Według prof. Kuczyńskiego propozycja premiera to bardzo racjonalny pomysł. "Propozycja jest racjonalna także w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej, w których refundowana jest ta procedura" - dodał.

Jak podkreślił, w Polsce nie ma kompleksowych i pewnych danych na temat leczenia bezpłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Dodał, że z szacunkowych danych PTG wynika, iż w Polsce jest zapotrzebowanie na wykonanie ok. 10-12,5 tys. takich procedur rocznie. "Kliniki wykonują prywatnie ok. 7 tys. cykli leczenia rocznie, czyli ok. 60 proc. tego zapotrzebowania" - ocenił.

Pytany o koszty zabiegu, wyjaśnił, że stały koszt samej procedury to ok. 5-6 tys. zł, jednak do tego trzeba doliczyć koszty zmienne - zależne od stanu zdrowia pacjentki, przygotowania do zabiegu, potrzebnych leków itd. - od minimum 2-3 tys. do 6-10 tys. zł.

"Bardzo optymistyczna jest zapowiedź ewentualnego późniejszego refundowania także leków potrzebnych do wykonania procedury" - dodał. Zwrócił uwagę, że potrzebne są jasne reguły i standardy dotyczące wykonywania tej procedury.

Według prof. Kuczyńskiego w pierwszych latach liczba chętnych par będzie większa ze względu na obecne ograniczenia jeśli chodzi o dostępność procedury.

"Często, gdy mówi się o refinansowaniu in vitro przez państwo, to mówi się o kosztach, a powinno rozpatrywać się to w kategorii inwestycji w przyszłość społeczeństwa, większą dzietność" - zaznaczył.

Marek Balicki - minister zdrowia w rządach Leszka Millera i Marka Belki - pozytywnie ocenia propozycję premiera. "To dobry krok. Szkoda tylko, że tak późno. Można było to zrobić już pięć lat temu" - dodał.

Przypomniał, że taki program - na lata 2006-2008 - był przyjęty w resorcie zdrowia w 2005 r., gdy on nim kierował. "Niestety, kiedy wybory wygrało PiS, uznało, że in vitro nie jest metodą leczenia i ten program został zawieszony. Jest więc do czego sięgnąć, ale minęło siedem lat, więc dziś wiele rzeczy trzeba by tam zmienić, bo procedury medyczne się zmieniły" - dodał.

Według niego choć kwestia tego, czy refundacja in vitro może być uregulowana inaczej niż ustawowo budzi kontrowersje, to trzeba pamiętać, że prace nad ustawą trwałyby znacznie dłużej, a po jej wprowadzeniu w życie ewentualne zmiany, byłyby trudniejsze. "Refundacja w ramach programu zdrowotnego pozwoli sprawdzić rozwiązania, a następnie wprowadzić je ustawowo bez potrzeby nowelizowania przepisów" - dodał.

Jak mówił, w Polsce brakuje dokładnych badań, ale według ekspertów niepłodność dotyczy ok. 10-12 proc. populacji, zaś par wymagających in vitro jest ok. 2 proc., czyli ok. 25 tysięcy.

"Przeciętny koszt pierwszej procedury w dobrej klinice leczenia niepłodności to 10 tys. zł, a kolejne próby to koszt ok. 2-3 tys. zł" - mówił Balicki. Według niego roczny koszt programu, czyli 100 mln zł, jest niewielki w porównaniu z budżetem NFZ, który wynosi 65 mld zł rocznie.

Choć początkowo będzie refinansowany wyłącznie koszt zabiegu, a nie leków, będzie to realne wsparcie dla par, które muszą z in vitro skorzystać - ocenił Balicki. "Niestety dla niektórych nadal pozostanie bariera finansowa" - dodał.

Jak powiedział w poniedziałek premier Donald Tusk, program ma ruszyć od połowy przyszłego roku. Od lipca do grudnia objąłby 5 tys. par, a w kolejnych dwóch latach - także po 5 tys. Według premiera koszt pierwszego pół roku funkcjonowania programu to ok. 50 mln zł. W następnych latach ma to być kwota dwukrotnie wyższa. (PAP)
Więcej:
Premier: rządowy program pozwoli na refundowanie in vitro


Arłukowicz: o refundacji in vitro w końcu będą decydować lekarze