- Kardiologia inwazyjna jest powszechnie postrzegana jako dział zajmujący się wyłącznie naczyniami wieńcowymi - mówił profesor Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej Centralnego Szpitala Klinicznego MSW. - To prawda, że zabiegi tego rodzaju nadal stanowią około 60 procent naszej działalności.

Chodzi przede wszystkim o stenty, dzięki którym można poszerzyć zwężone naczynia wieńcowe. Najnowsze biodegradowalne stenty wykonane z polimeru lub stopu, który rozkłada się w organizmie, są znacznie droższe od dotychczasowych, ale dzięki nim ściany naczynia krwionośnego nie tylko uwalniają się od złogów miażdżycowych, ale także odzyskują naturalną zdolność reagowania, są mniej podatne na zakrzepy i powtórne zwężenie.

Czytaj: Coraz lepsza kondycja polskiej kardiologii >>>

Jak mówił profesor Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej w Aninie, podjęte zostały prace nad opracowaniem polskiego stentu biodegradowalnego, co w najbliższych latach powinno obniżyć koszty zabiegów.
Jednak współczesna kardiologia inwazyjna obok umieszczanych w naczyniach wieńcowych stentów zajmuje się także tętnicami obwodowymi, wadami zastawek czy chorobami strukturalnymi serca.

Wraz ze starzeniem się społeczeństwa coraz większe znaczenie może zyskać przezcewnikowa implantacja zastawki aortalnej (TAVI). Zwężenie zastawki aortalnej to najczęściej występująca nabyta wada serca - dotyka około 5 procent pacjentów powyżej 75. roku życia. W ciężkich przypadkach konieczne jest wszczepienie zastawki. Metoda chirurgiczna jest tańsza (kilkanaście tysięcy), natomiast wprowadzanie zastawki za pomocą cewnika kosztuje około 70 tysięcy złotych (z czego sam zastawka około 50 tysięcy). Ale metoda przezskórna jest znacznie mniej obciążająca – pozwala przeżyć wiele lat pacjentom, którzy nie kwalifikują się do zabiegu chirurgicznego ze względu na wiek i stan zdrowia. W wielu wypadkach pacjent wychodzi ze szpitala już dzień po zabiegu zamiast wiele dni dochodzić do siebie po operacji.

Jak zaznaczył profesor Adam Witkowski, dzięki zorganizowanemu przez Europejskie Towarzystwo Kadriologiczne (ESC) programowi Valve for Life, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne oraz Asocjacja Interwencji Sercowo-Naczyniowych PTK otrzymają 150 tysięcy euro na promowanie zabiegów przezcewnikowej implantacji zastawki aortalnej.



 

Kolejny ważny zabieg wykonywany przezskórnie to zamknięcie uszka lewego przedsionka serca u osób z migotaniem przedsionków. Dzięki niemu pacjenci mogą uniknąć zakrzepów często pojawiających się przy migotaniu, które odrywając się mogą spowodować udar. Zamkniecie uszka przedsionka uwalnia pacjentów z migotaniem od konieczności przyjmowania przez wiele lat leków obniżających krzepliwość, które mogą powodować niebezpieczne krwawienia. Wciąż niewielu pacjentów, a nawet lekarzy zdaje sobie sprawy z możliwości takiego zabiegu.

- W Polsce problemem jest nie jakość zabiegów kardiologii interwencyjnej, ale zbyt mała ich ilość w porównaniu do naszych zachodnich sąsiadów – mówił prof. Gil. - Na przykład zabiegów TAVI wykonuje się w Polsce 10 do 11 na milion pacjentów, w innych państwach europejskich – od 60 do 70. W przypadku przezskórnego leczenia niedomykalności zastawki mitralnej jest jeszcze gorzej.

Jeśli chodzi o sprzęt, brakuje tylko specjalnych pomp wspomagających czynność serca. Koszt jednorazowej terapii przy ich użyciu sięga kilkudziesięciu tysięcy złotych, ale są niezbędne w czasie wykorzystania zabiegu przezskórnej rewaskularyzacji.
Jak zaznaczyli profesorowie, trwające obecnie spory kardiologów inwazyjnych, kardiochirurgów i radiologów interwencyjnych dotyczą tego, kto z nich ma wykonywać zabiegi na naczyniach obwodowych (np. na naczyniach szyjnych czy przy tętniaku aorty brzusznej). Wymaga to uregulowania, aby współpraca przebiegała bezkolizyjnie i z największym pożytkiem dla pacjenta. (pap)