Według Machałek dzieci dotknięte tym zjawiskiem należą do grupy uczniów potrzebujących takiego wsparcia.

Eurosieroctwem określa się skutek migracji jednego lub obojga rodziców, w wyniku którego dzieci pozostają najczęściej pod opieką drugiego współmałżonka, dziadków, dalszej rodziny, a nawet same. Jak zauważyła Machałek badania, którymi dysponuje MEN "nie potwierdzają, że w tej chwili to zjawisko się nasila". "Natomiast niewątpliwie to zjawisko istnieje" - powiedziała. Dodała, że eurosieroctwo w Polsce głównie wiąże się z migracją zarobkową, a nasilenie tego zjawiska nastąpiło po akcesji do Unii Europejskiej.

Odwołała się do wyników badań "zjawiska rozłąki przestrzennej dzieci z rodzicami" przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej i Ośrodka Rozwoju Edukacji w 2010, 2013 i 2016 r. Choć dotyczyły one dzieci, w dwóch pierwszych edycjach badania o salę zjawiska i jego skutki pytani byli nauczyciele. W trzeciej edycji pytania skierowane były zarówno do nauczycieli, jak i do samych dzieci, zarówno tych, które same doświadczyły opuszczenia przez rodziców, ja i ich rówieśników. Z badań tych wynika, że zdaniem nauczycieli problem ten dotyczy około 6 proc. dzieci (wynika tak z wszystkich trzech edycji), a zdaniem dzieci dotyczy aż 20 proc. z nich.

Według Machałek różnice w postrzeganiu skali zjawiska opuszczenia dzieci z jednej strony mogą brać się stąd, że część nauczycieli "niezbyt trafnie diagnozuje sytuacje dzieci", z drugiej zaś strony może mieć na to wpływ to, że dzieci pewne sytuacje postrzegają inaczej, część z nich mogło też nie do końca zrozumieć stawiane im pytania. "Stąd potrzebna jest dalsza, głębsza analiza zjawiska i jego monitorowanie" - oceniła wiceminister.

Niezależnie od tego - jak zauważyła - we wszystkich trzech edycjach istotne są opisy syndromu opuszczenia dzieci, opisy ich zachowań i problemów, jakie wynikają z opuszczenia. "Wnioski z tych badań są dość oczywiste: dzieci opuszczone mają problemy wychowawcze, problemy z nauką, doświadczają uczucia tęsknoty lub opuszczenia" - powiedziała Machałek.

Jak mówiła, każdy nauczyciel zauważa takie problemy jak nieobecności, trudności w szkole i w komunikacji rówieśniczej. Do tego dochodzą problemy natury formalno-prawnej. Choć - jak zaznaczyła - obecnie problemów prawnych jest mniej niż w przeszłości, gdyż więcej wyjeżdżających rodziców pozostawia upoważnienia do opieki nad dzieckiem i podejmowania decyzji w sprawach ich dotyczących.

Według wiceminister badania pokazują, że dzieci dotknięte eurosieroctwem należą do tych dzieci, które mają specjalne potrzeby edukacyjne. Dodała, że ich potrzeby nie różnią się od potrzeb dzieci z rodzin rozbitych lub doświadczających opuszczenia z innego powodu.

"Mam nadzieję, że do marca uda nam się przedstawić całościowy model wsparcia dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, że wprowadzimy diagnozę funkcjonalną" - zapowiedziała Machałek. Wyjaśniła, że docelowo chodzi o wyposażenie nauczycieli w wiedzę, umiejętności i narzędzia, które pozwolą im na diagnozowanie dzieci w ich szkolnym środowisku. Zapowiedziała też wspieranie nauczycieli w tym zadaniu. Jak podkreśliła, problemy związane ze zjawiskiem eurosieroctwa są już opisane, "teraz przed nami jeszcze dużo wyzwań, by nauczyciele byli przygotowani do tego, by odpowiednio diagnozować i reagować".

Ministerstwo Edukacji Narodowej od wielu miesięcy zapowiada przygotowanie całościowego modelu wsparcia dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi oraz przygotowanie projektu ustawy specjalnie im dedykowanej. Celem zmian ma być zindywidualizowanie nauczania i dostosowanie go do potrzeb i możliwości uczniów, zwłaszcza uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Chodzi o uczniów z niepełnosprawnościami, trudnościami w uczeniu, uczniów zagrożonych wykluczeniem społecznym, dotkniętych różnymi problemami, a także uczniów bardzo zdolnych i utalentowanych w różnych dziedzinach. (PAP)