Z pytaniem do ministra środowiska o budowę rurociągu tłocznego w celu przerzutu wód kopalnianych węgla brunatnego z PAK KWB Konin SA do jeziora Wilczyńskiego zwrócił się w czwartek w Sejmie poseł PO Tomasz Nowak. Jak tłumaczył, ministrowi środowiska podlega Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Poseł wskazał, że to właśnie od tych organów zależy uratowanie jeziora Wilczyńskiego, które znajduje się w obszarze oddziaływania PAK KWB Konin SA. Decyzja środowiskowa GDOŚ ws. kopalni – jak mówił poseł – to ponadto zabezpieczenie produkcji 7 proc. energii kraju przez PAK KWB i zabezpieczenie kilkunastu tys. miejsc pracy w regionie konińskim.

Poseł Nowak tłumaczył, że w jeziorze Wilczyńskim następuje „dramatyczne obniżenie poziomu wody”. „Decyzja środowiskowa uzależniona jest od zatłaczania wody do jeziora Wilczyńskiego, w celu uratowania tego jeziora, czyli od decyzji NFOŚiGW. Ministerstwo środowiska zdecyduje więc o bezpieczeństwie energetycznym i społecznym kraju. O pozytywną decyzję zabiega nieskutecznie minister energii” – powiedział.

Jak wskazał Nowak, NFOŚiGW odrzuca „w pełni udokumentowany wniosek złożony przez województwo wielkopolskie, a dotyczący przerzutu wód kopalnianych do jeziora Wilczyńskiego z programu geologia i górnictwo zmniejszenie uciążliwości dla środowiska wynikających z wydobycia kopalin”.

„Narodowy Fundusz pominął obiektywne fakty obniżenia tafli wody, wykazując się obojętnością dla umierającego jeziora i dla działań mogących to jezioro uratować. Narodowy Fundusz decyduje o klęsce ekologicznej w powiecie konińskim i nie wydając pozytywnej decyzji środowiskowej powoduje, że doprowadzi to do upadku zagłębia paliwowo-energetycznego w subregionie i do klęski ekologicznej” – dodał.

Podsekretarz w ministerstwie środowiska Mariusz Gajda odpowiadając na pytanie poselskie zaznaczył, że „z jednej strony pan poseł zabiega o to, by udzielić nowej decyzji środowiskowej na odkrywkę Ościsłowo, która spowoduje i pogłębi to zjawisko. Z drugiej strony zarzuca pan, że to Narodowy Fundusz jest winny temu, że to środowisko nie jest naprawiane”.

Jak tłumaczył, przy poprzednich decyzjach dotyczących odkrywek np. Tomisławice, nie wykonano przede wszystkim rzetelnie raportów oddziaływania na środowisko. „Byłem tam w terenie dwukrotnie, widziałem jezioro Wilczyńskie, widziałem też wyschnięty odcinek Noteci na długości 40 km spowodowany działalnością kopalni i nie ma co się oszukiwać, że tak jest. Jakkolwiek przez to, że nie było wykonanych rzetelnie opracowań, nie ma na to żadnych dowodów. To są póki co domniemania” – mówił Gajda.

Zaznaczył ponadto, że w ostatnich latach nie było przeprowadzanych żadnych analiz na ten temat. „w związku z tym kopalnia PAK KWB Konin, która rzeczywiście produkuje ok. 17 proc. energii eklektycznej w Polsce nie wykonywała rzetelnie swoich obowiązków m.in. jeżeli chodzi o jezioro Wilczyńskie (…) w tej chwili można domniemywać, i to jest bardzo prawdopodobne, że obniżenie lustra wody jeziora Wilczyńskiego jest skutkiem działalności odkrywek węgla brunatnego – ale nie ma na to dowodów”.

Zdaniem wiceministra, na tym właśnie polega problem z NFOŚiGW, ponieważ środki z subfunduszu geologia i górnictwo mogą być przeznaczone na finansowanie tylko zadań, które wynikają ze szkodliwej działalności kopalni. „Kopalnia się oczywiście do tego nie chce przyznać, bo gdyby się do tego przyznała, musiałaby wykonać wielomilionowe inwestycje, takie jak zasilanie jeziora Wilczyńskiego (…) Dziwna sprawa, że tym się zajęło za kopalnię, za tego wytwórcę, województwo wielkopolskie. Ja rozumiem, że to jest troska o ochronę środowiska, cel ogólnospołeczny, ale zadaję pytanie: dlaczego tego nie robi kopalnia? Dlaczego to kopalnia nie złożyła tego wniosku? A nie złożyła, bo by się musiała przyznać do szkód, które wyrządziła” – podkreślił.

Wiceminister Gajda przypomniał w Sejmie, że proces obniżania lustra wody w jeziorze Wilczyńskim nastąpił już w 2009 roku. „To wówczas należało podjąć działania kompensacyjne, nie czekać aż to jezioro się obniżyło chyba o 7 m., tylko wówczas, jeżeli obniża się w ciągu roku o ok. 1 m, to znaczy, że dzieją się jakieś rzeczy nadzwyczajne” – podkreślił.

„Dopiero teraz, jak już jest wielka szkoda, to żąda się, żeby tę szkodę naprawić. My ją będziemy naprawiać i to mogę powiedzieć zdecydowanie, ale musimy powiedzieć, kto jest temu winny. Niech ten ktoś, kto jest winny, też współuczestniczy w naprawianiu tej sytuacji” – zaznaczył.

Dodał, że ministerstwo będzie ratować jezioro, ale z innych środków, ponieważ „dopóki kopalnia się nie przyzna do błędu, to z tego funduszu nie można skorzystać, bo byłoby to złamaniem prawa”.

Odnosząc się do decyzji odnoście odkrywki, minister zaznaczył, że „to, że takie elektrownie i kopalnie muszą funkcjonować, to nie ulega najmniejszej wątpliwości i tutaj nie dziwię się ani ministrowi energii, ani Wyższemu Urzędowi Górniczemu, że popiera tego typu działania. Niemniej one muszą być wykonane w stopniu takim, aby minimalizować skutki tej działalności” – podsumował Gajda. (PAP)