Wyrok sądu rejonowego nie jest prawomocny.

Sąd uzasadniając ustnie wyrok uniewinniający ocenił, że biegła medycyny sądowej - lekarka Beata W. - nie sporządziła fałszywej opinii celowo i z zamiarem zaszkodzenia komukolwiek.

- Nie miała z góry powziętego zamiaru wykonania fałszywego dokumentu dla prokuratury. Aby czyn zarzucany przez prokuraturę przypisać oskarżonej, trzeba było wykazać zamiar bezpośredni, czyli sprowadzający się do tego, że oskarżona celowo taki fałszywy dokument sporządziła albo zamiar ewentualny, czyli że oskarżona musiała przewidywać, jakie będą skutki sporządzenia fałszywej opinii i że godziła się z taką sytuacją - oceniła sędzia Iwona Litwińska-Palacz.

Sąd podkreślił, że zachowanie Beaty W. można rozpatrywać w kategoriach niedbalstwa - a za to ukarać może sąd korporacyjny, przed którym stanęła już lekarka.

Czytaj: Olsztyn: biegła oskarżona o fałszywą opinię twierdzi, że napisałaby to samo >>>

Sprawa, która miała swój finał we wtorek 15 września 2015 w sądzie rejonowym w Olsztynie, sięga 2009 roku. Wówczas w domu jednorodzinnym w dzielnicy Redykajny na przedmieściach Olsztyna zmarła Anna K. - aptekarka, żona znanego w mieście chirurga i biegłego sądowego Józefa K. Po kilku dniach do aresztu pod zarzutem zabójstwa trafił mąż zmarłej. Prokuratura opierając się na wynikach sekcji zwłok przeprowadzonej przez lekarkę Beatę W., także biegłą sądową, uznała, że Anna K. została uduszona.

Józefowi K. przedstawiono zarzut zabójstwa, do czego on się nie przyznał. Przekonywał śledczych, że żony nie dusił, a ją reanimował. Zdjęcie lekarza trafiło wtedy na czołówki tabloidów.

Na skutek interwencji adwokata Józefa K. i za zgodą prokuratora wkrótce po olsztyńskiej sekcji zwłoki Anny K. zostały przewiezione do Gdańska. Tam poddano je ponownej sekcji, która wykazała, że Anna K. nie została uduszona, a zmarła na zawał serca. Wyniki gdańskiej sekcji sprawiły, że po ośmiu dniach Józef K. wyszedł z aresztu.

Józef K., który zdążył już wygrać procesy cywilne z redakcjami tabloidów o zniesławienie, w procesie lekarki był oskarżycielem posiłkowym.

Beata W. powiedziała po ogłoszeniu wyroku, że "uniewinnienie przyjmuje z wielką ulgą".

- Mówiłam w sądzie, że moim celowym zamiarem nie było zaszkodzenie komukolwiek. Owszem, przyznałam, że było kilka niedopatrzeń, ale nie były one celowe"- podkreśliła Beata W.

Józef K. ocenił, że jest rozczarowany wyrokiem.
- Za dużo konsekwencji poniosłem, tymczasem lekarce przypisano niechlujstwo czy niedbalstwo - ocenił.

Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego mec. Andrzej Szydziński podkreślił, że zażąda pisemnego uzasadnienia wyroku i wówczas zdecyduje o ewentualnej apelacji.

W opinii z sekcji Anny K. doktor W. podała między innymi, że zmarła miała wyrostek robaczkowy, choć w rzeczywistości został on jej usunięty w 1994 roku. Opisała też żołądek, trzustkę i stan tętnic, mimo że nie dokonała sekcji tych organów. Beata W. powiedziała, że te błędy mogą wynikać z tego, że pisała protokoły sekcji na komputerowym szablonie i "być może zapomniała wykasować niektórych punktów".

Za sporządzenie nieprawidłowej opinii z sekcji zwłok Anny K. w przeszłości Beata W. została ukarana przez sąd lekarski, w konsekwencji nie wykonuje od 2011 roku obowiązków biegłej medycyny sądowej. Obecnie jest na emeryturze. Jak przyznała, przyjmuje pacjentów sporadycznie - 1-2 razy w miesiącu - pracując na umowę zlecenie. (pap)