"W tej chwili wiemy o zatruciu ponad 70 osób, głównie w woj. śląskim. Nie została jeszcze zidentyfikowana substancja, która spowodowała zatrucie. Znakomita większość chorych w stanie ogólnym dobrym została wypisana do domu. W przypadku kilkunastu osób zachodzi jeszcze konieczność hospitalizacji. Stan zdrowia chorych jest stabilny" - powiedział Radziewicz-Winnicki podczas spotkania z dziennikarzami.

Konsultant krajowy w dziedzinie toksykologii klinicznej Piotr Burda dodał, że z informacji lekarzy wynika, iż objawy ofiar zatruć wskazują, iż mogły one być spowodowane przez substancje wpisane niedawno na listę substancji kontrolowanych. Zaznaczył jednak, że prace laboratoryjne w celu dokładnego ustalenia o jaki środek chodzi nadal trwają. Przedstawiciele resortu zdrowia poinformowali, że może chodzić o dwa lub trzy dostępne na rynku środki, nie chcieli jednak podać ich nazw. Przestrzegali też przed negatywnymi skutkami używania dopalaczy.

"Muszę uprzedzić, że zażycie tego rodzaju substancji, poza kilkoma godzinami pobudzenia i agresywności, o których słyszymy, to jest jedna część zatrucia, natomiast problem polega na tym, że te dopalacze mogą powodować wielonarządowe uszkodzenia, zablokowanie funkcji nerek, zablokowanie funkcji ośrodkowego układu nerwowego, zniszczenie wątroby i w najgorszym scenariuszu - zgon pacjenta, który zażył tego rodzaju substancję" - podkreślił Burda.

"Stąd apel do wszystkich ludzi, szczególnie do rodziców, by uważali co zażywają (ich dzieci). Nie kupujcie tego, nie jedzcie tych substancji, bo to może wam zrobić olbrzymią krzywdę" - dodał Radziewicz-Winnicki.

Wiceminister zdrowia przypomniał, że od 1 lipca handel dopalaczami jest zagrożony karą pozbawienia wolności i ścigany z urzędu.

"Całą akcją kierują służby, głównie policja i prokuratura, dlatego że mamy do czynienia z przestępstwem. Przypominam, że wskutek znowelizowanej ustawy znakomita większość znanych dopalaczy została zakwalifikowana jako narkotyki" - zaznaczył.

Nowe przepisy w tej dziedzinie Sejm uchwalił w kwietniu, a weszły one w życie z początkiem lipca. W ich wyniku do listy środków odurzających dopisano 114 nowych substancji psychoaktywnych. Ponadto, Państwowa Inspekcja Sanitarna, która sprawuje nadzór nad przestrzeganiem zakazu wytwarzania i sprzedaży dopalaczy, nie musi już zawiadamiać sklepów o zamiarze kontroli. Nowe prawo ograniczyło także możliwość przywozu do Polski nowych substancji psychoaktywnych.

Według Radziewicza-Winnickiego, przepisy te pozwolą na łatwe poszukiwanie przestępców, zamykanie sklepów, które wprowadzają na rynek dopalacze oraz łatwą i szybką ścieżkę wpisywania dopalaczy na listę narkotyków. Podkreślił on jednak, że producenci dopalaczy wymyślają coraz to nowe produkty, dlatego najważniejsze jest ograniczenie popytu na te substancje.

O dopalacze była pytana w Nidzicy premier Ewa Kopacz. Zadeklarowała, że wraz minister spraw wewnętrznych zamierza przygotować dużą akcję społeczną, która ma pomóc w skutecznej walce z dopalaczami.

"Skoro w tej chwili już nawet dorośli sięgają po dopalacze, to znaczy, że trzeba wzmóc świadomość i powiedzieć, jak bardzo jest to szkodliwe i jak szybko można pozbawić zdrowia i życia" - mówiła premier. Dodała, że prawdopodobnie w przyszłym tygodniu przedstawi „bardzo konkretny scenariusz” walki z dopalaczami.

Rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak podkreśliła w rozmowie z PAP, że policja wspólnie z Inspekcją Sanitarną, Służbą Celną i Strażą Graniczną prowadzi walkę z dopalaczami, sprawdzając sklepy, targowiska, salony gier i ogłoszenia internetowe.

"Tylko w ubiegłym tygodniu na terenie całego kraju, w ramach wspólnej akcji, funkcjonariusze skontrolowali 89 lokali, w których zabezpieczono 450 opakowań z zawartością nieznanych substancji oraz ponad 400 gramów substancji, które w obrocie określane są jako dopalacze" - powiedziała Woźniak.

Jak podkreśliła, w walce z dopalaczami pomocną jest ostatnia nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. (PAP)