W przeddzień spotkania w stolicy Peru wiceszef resortu, pełniący obecnie też rolę przewodniczącego Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu przypomina, że to przed rokiem w Warszawie określono warunki przygotowywanego porozumienia paryskiego. To właśnie wiceminister Korolec otworzy COP20 w Limie i przekaże Peruwiańczykom obowiązki rotacyjnego przewodnictwa Ramowej konwencji ONZ ws. zmian klimatu.

Konferencja w Limie odbędzie się w dniach od 1 do 12 grudnia.

PAP: Czego należy oczekiwać po konferencji w Limie?

Marcin Korolec: Myślę, że jeżeli mówimy o konferencji w Limie, to najpierw trzeba powiedzieć, co się stało w 2014 roku i co się stało na ostatniej tego typu konferencji w Warszawie. Otóż (...) szczyt klimatyczny w Warszawie, który skończył się rok temu, był niezwykle brzemienny w skutki. Ustalono 40 różnych technicznych decyzji dotyczących m.in. zakazu wylesiania, finansowania klimatycznego, również reparacji szkód wywołanych przez katastrofy klimatyczne.

Ustalono ponadto mapę drogową tego, co ma się zdarzyć między Warszawą a Paryżem. Z tej mapy drogowej wynikały dwa duże punkty: po pierwsze (...) zobowiązanie, że 194 państwa członkowskie konwencji mają rozpocząć przygotowania do umowy w Paryżu na początku 2014 roku; państwa członkowskie - te, które będą gotowe - mają przedstawić projekty własnych wkładów do umowy globalnej w I kwartale 2015 r., inni - później, najlepiej przed konferencją w Paryżu. Ale z tej mapy drogowej wynikają również zasady tej nowej umowy klimatycznej - zasady, które mówią, że będzie ona oparta o +Intended Nationally Determined Contributions+, czyli że będzie zbudowana na wkładach określonych przez kraje; to poszczególne państwa będą decydowały, w jaki sposób chcą uczestniczyć w tych globalnych staraniach i co jest akceptowalne na ich poziomie lokalnym, na ich poziomie krajowym.

W ramach tych zasad Komisja Europejska przedstawiła pewien projekt polityki klimatycznej dla Unii Europejskiej między rokiem 2020 a 2030 już w styczniu tego roku. W marcu Rada Europejska zdecydowała, że negocjacjami, poszukiwaniem kompromisu, ma zająć się przewodniczący Rady (Herman) Van Rompuy, a w październiku zostały określone zasadnicze zręby tej polityki klimatycznej dla Europy.

Ta decyzja unijna była niezwykle ważna, gdyż dwa tygodnie później USA i Chiny zapowiedziały, że one również chcą aktywnie uczestniczyć w procesie przygotowań do nowej umowy klimatycznej. W zeszłym tygodniu z kolei doszło do spotkania państw, które w szczególny sposób będą uczestniczyć w finansowaniu polityki klimatycznej na poziomie globalnym. I mamy już dzisiaj deklaracje, że Zielony Fundusz Klimatyczny, Green Climate Fund, zostanie zasilony sumą 10 mld dolarów, co jest o tyle ważne, że od roku 2020 ten fundusz powinien dysponować rocznie sumą 100 mld dolarów. (...)

Co w takim razie ma się zdarzyć w Limie? W Limie będziemy się koncentrować, jeśli chodzi o przygotowanie umowy globalnej, na dwóch elementach: będziemy dyskutować w jaki sposób te wkłady narodowe mogą być określone, czy muszą wyłącznie koncentrować się na wysiłkach mitygacyjnych, ograniczających emisje CO2, czy mogą również zawierać inne komponenty. To będzie bardzo ważny punkt rozmowy. Będziemy też zastanawiać się, w jaki sposób zapisać tekst tej umowy. (...) Przypuszczam, że będą to intensywne dwa tygodnie rozmów, ale jestem pełen optymizmu, że państwa w konkretny sposób przygotują się do ostatecznej konferencji w Paryżu za rok w grudniu, i że ta umowa najprawdopodobniej zostanie zawarta.

PAP: Czy można się spodziewać, że już w Limie zostanie przygotowany szkic umowy paryskiej?

M.K.: Są uczestnicy tego procesu (negocjacyjnego), którzy uważają, że to się musi stać w Limie. Są tacy, którzy uważają, że to jest możliwe. Ja sam myślę, że to jest możliwe i że to jest pożądane. Ale czy to się na pewno stanie? Sądzę, że jest jeszcze trochę za wcześnie, żeby to przepowiedzieć.

PAP: Czy Polska ma jakieś odrębne oczekiwania dotyczące konferencji w Limie?

M.K.: Osobiście będę miał przywilej otwarcia konferencji jako ustępujący przewodniczący Ramowej konwencji i w tej chwili przygotowuję swoje wystąpienie. W przemówieniu będę wzywał do poważnego potraktowania negocjacji i do zawarcia umowy w Paryżu.

