Pod koniec września dziennikarz portalu niezależna.pl., podając się za jednego z radnych PO, zadzwonił do Leszczyńskiego. Według portalu, z rozmowy z komendantem wynika, że ratusz naciskał, by straż miejska do czasu referendum (odbędzie się 13 października) ograniczyła liczbę wystawianych mandatów.

W ubiegłym tygodniu prezydent upomniała komendanta, zaznaczając, że złożył on na jej ręce pisemne wyjaśnienia dotyczące tej prowokacji dziennikarskiej, z których wynikało m.in., że portal nie ujawnił całości nagrania.

W czwartek, odpowiadając na pytania radnych PiS, Leszczyński zapewnił, że nie otrzymywał z ratusza poleceń, by straż rzadziej interweniowała w sprawach źle zaparkowanych samochodów. Podkreślił, że gdyby dostał tego typu dyspozycje, raczej złożyłby rezygnację, niż się ugiął.

Z przytoczonych przez niego statystyk wynika, że w kwietniu tego roku straż odholowała 1400 źle zaparkowanych samochodów, w maju i czerwcu było ich 1200, w lipcu 1000, w sierpniu 995, a we wrześniu 837. Jak ocenił, spadek ten wynika jedynie z konsekwentnych działań formacji, którą kieruje.

Podkreślił, że polecenie ograniczenia liczby holowanych samochodów otrzymywały jedynie te referaty straży miejskiej, które nie powinny tym się zajmować, np. odpowiedzialne za patrole szkolne.

Do sprawy na sesji rady ustosunkował się też wiceprezydent miasta Jarosław Dąbrowski, który ocenił, że stawiane komendantowi i jego zwierzchnikom zarzuty są "bzdurne". Zaznaczył, że udzielenie Leszczyńskiemu upomnienia wynikało jedynie z oceny, że nie powinien był on rozmawiać z kimkolwiek na temat, który poruszył dziennikarz.

Wiceprezydent ocenił, że warszawska straż miejska jest formacją profesjonalną i działa odpowiednio. Podkreślił też, że ocena pracy komendanta jest bardzo wysoka.

Dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej w urzędzie miasta Jarosław Jóźwiak przypomniał, że z badania opinii warszawiaków wynika, że ich poczucie bezpieczeństwa jest bardzo wysokie. W maju br. 79 proc. ankietowanych odpowiedziało, że czuje się bezpiecznie, spacerując po zmroku w swojej okolicy. W grudniu 2003 r. twierdziło tak 41 proc. warszawiaków, a w maju 2005 r. - 59 proc.

W ubiegłym tygodniu prezydent miasta podkreśliła, że z relacji, jaką przedstawił jej komendant straży miejskiej, wynika, że upublicznienie całości rozmowy w znacznym stopniu wpłynęłoby na zmianę oceny sposobu prowadzenia przez niego rozmowy z dziennikarzem. Gronkiewicz-Waltz dodała, że komendant zapewnił, że nikt nigdy nie wpływał na prowadzoną przez niego politykę mandatową, co potwierdzają przedstawione przez niego, także publicznie, statystyki.

"Niezależnie od tego, jako niewłaściwe oceniam zachowanie, w którym komendant straży miejskiej wdaje się w tego typu rozmowę z jakimkolwiek politykiem próbującym wpłynąć na sposób wykonywania przez niego zadań" - zaznaczyła prezydent Warszawy.

Dyskusja o całej sprawie miała odbyć się w środę na zwołanej na wniosek PiS nadzwyczajnej sesji rady miasta. Sesja nie odbyła się ze względu na brak kworum.