PAP: W jakich programach samorządy mogą szukać unijnych środków?

A.Z.: Przede wszystkim musimy pamiętać o 16 regionalnych programach operacyjnych. To jest ta baza, w ramach której samorządowcy będą mogli składać wnioski i ubiegać się o pieniądze europejskie. Ale pamiętajmy o tym, że jest jeszcze program operacyjny Infrastruktura i Środowisko, również tam jest bardzo duża pula środków do dyspozycji. Jest także specjalny program, kontynuacja programu rozwoju Polski Wschodniej.

PAP: Jaką pulą unijnych środków w latach 2014-2020 będą dysponowały regiony?

A.Z.: Samorządy będą zarządzały środkami na poziomie 31 mld euro, to o 17 mld euro więcej niż w tym budżecie, który powolutku się kończy. Za elementem związanym z zarządzaniem, idzie drugi jeszcze istotniejszy - odpowiedzialność. A przypominam, że zdecydowaliśmy o decentralizacji środków. Zatem więcej pieniędzy, ale też więcej odpowiedzialności. Urzędy marszałkowskie będą miały naprawdę ogromnie ważne zadanie, żeby nie tylko wybrać projekty, ale jednocześnie nadzorować proces ich realizacji i rozliczać pieniądze.

PAP: Na co samorządy będą przede wszystkim kierować unijne środki, jakie są priorytety?

A.Z.: Oczywiście będziemy nadal inwestowali w ochronę środowiska, tutaj mam na myśli sieci kanalizacyjne, sieci wodociągowe, oczyszczalnie ścieków, ale także zagospodarowanie odpadów, likwidację emisji. To w wielu regionach Polski ciągle stanowi duże wyzwanie. Na pewno nowością w programach unijnych będzie duży narodowy plan rewitalizacji. Program będzie miał wartość ok. 25 mld złotych i będzie skierowany przede wszystkim do tych ośrodków, które dziś borykają się z dużymi kłopotami, jeżeli chodzi o degradację tkanki miejskiej.

Pamiętajmy o tym, że programy są też przygotowane w taki sposób, który odpowiada agendzie europejskiej, tym wszystkim zadaniom, na których Komisja Europejska chce się skupić do 2020 r. Można powiedzieć, że te najprostsze pieniądze na rozwój już dawno za nami. Stąd tak duży spór chociażby o budowę dróg lokalnych. Komisja patrzy na takie plany bardzo niechętnie i mówi: +Polsko, ten etap już za wami, teraz musicie przejść na trudniejszy poziom+. To oznacza jedno, że samorządy muszą dużo mocniej zwracać uwagę na to, czy środki, które wydają w ramach projektów europejskich będą do nich wracały w postaci kolejnych inwestycji.

PAP: O jakiego rodzaju inwestycjach mówimy?

A.Z.: Muszą to być inwestycje, które będą tworzyły nowe miejsca pracy, i to się nie zmienia. To jest hymn Unii od wielu lat, o tym samym mówimy my: muszą to być projekty generujące nowe, trwałe miejsca pracy, wykorzystujące możliwości mieszkańców. I też pamiętajmy o tym, że cały czas podnosimy poziom wykształcenia. Polacy zdobywają coraz większe doświadczenie, więc musimy wybierać takie projekty, które będą służyły spełnianiu ich aspiracji i będą dawały możliwość wykorzystywania nabytych umiejętności tu na miejscu.

PAP: Jaką lekcję należy wyciągnąć z ubiegłego okresu wydatkowania środków UE w latach 2007-2013?

A.Z.: Przede wszystkim należy pamiętać o ścisłym, bezwzględnym, twardym przestrzeganiu procedur. Jeżeli spełnimy te wszystkie wymogi, to mamy pewność, że projekt zostanie dobrze zrealizowany, pieniądze dobrze zainwestowane, ale także nie będzie kłopotów z rozliczaniem tych środków.

PAP: A kto będzie pilnował prawidłowego wydatkowania środków?

A.Z.: W dużej mierze regiony będą pilnowały same, dlatego tak jak wspomniałem wcześniej, za środkami, które zdecentralizowaliśmy, poszła również odpowiedzialność - nadzór nad projektami realizowanymi przez poszczególne samorządy będzie w gestii urzędów marszałkowskich. W ramach programów krajowych oczywiście będzie to realizowane przez ministerstwa na poziomie rządowym.

PAP: Kto może przeprowadzać kontrole dotyczące prawidłowego wydatkowania środków unijnych?

A.Z.: To może być zarówno urząd skarbowy, ale także może być regionalna izba obrachunkowa, może być Najwyższa Izba Kontroli, mogą być to audyty instytucji, które działają na poziomie wdrażania programu jak chociażby centrum unijnych projektów transportowych. I do tego jeszcze dochodzi audyt europejski, a i czasami możemy się spotkać z wizytą takiego kuzyna europejskiego zwanego OLAF-em. To jest taki europejski NIK, i te kontrole czasem się zdarzają.

(PAP)