"Do prac rządu jest już wprowadzony projekt nowej ustawy o służbie zagranicznej przygotowywany przez MSZ. Do tego projektu od miesięcy przygotowujemy zapisy, które stworzą coś, co na roboczo nazywamy tajemnicą dyplomatyczną" - powiedział PAP rzecznik MSZ Marcin Bosacki.

Teraz ustawa o ochronie informacji niejawnych przewiduje możliwość przypisania dokumentom klauzuli: ściśle tajne, tajne, poufne i zastrzeżone. Aby uzyskać do nich dostęp należy mieć odpowiedni certyfikat, wgląd do niektórych dokumentów możliwy jest tylko w odpowiednich "tajnych kancelariach".

Jak przekonują nasi dyplomaci, MSZ, który kontaktuje się nie tylko z podmiotami administracji rządowej w Polsce, czy za granicą, ale też np. z fundacjami czy organizacjami pomocowymi, nie ma możliwości klauzulowania informacji wrażliwych. Gdyby resort przypisał dokumentom którąś z klauzul, np. tajne, wówczas dostępu do nich nie miałyby organizacje pozarządowe.

To rozwiązanie, które chcemy wprowadzić do nowej ustawy o służbie zagranicznej, wprowadzałoby dodatkową kategorię informacji prawnie chronionych - tłumaczy proszący o zachowanie anonimowości dyplomata.

"Tajemnica dyplomatyczna" miałaby obejmować informacje dot. spraw zagranicznych lub członkostwa Polski w UE, których udostępnienie osobom niewykonywującym zadań publicznych w tym zakresie mogłoby zagrozić realizacji naszych zadań lub osłabić pozycję negocjacyjną.

"Jeżeli prowadzimy jakieś negocjacje, to do ich zakończenia nie ujawniamy swoich instrukcji negocjacyjnych, nawet jeśli one nie są klauzulowane" - podkreśla dyplomata.

MSZ powoływał się na brak specjalnej kategorii informacji wrażliwych, wyjaśniając omyłkowe przekazanie jednemu z amerykańskich portali swojej bazy danych dot. pomocy rozwojowej zawierającej m.in. kwoty na wsparcie opozycji białoruskiej.

"Wspomaganie demokracji wymaga pewnej dyskrecji. Nie możemy tego robić przy otwartej kurtynie, mówiąc kogo konkretnie, jakimi sumami wspomagamy. Może się skończyć jak na Białorusi, że ludzie trafiają za kratki" - podkreśla źródło PAP.

Według niego nowa "tajemnica dyplomatyczna" byłaby też użyteczna dla organizacji przekazujących pomoc na Wschód, które niejednokrotnie dostają z różnych źródeł szczegółowe pytania dotyczące tego, komu i ile przekazały środków.

"Sprawa danych o pomocy rozwojowej, które znalazły się na jednym z amerykańskich serwerów przez karygodny błąd urzędnika (...) to tylko kolejny przykład tego, że tego typu dookreślenia, czy nowe regulacje są potrzebne" - przekonuje rzecznik MSZ.

Według niego również wewnętrzne notatki resortu, które nie mogą być klauzulowane powinny być objęte "tajemnicą dyplomatyczną".

Z kolei Bosacki przekonuje, że dane z bazy MSZ dot. pomocy rozwojowej, które wyciekły z ministerstwa, nie mogły być klauzulowane, bo składały się w absolutnej większości z informacji z oficjalnych konkursów. "Tego nie można objąć klauzulą zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych" - podkreśla rzecznik.

Po tym jak dziennikarze ujawnili, że baza danych resortu spraw zagranicznych była przez kilka miesięcy dostępna na jednym z amerykańskich portali MSZ zwolniło odpowiedzialnego za przekazanie tych informacji urzędnika.

Po wprowadzeniu do ustawy pojęcia "tajemnicy dyplomatycznej" możliwe będzie odpowiednie oznaczanie materiałów, dzięki czemu prawdopodobieństwo ich przypadkowego przekazania na zewnątrz spadnie. Możliwe będzie też udzielenie odmownej odpowiedzi w przypadku, prośby o wgląd do takich wrażliwych dokumentów.

Za ujawnienie "tajemnicy dyplomatycznej" urzędnik ponosiłby odpowiedzialność dyscyplinarną, a niewykluczone, że również karną.