Manifestujący przed gmachem ministerstwa w al. Szucha zapalili znicze upamiętniające Dominika - gimnazjalistę z Bieżunia, który w wyniku prześladowań ze strony rówieśników popełnił samobójstwo. Wydarzenie to stało się bezpośrednim impulsem do zgromadzenia.
Przedsięwzięcie zorganizowano spontanicznie, informując o nim przez portale społecznościowe. Uczestniczyły w nim m.in. osoby związane z Towarzystwem Edukacji Antydyskryminacyjnej (TEA) oraz Kampanią Przeciw Homofobii (KPH).
Organizacje te - jak akcentowała Ewa Rutkowska z TEA - domagają się „realnych działań o charakterze edukacyjnym, wspierających społeczności szkolne w całej Polsce w radzeniu sobie z dyskryminacją i przemocą”. Postulują m.in. wprowadzenie szkoleń antydyskryminacyjnych dla osób kształcących się na kierunkach nauczycielskich. Uczestnicy pikiety wezwali szefową MEN do sformułowania jednoznacznego przekazu potępiającego homofobię.
"Potępiam homofobię. Homofobia jest elementem dyskryminacji, potępiam wszelkie przejawy dyskryminacji" – zapewniła Kluzik-Rostkowska, która wyszła do manifestujących.
Organizatorzy pikiety przywoływali wyniki badań prowadzonych przez TEA i KPH, z których wynika, że dyskryminacja, czyli gorsze traktowanie ze względu na płeć i orientację seksualną, w polskich szkołach jest powszechna, a przemocowe zachowania - ze strony rówieśników lub nauczycieli - rzadko spotykają się ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony otoczenia.
Tymczasem, jak podkreślają organizacje, „gorsze traktowanie i przemoc powtarzają się i trwają, kiedy napotykają na bierność i milczenie”.
Według TEA i KPH żaden z dotychczasowych ministrów edukacji narodowej nie podjął działań, które byłyby próbą systemowej odpowiedzi na ten problem. „W obliczu seksizmu i homofobii, wobec publicznie znanych wyników badań i merytorycznych analiz, MEN pozostaje obojętne i całkowicie bezczynne” – ocenili organizatorzy pikiety.
Szefowa MEN przekonywała, że resort proponuje działania systemowe, także w zakresie przeciwdziałania i zwalczania przemocy w szkołach. „Nie ma zaniechań, jest pytanie, czy ci, którzy powinni dbać o to, by przemocy w szkołach nie było, sięgają po dostępne narzędzia” - oceniła.
"Zdajemy sobie sprawę z tego, że w wielu przypadkach nauczyciele i dyrektorzy szkół mówią +u nas przemocy nie ma+, choć nie jest to prawda, bo nie bardzo wiedzą, do kogo się zwrócić o pomoc" – oceniła szefowa MEN.
Dlatego, jak dodała, MEN wskazuje w kierunkach polityki edukacyjnej na znaczenie przeciwdziałania przemocy i dyskryminacji. Dodała, że podjęto współpracę z fundacją Dzieci Niczyje, która od listopada 2014 r. prowadzi infolinię dla dzieci i młodzieży oraz rodziców i nauczycieli. Jak dodała, w szkołach pozostaje 1 proc. środków, które idą na wynagrodzenia, i to w gestii dyrektorów leży, na jakie szkolenia zostaną przeznaczone.
Szefowa MEN za pośrednictwem mediów apelowała do nauczycieli, by nie udawali, że problemu przemocy w szkołach nie ma. „W wielu szkołach ta przemoc jest, dotyczy wielu rzeczy, także homofobii” – oceniła. Jak podkreślała, w sytuacjach przemocowych w środowiskach szkolnych nie wystarczy ukarać sprawcy i zadbać o ofiarę, ważna jest także praca ze świadkami przemocy.

 
Odnosząc się do konkretnego przypadku szkoły z Bieżunia, minister podała, że rok temu była prowadzona tam ewaluacja, która wykazała że 50 proc. uczniów tej szkoły nie czuje się bezpiecznie, a 20 proc. rodziców uważa, że nie mają żadnego wpływu na szkołę. Jej zdaniem należałoby zadać pytanie, dlaczego nauczyciele i dyrekcja nie stworzyli programu naprawczego, nie poprawili sytuacji. Pytanie, jak mówiła, należałoby skierować także do organu prowadzącego placówkę o to, jakie samorząd ma wobec niej plany. „Minister edukacji nie ma ani kawałka instrumentu, którym mógłby regulować to, kto w danej szkole pracuje, a kto nie” – powiedziała.
Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, obecny przed gmachem MEN, ocenił w rozmowie z PAP, że błędem jest lokowanie całej odpowiedzialności i wszystkich zarzutów oraz oczekiwań po stronie szkoły; pomijając dom, otoczenie i środowisko, które mają kolosalne znaczenie i wpływ na dzieci i młodzież.
"Jeżeli chcemy, by takie dramatyczne sytuacje jak w Bieżuniu się nie powtarzały, to powinniśmy podejmować działania negujące homofobię, które wykraczają poza szkołę" - powiedział. Podkreślił, że jest zdecydowanie przeciwny opiniom, jakoby to szkoła była środowiskiem, które generuje lub wzmacnia postawy homofobiczne.
Także szefowa MEN podkreślała, że postawy takie często mają swoje źródło w sytuacjach obserwowanych u świecie dorosłych. "Mielibyśmy mniejszy problem z homofobią, gdyby osoby dorosłe nie nosiły jej w sobie” – oceniła.
Broniarz podzielił opinię organizatorów pikiety, że należałoby rozważyć zmiany w systemie kształcenia nauczycieli bo – jak powiedział - na etapie przygotowania zawodowego nacisk na kwestie dyskryminacji w szkołach jest mały. Jego zdaniem analizy wymagałyby też kwestie tego, jak wyłaniana jest kadra kierownicza placówek edukacyjnych, m.in. w kontekście przygotowania formalnego. (PAP)

Oświatowa "S" interweniuje w obronie nauczycielki posądzanej o homofobię>>