Oprócz Berlina strajk odbył się też w Nadrenii Północnej-Westfalii, Dolnej Saksonii, Saksonii-Anhalcie i Bremie. W wielu szkołach odwołano lekcje - podała telewizja publiczna ZDF. W najbliższych dniach akcje protestacyjne mają być kontynuowane w innych landach.
Związek Zawodowy Pracowników Oświaty GEW domaga się podwyżek dla nauczycieli o 5,5 proc. lub 175 euro miesięcznie. Związkowcy zwracają też uwagę na ich zdaniem niesprawiedliwe, mogące sięgać nawet kilkuset euro miesięcznie różnice w wynagrodzeniach pomiędzy nauczycielami mającymi status urzędnika państwowego a pedagogami na innych etatach. Chcą też, by pracodawcy płacili więcej na fundusz emerytalny zatrudnionych.

 

Minister edukacji: niech związkowcy powiedzą, skąd wziąć pieniądze na podwyżki dla pedagogów>>

 

Związki zawodowe krytykują ponadto różnice w uposażeniach nauczycielskich między poszczególnymi landami. Początkujący pedagog w Turyngii i Saksonii zarabia 2896 euro miesięcznie, natomiast Berlin oferuje adeptom studiów nauczycielskich aż 4222 euro.
Dwie poprzednie tury negocjacji o układzie zbiorowym zakończyły się niepowodzeniem. Kolejne rozmowy mają się odbyć w połowie marca.
Główny negocjator pracodawców, minister finansów Saksonii-Anhaltu Jens Bullerjahn wezwał związkowców do kompromisu. Jego zdaniem ich żądania są wygórowane i przekraczają możliwości finansowe państwa.
Do strajku przyłączyli się pracownicy innych sektorów służby publicznej - zatrudnieni w klinice uniwersyteckiej w Lubece i kontrolerzy żywności w porcie w Hamburgu. W Monachium na ulice wyszli pracownicy tamtejszej policji. Szef związku zawodowego sektora publicznego Verdi, Frank Bsirske powiedział, że jego celem jest "wyraźny wzrost płac realnych" nie tylko dla nauczycieli, lecz dla wszystkich pracowników tej branży. (PAP)

Podwyżki dla nauczycieli będą negocjowane w marcu>>