Wyszliśmy również z inicjatywą, która wykracza poza dyskusje na temat samego kształtu umowy. Mianowicie chcemy wprowadzić zobowiązanie w 194 państwach członkowskich konwencji, aby rozwijać edukację ekologiczną, edukację klimatyczną. Niebawem na Ziemi będzie 9 mld ludzi. To od codziennych wyborów jej mieszkańców zależy, w jaki sposób nasze kraje, nasze gospodarki będą się zachowywać i jaki będą miały wpływ na środowisko. Z inicjatywą deklaracji edukacyjnej polska delegacja wystąpiła jeszcze we wrześniu tego roku. I chcielibyśmy, by w podsumowaniu szczytu w Limie taka deklaracja została przyjęta przez aklamację; to jest jeden z naszych dodatkowych postulatów, poza oczywiście uczestnictwem w całym procesie negocjacyjnym nowej umowy.

PAP: Jak można porównać wypracowane na COP w Warszawie założenia wkładów krajowych, czyli oddolnych zobowiązań państw członkowskich, z dotychczasową polityką COP-ów?

M.K.: Zasadniczym problemem w czasie konferencji w Kopenhadze była próba pewnego narzucenia optyki zewnętrznej na decyzje wewnętrzne i zakwestionowanie samego rozumienia suwerenności państwa w kwestii własnej polityki ekologicznej. I stąd też to podejście, które zdefiniowaliśmy w Warszawie, to podejście oddolne - +Intended Nationally Determined Contributions+, kontrybucje określone na poziomie narodowym. To, wydaje mi się, jest jedyną drogą, żeby globalne porozumienie w zgodny sposób wśród 194 podmiotów można było zawrzeć.

PAP: A czy te różnice między państwami, np. takimi jak Chiny - największym emitentem CO2 obok USA - i Unią Europejską, która zdecydowanie chce zredukować emisje, nie będą odgrywały tu roli?

M.K.: Oczywiście cele deklarowane dzisiaj przez UE i inne państwa się różnią. Ale definiowane są przez te państwa, w ramach podejmowania decyzji na poziomie lokalnym. Nikt Unii Europejskiej nie narzucał 40-procentowego celu (redukcji emisji gazów cieplarnianych), to była inicjatywa Komisji Europejskiej. W tej oryginalnej propozycji KE my nie umieliśmy się odnaleźć, stąd też była potrzeba tego wielomiesięcznego negocjowania szczegółów, po to, żeby w końcu zaakceptować mechanizm zaproponowany przez Komisję. Ale 40 proc. jest suwerenną decyzją UE w oparciu o suwerenne propozycje KE. Fakt, że inne państwa, np. Chiny, mówią bardziej o perspektywie stabilizacji, niż redukcji, a więc zatrzymaniu wzrostu emisji, jest również uprawnione w ramach tej zasady określania umowy oddolnie. To zależy od wewnętrznej procedury, wewnętrznej gotowości danego państwa do podejmowania wysiłku na rzecz redukcji.

PAP: Jednak pojawia się zarzut, że stabilizacja nie prowadzi do redukcji emisji, tylko zamraża te emisje na danym poziomie. Czy podążając w tę stronę unikniemy tego, przed czym ostrzegają m.in. ekolodzy, a więc globalnego wzrostu temperatury?

M.K.: Po pierwsze - zależy, kiedy ta stabilizacja miałaby nastąpić. Po drugie - niektórzy mówią o redukcji, inni mówią o stabilizacji. Myślę, że w przypadku niektórych państw perspektywa stabilizacji już jest podejściem rewolucyjnym. Trzeba z pewną pokorą podchodzić do tych deklaracji. Muszę powtórzyć: Unii Europejskiej nikt tych deklaracji nie narzucał, to jest nasza wewnętrzna, suwerenna decyzja.

PAP: Czy Polska ma już jakiś wkład w ustanowiony na COP16 w 2010 r. w Cancunie Zielony Fundusz Klimatyczny?

M.K.: Będziemy przekazywać polski wkład do Zielonego Funduszu Klimatycznego do końca roku. Obecnie trwają ostatnie rozmowy między Ministerstwem Środowiska a Ministerstwem Spraw Zagranicznych, żeby taki wkład miał miejsce. Szczegóły będziemy przekazywali do publicznej wiadomości osobno.

PAP: Wiadomo już, jaka to jest kwota?

M.K.: Wiemy, wokół czego się obracamy, ale dzisiaj jeszcze tego nie mogę powiedzieć.

PAP: Czy można liczyć na konstruktywne porozumienie w Paryżu w 2015 roku?

M.K.: Dzisiaj naprawdę, również po szczycie organizowanym przez sekretarza generalnego ONZ Ban Ki Muna we wrześniu tego roku widać, że rośnie entuzjazm wokół zawarcia tej umowy i że ta umowa zostanie zawarta.

(PAP)