Niedzielne referendum, to efekt orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który zdecydował, iż takie głosowanie musi być w Podlaskiem przeprowadzone. Pod koniec listopada 2016 roku NSA zajmował się skargą komitetu referendalnego, który odwoływał się od decyzji sejmiku sprzed dwóch lat, gdy ten odrzucił wniosek o przeprowadzenie takiego referendum.

Pytanie w referendum brzmi: "Czy jest Pan/Pani za wybudowaniem w województwie podlaskim regionalnego portu lotniczego?".

"To jest po prostu standard, nie możemy o tym myśleć jako o czymś, co jest poza zasięgiem. Czyli nie pytanie: czy budować, tylko jak" - mówił w czwartek dziennikarzom Paweł Myszkowski z komitetu referendalnego, na briefingu podsumowującym kampanię referendalną.

Zachęcał mieszkańców do udziału w głosowaniu. Mówił, że "teraz jest ten właściwy moment".

"Za trzy lata przed nami kolejna perspektywa finansowania z UE, więc mamy trzy lata, żeby przygotować taką inwestycję i walczyć o środki. Wynik referendum będzie argumentem do tego, żeby je wywalczyć. Będziemy mogli pokazać: tak, mieszkańcy naszego województwa chcą, mają dość tego wykluczenia, jeśli chodzi o infrastrukturę lotniczą" - powiedział.

Za organizację głosowania odpowiada samorząd regionu; według jego szacunków, będzie ono kosztowało blisko 4 mln zł. Do ważności referendum musi być przekroczony próg 30 proc. frekwencji, co oznacza, że zagłosować musi ok. 300 tys. osób.

Marszałek województwa Jerzy Leszczyński (PSL) nie chce spekulować na temat frekwencji w niedzielę. Jak mówił dziennikarzom na konferencji prasowej, ma obawy czy będzie zainteresowanie w niektórych częściach województwa, wyższego zainteresowania głosowaniem spodziewa się w Białymstoku.

Wicemarszałek Maciej Żywno (PO) uważa, że referendum było pomysłem na kampanię przed ostatnimi wyborami samorządowymi w 2014 roku. "Myślę i tak uważam, że parę osób skutecznie na tym pomyśle i tej kampanii +wjechało+ do Rady Miejskiej Białegostoku (Paweł Myszkowski z komitetu referendalnego jest radnych miejskim PiS - PAP). Natomiast nas wszystkich to referendum dogoniło wyrokiem sądu z końca 2016 roku" - mówił Żywno.

W jego ocenie, jest ono "zupełnie niepotrzebne, bo kompletnie nie rozwiązuje problemu". Żywno mówił, że bez względu na frekwencję, nadal nie będzie odpowiedzi na pytanie, za co zbudować lotnisko regionalne i jak je potem utrzymać. "Mam takie poczucie, że to wcale nie jest święto demokracji, a tak naprawdę może ludzi zniechęcić w ogóle do zainteresowania referendum w sprawach, które mogą się w przyszłości pojawić, a mogą być bardzo istotne i ważne" - mówił wicemarszałek.

W poprzedniej kadencji samorząd województwa podlaskiego zrezygnował z planów budowy regionalnego portu lotniczego. Uznał wtedy, że będą trudności ze sfinansowaniem takiej inwestycji i - biorąc pod uwagę prognozowane zainteresowanie lotami - późniejszym utrzymaniem lotniska.

Żywno zapewniał, że bez względu na to, czy będzie wymagana frekwencja, "głos mieszkańców i tak jest istotny". I dodał, że zarząd województwa widzi obecnie sens wspierania budowy dwóch małych lotnisk lokalnych (w Białymstoku i Suwałkach, mają być gotowe w 2018 roku - PAP).

Powtórzył, że w obecnej perspektywie budżetowej UE nie ma szans na takie dofinansowanie budowy lotniska regionalnego. "Nie wróżę z fusów pod kątem frekwencji, ale niestety obawiam się, że 30 proc. zainteresowania wśród mieszkańców całego regionu może nie być" - mówił Żywno. (PAP)