Wypadek na trasie Białystok-Warszawa wydarzył się we wrześniu 2005 roku. Zginęło wówczas trzynaście osób, w tym dziesięcioro ówczesnych maturzystów jadących do Częstochowy oraz trzech kierowców.

Jak poinformowało PAP w środę biuro prasowe białostockiego sądu, opinia biegłych z Gdańska została nadesłana do sądu i do 1 maja strony procesu oraz ich pełnomocnicy mają czas na zapoznanie się z tą opinią i zgłoszenie na piśmie ewentualnych zastrzeżeń. Sam dokument jest obszerny, liczy 80 stron.

Opinia została zlecona w lipcu 2010 roku Instytutowi Ekspertyz Sądowych w Gdańsku. Jak wówczas oceniał sąd, w oparciu o informacje od samych biegłych, jej przygotowanie miało zająć 6-8 miesięcy. Okazało się, że biegli z zakresu ruchu drogowego potrzebowali znacznie więcej czasu.

W styczniu 2011 roku pracownia Badania Wypadków Drogowych w Gdańsku Instytutu Ekspertyz Sądowych poinformowała sąd, że termin wykonania opinii został określony na 10-11 miesięcy. W połowie czerwca 2011 roku odbyły się oględziny miejsca wypadku z udziałem biegłych z Instytutu.

Proces pośrednio związany jest z wypadkiem, bo oskarżonymi są właściciele biura turystycznego, z którego wynajęto autokar na wyjazd licealistów. Prokuratura zarzuciła im szereg nieprawidłowości dotyczących rozliczania czasu pracy kierowców czy zgłaszania ich zarobków do ZUS. Mają też zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy drogowej poprzez dopuszczenie do pracy kierowcy, który z powodów zdrowotnych nie powinien mieć zawodowych uprawnień do prowadzenia autokarów czy ciężarówek, bo cierpiał na epilepsję.

Sąd zdecydował o powołaniu biegłych z zakresu ruchu drogowego uznając, że dotychczasowe opinie nie pozwalają na jednoznaczną ocenę wypadku. Zwracał też wtedy uwagę, że katastrofa pod Jeżewem od początku zasługiwała na ekspertyzę przygotowaną przez zespół biegłych, czego nie zrobiła w śledztwie prokuratura. Dotychczas w postępowaniu prowadzonym przez prokuraturę każdy biegły pracował bowiem osobno w określonym mu zakresie.

Według ustaleń śledztwa dotyczącego bezpośrednio przyczyn wypadku, doprowadził do niego kierowca autokaru, który nie zachował należytej ostrożności w czasie wyprzedzania innego auta i doprowadził do czołowego zderzenia. Według biegłych pożar autokaru (po zderzeniu pojazd stanął w płomieniach) powstał w wyniku uszkodzenia zbiornika z paliwem.

Śledztwo w sprawie wypadku trwało 2,5 roku. Wątek dotyczący samego sprawstwa zdarzenia został formalnie umorzony dopiero w połowie 2008 roku.

Po interwencji rodzin maturzystów w Ministerstwie Sprawiedliwości, prowadzone były nadal śledztwa dotyczące innych wątków, już pośrednio związanych z wypadkiem. Ostatecznie do sądu trafiły dwa akty oskarżenia.

Pierwszy proces zakończył się i dotyczył m.in. lekarki, która wydała kierowcy autokaru zgodę na wykonywanie zawodu, podczas gdy okazało się, że miał on epilepsję - chorobę uniemożliwiającą taką pracę. Kobieta została skazana na karę więzienia w zawieszeniu i czasowy zakaz wykonywania zawodu. Sąd przyjął, że między jej zaniedbaniami a wypadkiem nie ma związku przyczynowo-skutkowego. (PAP)

rof/ bno/