Izba złożyła na początku kwietnia wniosek w tej sprawie do sejmiku województwa podlaskiego. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, to właśnie sejmik może podjąć decyzję o odstrzale zwierząt, gdy stanowią one nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka, w tym także gospodarki łowieckiej.

W gminach Krynki i Szudziałowo w powiecie sokólskim w Podlaskiem w lutym wykryto wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF) u dwóch znalezionych padłych dzików. Były to pierwsze przypadki wystąpienia tego wirusa w Polsce. Dotychczas wirusa ASF nie potwierdzono w Polsce u świń.

Rolnicy ze strefy zagrożenia ASF obawiają się, że dziki będą dalej roznosić wirusa i domagają się ich odstrzału. "Dzików jest dużo, to widać. Szkody łowieckie coraz większe. Koła łowieckie nie mają pieniędzy na odszkodowania. Problem jest bardzo napięty, proszę o szybkie rozwiązanie" - mówił na spotkaniu zorganizowanym przez samorząd województwa podlaskiego prezes Podlaskiej Izby Rolniczej Grzegorz Leszczyński.

Jacek Jasiński, zastępca dyrektora departamentu rolnictwa i obszarów rybackich Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku powiedział PAP, że ustalono w piątek, iż powstanie grupa robocza, która wypracuje wnioski, co zrobić z populacją dzika i przekaże je do ministerstw środowiska oraz rolnictwa.

W jego ocenie, na razie nie będzie raczej potrzebna specjalna uchwała sejmiku nt. zmniejszenia populacji dzików. "Chodzi bardziej o to, żeby stworzyć warunki do tych polowań. Odstrzał planowy byłby wystarczający, tylko muszą być do niego stworzone warunki" - dodał Jasiński.

Marek Masłowski z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych (RDLP) w Białymstoku mówił, że w ostatnim sezonie odstrzelono 30 proc. dzików przewidzianych do odstrzału w dorocznym planie.

Plan łowiecki (na sezon od kwietnia 2013 do końca marca 2014 r.) zakładał pozyskanie ok. 16 tys. dzików - informowała wcześniej RDLP.

Myśliwi uczestniczący w spotkaniu mówili, że tusz z dzika nikt nie chce kupować, a muszą ponosić koszty badań, przetrzymywania tusz, np. chłodni. "Punkty skupu tego brać nie chcą. Co z tym robić? Jak zmusić myśliwego, by jeździł na polowanie, ponosił koszty? O tym rozmawiajmy, zanim będzie decyzja o depopulacji" - mówił Masłowski. Przestrzegał, że z powodu zbyt niskich odstrzałów planowych, dzików będzie bardzo dużo.

Bartłomiej Popczyk z Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego mówił, że główna przyczyna niewykonania planowych odstrzałów dzików, to obowiązujące obostrzenia weterynaryjne. Myśliwi chcieliby np., by w powiecie było wyznaczone miejsce, gdzie można przywozić tusze dzików i dostawać za to pieniądze. Na Litwie ta kwota to 250 zł. Mówił, że aby właściwie gospodarować populacją dzika, wystarczy przestrzegać obowiązujących przepisów. "Ale są utrudnienia" - dodał.

Zastępca wojewódzkiego lekarza weterynarii Przemysław Nawrocki mówił, że masowy odstrzał dzików nic nie da. Powoływał się przy tym na najnowszy raport europejskiego urzędu ds. bezpieczeństwa żywności, z którego wynika, że "odstrzały depopulacyjne" nie poprawiają sytuacji związanej z ASF.

Płoszone zwierzęta rozprzestrzeniają się bowiem i efekt jest odwrotny od zamierzonego. Mówił, że dlatego trudno mu zająć stanowisko: czy strzelać do dzików czy też nie. Zaznaczył, że rozwiązaniem byłyby dopłaty do odstrzałów dzików.(PAP)