Minister obrony przedstawił program wzmocnienia bezpieczeństwa podczas środowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Dokument został we wtorek przyjęty przez rząd. Powstał w związku z konfliktem rosyjsko-ukraińskim i był zapowiedziany w expose premier Ewy Kopacz.

Podkreślając, że plan jest niejawny, więc nie można za wiele powiedzieć o szczegółach, Siemoniak poinformował po posiedzeniu RBN, że dokument zakłada działania na różnych poziomach – i legislacyjne, i realizację konkretnych zadań. Plan – dodał – zakłada zintegrowanie spraw bezpieczeństwa. "To znaczy nie patrzymy na nie resortowo; tutaj szczególna jest waga współpracy MON – MSW, też o tym dzisiaj była mowa" – zaznaczył wicepremier.

Pytany przez PAP, czy minister obrony zostanie prawnie umocowany do koordynowania działań innych resortów, Siemoniak poinformował, że premier Kopacz zobowiązała ministrów do działania, a szefa MON – do koordynacji tych przedsięwzięć.

"Sądzę, że właśnie z tego upoważnienia i z racji tego, że minister obrony, czyli ja, jest jednocześnie wicepremierem, wynika tutaj pewna możliwość większej koordynacji, ale przede wszystkim oznacza to bliską współpracę z poszczególnymi resortami" – podkreślił Siemoniak. W tym kontekście wymienił ministerstwa: spraw wewnętrznych, gospodarki oraz infrastruktury i rozwoju.

"Rozmawialiśmy o wszystkim tym, co dzieje się w NATO i dotyczy wzmocnienia obecności wojskowej Sojuszu na terytorium Polski" – poinformował szef MON. Dodał, że poruszono też temat przedsięwzięć – jak to nazwał – realizacyjnych. W tym kontekście wymienił akceptację rządu dla zakupu dwóch małych samolotów do przewozu najważniejszych osób w państwie.

"Jest tam całe mnóstwo różnych przedsięwzięć usprawniających i podnoszących na nowy poziom nasz system bezpieczeństwa w państwie" – powiedział o planie szef MON.

We wtorek Siemoniak poinformował PAP o decyzji ws. zakupów dwóch samolotów na 12-14 miejsc, które - po ograniczeniu liczby pasażerów do ośmiu - byłyby w stanie wykonać lot na dystansie ok. 8 tys. kilometrów, czyli na drugą stronę Atlantyku. Zamiarem MON jest, by samoloty były własnością wojska i by pilotowały je wojskowe załogi.

"Uruchamiamy tę procedurę, analizujemy, jakie są tutaj dostępne możliwości, mamy środki, myślę, że to zrealizujemy tak, jak zapowiedziałem" – zapewnił w środę wicepremier.

Na pytanie PAP, czy MON woli pozyskać samoloty nowe, co prawdopodobnie oznaczałoby dłuższe oczekiwanie na dostawę, czy też chce mieć samoloty już w przyszłym roku, co może wskazywać na zakup z drugiej ręki, Siemoniak odpowiedział, że rynek jest dość szeroki.

"To nie jest tak, że trzeba latami czekać na realizację zamówienia. Światowy kryzys finansowy sprawił, że wiele opcji jest znacznie szybszych niż kiedyś, bo po prostu rezygnowano z zamówień czy już zamówionych samolotów" – wyjaśnił szef MON. Zaznaczył, że o wyborze najkorzystniejszego rozwiązania zdecyduje analiza rynku.

"Ale czas ma też znaczenie. Jestem zdeterminowany do tego, żeby w przyszłym roku te samoloty były"- podkreślił Siemoniak.

Obecnie MON czarteruje dwa samoloty średniej wielkości - Embraer 170 - od PLL Lot. Dwie próby wyczarterowania mniejszych maszyn w 2013 i 2014 r. zakończyły się niepowodzeniem.

Po katastrofie smoleńskiej i rozformowaniu pułku specjalnego, który przewoził VIP-y, w gestii wojska pozostaje transport osób na najwyższych stanowiskach w państwie śmigłowcami. Należą one do 1. Bazy Lotnictwa Transportowego, utworzonej w miejsce 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Transport na większe odległości odbywa się dwoma samolotami czarterowanymi od PLL Lot. Tam, gdzie niemożliwe jest użycie transportu cywilnego (np. w rejonie działań wojennych, jak w Afganistanie), wojsko przewozi oficjalne delegacje swoimi samolotami transportowymi. (PAP)