Należało do nich: przekraczanie dopuszczalnego czasu pracy ratowników, brak badań technicznych części kartek oraz wykorzystywanie zespołów ratownictwa do udzielania nocnej i świątecznej opieki medycznej zamiast do niesienia pomocy w nagłych zdarzeniach, gdy zagrożone jest życie i zdrowie ludzi.

Według NIK nieprawidłowości te jednak nie spowodowały sytuacji, że poszkodowani nie otrzymali pomocy.

Czytaj: NIK: nawet 30 proc. wyjazdów karetek – nieuzasadnionych >>>

Podczas kontroli stwierdzono także, że w przypadku wezwań do zdarzeń na skraju województwa były problemy z zadysponowaniem najbliższego ambulansu, gdyż systemy informatyczne używane w dyspozytorniach poszczególnych województw nie były ze sobą kompatybilne.
- Zwróciliśmy się do ministra spraw wewnętrznych o jak najszybsze wprowadzenie w całym kraju jednolitego, kompatybilnego systemu informatycznego, który da możliwość właściwego dysponowania zespołami ratownictwa, także między województwami - mówiła dyrektor krakowskiej delegatury NIK Jolanta Stawska. Po 1 stycznia 2015 uprawnienia MSW w tym zakresie ma przejąć minister administracji i cyfryzacji.

Według NIK uzasadnione byłoby włączenie dyspozytorni do systemu służb publicznych.
- Wiemy, że trwają prace legislacyjne, żeby dyspozytorów być może już w 2017 roku włączyć do służb państwowych – mówiła Stawska.

Kontrola prowadzona przez krakowską delegaturę NIK miała odpowiedzieć na pytanie, czy rozpoczęta wiosną 2012 roku reorganizacja systemu ratownictwa medycznego w Małopolsce przyniosła dobre rezultaty i czy poszkodowani mogą liczyć na szybką i skuteczną pomoc.
- Oceniliśmy, że system ratownictwa medycznego zorganizowany przez wojewodę działa dobrze. Są dobre warunki organizacyjne dla sprawnego i skutecznego udzielania adekwatnej do potrzeb potencjalnego pacjenta pomocy – powiedziała Stawska. Dodała, że zastąpienie dotychczasowych 20 dyspozytorni dwiema, działającymi w Krakowie i Tarnowie, poprawiło koordynację akcji ratowniczych, a oszczędności pozwoliły na zakontraktowanie dodatkowych siedmiu ambulansów.

NIK szczegółowo skontrolowała pracę 64 zespołów ratownictwa medycznego w Krakowie, Tarnowie, Nowym Targu, Nowym Sączu i Limanowej. We wszystkich zdarzały się przekroczenia ustawowego czasu dotarcia na miejsce zdarzenia (15 minut w terenie zabudowanym, 20 minut w terenie niezabudowanym) - np. w Krakowskim Pogotowiu Ratunkowym dotyczyły 3,2 procent wszystkich wyjazdów, a w szpitalu w Limanowej 20,7 procent wszystkich wyjazdów. Badane były wyjazdy w czwartym kwartale 2013 roku i w styczniu 2014 roku.

Według inspektorów NIK spóźnienia nie wynikały z zaniedbań dyspozytora czy samych ratowników, ale z przyczyn obiektywnych, takich jak: ukształtowanie terenu, duży ruch na drogach, problemy z zasięgiem GSM w terenach górskich oraz kłopoty wynikające z nieaktualnej ewidencji geodezyjnej.

By skrócić czas dojazdu ratowników medycznych do potrzebujących pomocy, wojewoda małopolski od początku listopada wydłużył z 12 do 16 godzin dyżury piętnastu karetek w Małopolsce.

Jak mówiła dyrektor krakowskiej delegatury NIK, wpływ na działania zespołów ratunkowych ma także czas oczekiwania na przyjęcie pacjentów w szpitalnych oddziałach ratunkowych – zdarza się, że sięga on nawet dwóch godzin.

NIK zwraca w raporcie uwagę na przekraczanie przez członków zespołów ratownictwa dopuszczalnego czasu pracy – 24 godzin bez przerwy.
- Z dokumentacji wynikało, że członek zespołu przychodził po dyżurze w innej placówce, jeździł jako lekarz w karetce, a potem jeszcze w tej samej karetce jako kierowca. Zdarzało się, że pracował nawet 48 godzin. Nie stwierdziliśmy sytuacji, które zagroziłyby bezpośrednio pacjentom, ale uważamy, że jest zbyt duże ryzyko, że przemęczony lekarz czy ratownik nie będzie działał właściwie - mówiła Stawska.

Dodała, że trudno w takim przypadku stwierdzić złamanie przepisów prawa pracy, bo pracownicy są zatrudniani w kilku miejscach np. na podstawie umowy zlecenia. W czasie kontroli stwierdzono kilkanaście takich przypadków, NIK poinformowała o tym problemie ministra zdrowia.

W Małopolsce działają obecnie 114,24 zespoły ratownictwa medycznego (niepełna cyfra wynika z tego, że nie wszystkie karetki dyżurują całodobowo). Od początku roku do końca listopada interweniowały one 201 tys. 611 razy. (pap)