Na mocy porozumienia z 2011 r., zawartego między Małopolskim Urzędem Wojewódzkim, Urzędem Marszałkowskim Województwa Małopolskiego i Gminą Miejską Kraków, wojewoda, marszałek i prezydent miasta mieli działać "w duchu wzajemnej współpracy ma rzecz upamiętniania polskiej historii oraz roli regionu i społeczności lokalnych w dziejach naszego narodu".

"Działając zgodnie pragniemy udowodnić, że dla wyższego celu, jakim jest dbanie o nasze wspólne dziedzictwo potrafimy działać ponad politycznymi czy społecznymi podziałami" – napisano w porozumieniu. Wskazano w nim również, że przy obchodach święta Konstytucji 3 Maja liderem koordynującym będzie urząd wojewódzki; przy obchodach wyzwolenia Krakowa krakowski magistrat, a przy obchodach Święta Niepodległości – urząd marszałkowski.

Marszałek Małopolski Jacek Krupa poinformował dziennikarzy, iż otrzymał pismo od wojewody Józefa Pilcha, w którym ten informuje go o "jednostronnym rozwiązaniu porozumienia i dziękuje za dotychczasową współpracę". Rozwiązanie nastąpiło "w związku ze zmianą okoliczności, w których doszło do zawarcia porozumienia, a także dezaktualizacją formuły organizowania wspomnianych świąt i uroczystości, wynikającej z postanowień dokumentu".

"W związku z tym pozostaje pod znakiem zapytania, co będzie ze świętem 11 listopada w tym roku. Jak rozumiem, pan wojewoda wypowiadając to porozumienie, bierze na siebie obowiązek, a jednocześnie przywilej zorganizowania go" – powiedział dziennikarzom marszałek Krupa.

"Rozumiem, że wszystkie święta państwowe zostają w tej chwili zawłaszczane przez partię rządzącą PiS, że samorząd zostaje wyeliminowany z obchodzenia świat państwowych, że jesteśmy niemiłym partnerem, którego się nie chce w tej pracy" – powiedział marszałek Małopolski. "Powiem więcej: ja czuję się potraktowany, jakbym nie był Polakiem, albo był gorszym Polakiem" – dodał Krupa.

Według niego współpraca w ramach porozumienia układała się znakomicie, a pierwsze złe sygnały pojawiły się w czasie obchodów 3 maja, podczas których - wbrew ustalonemu zwyczajowi - według protokołu wieńce mogli składać wyłącznie posłowie PiS, a pozostali parlamentarzyści zostali zepchnięci na koniec kolejki. Dopiero dzięki interwencjom trafili do środka kolejki. "To był pierwszy sygnał, że coś jest nie tak, że wszyscy poza PiS są niemile widzianymi uczestnikami tego typu uroczystości, które nie powinny mieć charakteru politycznego i nigdy przez ostatnie lata nie miały takiego charakteru" – powiedział marszałek.

Zaapelował do wojewody za pośrednictwem dziennikarzy, "aby przemyślał to wypowiedzenie, a przede wszystkim jego formę, bo tak się nie godzi". Wskazał również, że zgodnie z samym porozumieniem może być ono wypowiedziane z okresem 12-miesięcznego wypowiedzenia z terminem na koniec roku, czyli de facto do końca 2017 r.

"Wszyscy powinni robić to, do czego są powołani" - powiedział wojewoda małopolski Józef Pilch. "Pan marszałek reprezentuje urząd marszałkowski, a więc powinien się zająć tym, do czego jest powołany. Natomiast organizacją uroczystości państwowych powinien organizować wojewoda jako przedstawiciel rządu w terenie. Nie ma tu żadnych złośliwości, jest podział kompetencji" - powiedział wojewoda.

"I o to mi tylko chodzi, że trzeba uporządkować pewne zasady i pewne reguły. To rząd organizuje uroczystości państwowe, a nie marszałek. Marszałek ma tyle zadań, ma fundusze unijne, opiekę nad szkołami, przedszkolami, żłobkami, ma szpitale, drogi i transport lokalny… Po prostu zdjąłem z jego pleców kolejne rzeczy, których nie powinien robić" – dodał wojewoda Pilch. Wyjaśnił również, że zdaniem jego prawników "jednostronne rozwiązanie porozumienia" ma moc wiążącą.

Jak poinformował rzecznik wojewody Krzysztof Marcinkiewicz "takie porozumienie jako akt prawny nie zachodzi w żadnym innym województwie". (PAP)