"Nie były to wybory parlamentarne, lecz samorządowe (...) Bart De Wever (przywódca N-VA-PAP) nie ma misji utworzenia rządu, jest +tylko+ burmistrzem Antwerpii" - przypomina w komentarzu redakcyjnym francuskojęzyczny "Le Soir". Ostrzega jednak, że flamandzcy nacjonaliści "zyskali solidne zakotwiczenie w polityce kraju na poziomie gmin"; lider N-VA, zostawszy burmistrzem Antwerpii, wykorzysta swą pozycję, "by prowadzić polityczne referendum przeciw premierowi Elio Di Rupo", stojącemu na czele profederacyjnej koalicji.

W ocenie dziennika, to "potencjalnie ekstremalnie niebezpieczne" dla Belgii, bo zdestabilizuje kruchą równowagę polityczną, z trudem uzyskaną po długim kryzysie politycznym, który uniemożliwiał sformowanie rządu. Warto przypomnieć, że z powodu roszczeń N-VA, czyli Nowego Sojuszu Flamandzkiego, Belgia przez rekordowo długi czas - 541 dni - była pozbawiona rządu. De Wever domagał się znaczących ustępstw na rzecz autonomii Flandrii.

Ze wstępnych wyników wyborów w Antwerpii, po przeliczeniu 20 proc. głosów, wynika, że N-VA otrzymała 38-procentowe poparcie (24 na 55 miejsc w radzie miasta), co najprawdopodobniej zapewni De Weverowi stanowisko burmistrza. Partia socjalistyczna dotychczasowego burmistrza Patricka Janssensa otrzymała 28,9 proc. głosów, czyli 17 miejsc w radzie.

Nacjonaliści z N-VA wygrali też w wielu gminach na północy kraju.

"Le Soir" zauważa, że Wever ostatnio zarzucił zbyt ostrą retorykę separatystyczną, ale nie zmienia to faktu, że dąży do pełnej niezależności niderlandzkojęzycznej Flandrii. "Nie zdobył w wyborach otwartej drogi ku niezależności, ale frankofoni myliliby się bardzo, nie odczytawszy właściwie tego sygnału z północy" - ostrzega belgijski dziennik.

Flandria jest dobrze prosperującym regionem liczącym 6 mln obywateli. W gorszej kondycji jest licząca 3,5 mln mieszkańców Walonia. Flamandowie od dawna mają za złe federalnej administracji dofinansowywanie z podatków biedniejszej Walonii.

W sobotnich wystąpieniach cytowanych przez media Wever powtarzał, że Flamandowie "muszą wysłać jasny sygnał" władzom federalnym: "mamy dosyć bycia dojnymi krowami". W niedzielę wezwał już otwarcie premiera do przyznania Flandrii szerszych praw do samostanowienia.

Di Rupo odrzucił pierwsze wyartykułowane przez De Wevera żądania dotyczące dalszych swobód i zmian podatkowych dla Flandrii. "To wybory municypalne. Każdy może mówić co chce w noc wyborów" - oświadczył.

Również europejskie dzienniki wybijają wynik wyborów w Belgii. Zwycięstwo w północnych gminach "to platforma, którą N-VA użyje do walki" o głębsze podzielenie federacji - skomentował szwajcarski "Le Temps". "By zrozumieć stawkę w grze o gminy" trzeba wziąć pod uwagę, jak ważne są samorządy i jak istotne jest pozyskiwanie przez N-VA pola walki - jak Antwerpia - zwraca uwagę dziennik. Kompetencje belgijskich gmin są dość szerokie, kreują one bowiem lokalną politykę społeczną, dysponują znaczącymi budżetami, gwarantują dostęp do opieki społecznej, szkół, przedszkoli czy mieszkań socjalnych.

Po tych wyborach Belgia "może się okazać bardziej podzielona na dwie części niż kiedykolwiek wcześniej" - napisał "Le Temps", zaś nacjonaliści znajdą się "na dobrej pozycji startowej do wyborów parlamentarnych w 2014 roku".

Zwycięstwo N-VA w samorządach spowoduje większe nasilenie tendencji separatystycznych w Belgii - przewiduje brytyjski "Financial Times". Nacjonaliści "ożywili obawy o rozbicie kraju" - wskazuje. Podkreśla, że Antwerpia "to gospodarcze serce kraju i bardzo ważna wygrana w walce o kontrolę nad gminami, którą lider N-VA zmienił w debatę na temat większej niezależności Flandrii od Belgii. Walka o inne formy reglamentacji podatków i finansowania regionów może zmienić się w "powolne, trudne, rozkładanie Belgii na części" - mówią gazecie eksperci.

"FT" zwraca uwagę, że dobre wyniki wyborcze flamandzkich nacjonalistów mogą spowodować reperkusje w całej Europie, w której kryzys ożywił "uczucia separatystyczne", odkąd bogatsze państwa i regiony zaczęły płacić za ratowanie biedniejszych.(PAP)

fit/ jzi/ awl/ ro/