemy mieli silniejsze ceny za uprawnienia do emisji CO2, to technologie, które emitują mniej CO2, będą w relatywnie lepszej sytuacji. Ale teraz to problem, bo ceny uprawnień bardzo spadły. Dlatego KE zaproponowała tzw. backloading (opóźnienie aukcji części pozwoleń na emisję CO2 poza 2015 r.). Polski rząd jest przeciwny, ale coraz więcej krajów, w tym np. Węgry, w ostatnich tygodniach wsparło KE.

PAP: Powiedziała pani, że byłoby dobrym sygnałem, gdyby administracja Obamy zrezygnowała z projektu rurociągu naftowego Keystone XL z Kanady do Teksasu. Tymczasem 1 marca Departament Stanu wydał wstępną opinię, że ten rurociąg nie stanowi znacznych problemów dla środowiska. Czyli prawie dali już zielone światło na budowę.

CH: Zostałam zapytana, jaki to będzie sygnał, jeśli Obama da zielone światło dla tego rurociągu. Odwróciłam pytanie i powiedziałam, że decyzja należy do Amerykanów, ale byłby to interesujący sygnał, gdyby USA zdecydowały, że czegoś nie zrobią ze względu na to, że istnieją kwestie klimatyczne i nie możemy wydobywać wszelkich paliw kopalnych.


PAP: Czego oczekuje pani od Polski jako prezydencji szczytu klimatycznego ONZ w listopadzie? Czy podczas ostatniej wizyty w Warszawie zauważyła pani zmianę stanowiska ws. redukcji emisji CO2 po roku 2020 roku?

CH: Musimy jeszcze zobaczyć, czy prezydencja następnej konferencji będzie mieć wpływ na polski sposób debatowania o CO2. Polska jest bardzo konstruktywna w debatach o energooszczędności. Jeśli wspomnisz o redukcji CO2, to nie to samo. Ale nigdy nie widzieliśmy wcześniej prezydencji takich międzynarodowych rozmów klimatycznych, które nie mówiłyby o redukcji CO2. Zobaczymy, czy Polska też się skoncentruje na CO2, skoro gości tę konferencję, której kluczowym celem jest właśnie to, jak zredukować C02.

Rozmawiała w Cambridge Inga Czerny