W piątek Sejm uchwalił ustawę o odnawialnych źródłach energii (OZE). Parlament pracował nad projektem od połowy 2014 r. Rządowa propozycja wprowadza nowe zasady wspierania energii wytwarzanej z takich źródeł.

Poparcie posłów uzyskało kilka wniosków mniejszości, m.in. o obowiązku zakupu energii i gwarantowanych taryfach na odsprzedaż energii elektrycznej przez prosumentów. Stała cena za prąd ze źródeł do 3 kW przez 15 lat ma wynosić 75 groszy za kilowatogodzinę energii z hydroenergii, energii wiatrowej i słonecznej. Stała cena energii ma obowiązywać też dla źródeł miedzy 3 kW a 10 kW - za jedną kilowatogodzinę energii z biogazu rolniczego - 70 groszy, biogazu ze składowisk - 55 groszy, a z oczyszczalni ścieków - 45 groszy. Stała stawka 65 groszy za kilowatogodzinę energii ma obowiązywać dla hydroenergii, energetyki wiatrowej i słonecznej. Dla tych źródeł zapisano również obowiązek zakupu przez 15 lat od oddania instalacji do użytku.

Ocena skutków regulacji szacuje koszt przyszłej ustawy na ok. 4 mld zł rocznie. Do działalności prosumenckiej - dla instalacji o mocy poniżej 40 kW - nie będzie potrzebna koncesja ani działalność gospodarcza. Nadwyżkę energii będzie można odsprzedać do sieci.

Koalicja Klimatyczna podkreśliła, że poprawka mówiąca o gwarantowanych taryfach będzie wspierała obywateli. "Wsparcie ma obowiązywać przez 15 lat lub do momentu, w którym łączna moc wszystkich instalacji przekroczy 300 MW. Oznacza to, że w przypadku instalacji o mocy do 3 kW stałe ceny obejmą ok. 100 tys. prosumentów" - zaznaczono.

Organizacja twierdzi, że jest to początek przemian, jakie stoją przed energetyką obywatelską w Polsce. "Energetyka obywatelska, czyli umożliwienie Polakom produkowania własnej energii, jest przykładem tworzenia nowoczesnej i niezależnej od dużych producentów infrastruktury energetycznej" - zwróciła uwagę Koalicja. Jej eksperci dodają, że jest to sposób na zwiększenie niezależności energetycznej naszego kraju oraz uruchomienia potencjału na poziomie lokalnym.

Koalicja Klimatyczna wskazuje jednak, że mimo ukłonu w kierunku obywateli, którzy mogą włączyć się do systemu produkcji energii, to nadal ustawa wspiera duże koncerny energetyczne. Przedstawicielka organizacji Urszula Stefanowicz zwróciła uwagę, że w głosowaniu posłowie odrzucili poprawki "pozwalające na produkcję energii przez spółdzielnie, szkoły, parafie czy wspólnoty mieszkaniowe - rozwiązanie wspierające budowę kapitału społecznego w Polsce".

Na tą kwestię zwraca uwagę także ekspert w dziedzinie energetyki prof. Krzysztof Żmijewski. "Posłowie ograniczają rynek do osób fizycznych, to jest błąd. Dyskryminacją jest to, że nie uwzględnili prosumenta zbiorowego, np. mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych czy budownictwa komunalnego" - powiedział.

Żmijewski podkreślił, że jest zwolennikiem prosumenta (czyli konsumenta i producenta energii zarazem), a nie tylko mikroproducenta, jaki jego zdaniem został zaproponowany w ustawie. "W ustawie nie ma mowy o produkcji energii na własne potrzeby. To jest domyślne, ale nie zawsze realizowane" - ocenił.

Przyznał jednak, że umożliwienie sprzedaży energii przez indywidualnych producentów z czasem może rozwinąć rynek.

Żmijewski ocenił, że Polska może mieć ogromny potencjał w energetyce prosumenckiej. Wskazał, że produkcja i konsumpcja energii na miejscu może być korzystna dla lokalnych społeczności oraz odciążać sieci energetyczne w naszym kraju. (PAP)