W zeszłym tygodniu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz mówił, że resort skierował do prokuratury w tej sprawie zawiadomienie.

W 2014 roku wskutek błędu przy zabiegu zapłodnienia in vitro w klinice ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego pacjentka urodziła nie swoje dziecko. Nasienie męża, zamiast z komórką jajową żony, miało zostać połączone z komórką innej kobiety. Dziecko urodziło się z wadami genetycznymi; przebywa teraz w szpitalu.

Czytaj: Prokurator generalny chce akt postępowania w sprawie błędu przy in vitro >>>

Jak dodała Wojciechowicz, to zawiadomienie nie zawiera żadnych nowych informacji, w stosunku do tego, które wpłynęło w tej sprawie w sierpniu 2014 roku i po którym odmówiono wszczęcia postępowania karnego. Zawiadomienie to, dotyczące błędów w sztuce lekarskiej złożyli rodzice dziecka.

- Praktycznie nie ma podstaw do zmiany stanowiska prokuratury sprzed pół roku – zaznaczyła, dodając, że prokuratura ma 30 dni rozpatrzenie zawiadomienia. Przypominała, że wtedy prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w sprawie pomyłki przy procedurze in vitro.

- Prokurator uznał, że samo przeprowadzenie zabiegu in vitro nie narażało w żaden sposób życia matki. Jeżeli chodzi o dziecko, doszło tutaj do nieprawidłowości, które miały miejsce jeszcze przed zapłodnieniem. Wszystkie przestępstwa, które są skierowane przeciwko życiu i zdrowiu, dotyczą okresu od momentu poczęcia do śmierci - wyjaśniła Wojciechowicz.

Na to postanowienie prokuratorskie rodzice zażalili się też do sądu. Sąd go jeszcze nie rozpatrzył. Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie Michał Tomala, sąd zajmie się tą sprawą w najbliższym czasie.

Rzeczniczka pytana, czy do prokuratury wpłynęła prośba prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o wgląd do akt sprawy, odparła, że jeszcze nie. O tym, że Seremet chce się zapoznać dokładniej ze sprawą informował wcześniej jego rzecznik.

- Odmowa wszczęcia postępowania karnego czeka na rozstrzygnięcie sądowe, i wszelka dokumentacja jest w tej chwili we władaniu sądu. Zapewne prokurator generalny czeka na decyzję sądu, zanim poprosi o dokumenty - opowiedziała.

Klinice, w której miało dojść do błędu podczas zapłodnienia pozaustrojowego wypowiedziano umowę w zakresie rządowego programu in vitro. Na placówkę została też nałożona maksymalna przewidziana w takich sytuacjach kara finansowa - 10 procent wartości kontraktu, w tym przypadku to 76 tys. zł.



 

Sprawę rozpatruje też rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. Jeszcze w lutym 2015 mają zostać przesłuchani świadkowie.

1 lipca 2013 roku rząd uruchomił trzyletni program refundacji in vitro, w którym określono także zasady stosowania tej metody. (pap)