Dzień po ogłoszeniu terminu referendum, które odbędzie się 13 października, politycy namawiali warszawiaków do wzięcia w nim udziału lub przekonywali mieszkańców stolicy, by tego nie robili.

Ruch Palikota zorganizował w Sejmie konferencję prasową, na której przewodnicząca warszawskich struktur Ruchu Aleksandra Popławska dziękowała wszystkim warszawiakom, którzy podpisali się pod wnioskiem o referendum ws. odwołania Gronkiewicz-Waltz. "To dowód na to, że w Warszawie to społeczeństwo obywatelskie istnieje i ma się bardzo dobrze" - oceniła.

Zachęcała także mieszkańców stolicy do oddania głosu 13 października podkreślając, że referendum to bardzo ważna inicjatywa obywatelska. "Nie można namawiać do tego, by taką inicjatywę - szczególnie podpisaną przez tylu mieszkańców - ignorować czy też bojkotować, do czego namawia Platforma Obywatelska i co uważamy za skandaliczne" - dodała.

Poseł Wincenty Elsner (RP) stwierdził z kolei, że po wypowiedziach polityków PO, że nie powinno się uczestniczyć w referendum, Platforma "powinna nie mieć moralnego prawa nazywania się Platformą Obywatelską, bo to nawoływanie do działań antyobywatelskich".

Szef Ruchu Palikota na Mazowszu Jerzy Budzyn zwrócił uwagę, że 91 dni zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum i ich weryfikowania to czas, gdy warszawiacy wreszcie "zobaczyli, że jednak mają prezydent w stolicy". "Pani prezydent jest niezwykle aktywna. (...) Okazuje się, że można otworzyć metro wcześniej, że remont Mostu Łazienkowskiego nie musi trwać dwa miesiące, a może trwać miesiąc, i tak dalej" - wyliczał.

Jego zdaniem Gronkiewicz-Waltz nie jest dobrym prezydentem i "nie byłoby dobrze, gdyby jeszcze przez rok marnotrawiła to, co w Warszawie można zrobić".

Z kolei rzecznik PiS Adam Hofman powiedział w środę dziennikarzom, że referendum dotyczy nie tylko Gronkiewicz-Waltz, ale jest po to, by pokazać "czerwoną kartkę" premierowi Donaldowi Tuskowi, pokazać, że zarówno w Warszawie, jak i w całej Polsce - jego zdaniem - żyje się źle.

"Dziś wszyscy, którzy mieszkają w Warszawie, są z Warszawą związani, powinni sobie odpowiedzieć, czy Warszawa stała się wielkim europejskim miastem jak Berlin i Paryż, czy jest piękną i wielką Warszawą, czy też być może jest miastem, w którym się coraz gorzej żyje" - powiedział Hofman.

Warszawscy politycy PiS w przesłanym w środę PAP oświadczeniu dziękowali z kolei wszystkim, którzy podpisali się pod wnioskiem o referendum i przekonywali do udziału w nim. "Apelujemy do wszystkich warszawiaków, którym leży na sercu dobro naszego miasta o udział w referendum. Głos wrzucony do urny 13 października może być indywidualną czerwoną kartką dla prezydent warszawy, albo wyrazem poparcia dla jej działań. Z całą pewnością będzie jednak głosem za demokracją" - podkreślili politycy PiS.

"Z zaskoczeniem obserwujemy apele Hanny Gronkiewicz-Waltz i innych czołowych polityków reprezentujących partię, która mieni się być +obywatelską+, o powstrzymanie się od udziału w referendum. Strach przed demokratyczną weryfikacją i pycha na ogół poprzedzają nieuchronny upadek" - napisali politycy warszawskiego PiS.

Referendum wesprze Solidarna Polska. Na środowej konferencji prasowej w Sejmie lider partii Zbigniew Ziobro przekonywał warszawiaków, by wzięli udział w referendum i głosowali przeciw Gronkiewicz Waltz. Stwierdził, że mieszkańcy stolicy mają w przyszłości alternatywę w osobie kandydata SP posła Ludwika Dorna, który jest rodowitym warszawiakiem i - jego zdaniem - ma doświadczenie w dziedzinie administracji.

Ziobro zapowiedział również, że na początku września SP przedstawi swój projekt ustawy o ustroju Warszawy, który ma wzmocnić rolę dzielnic; zaś w połowie września - program wyborczy dla Warszawy.

Natomiast szefowa warszawskiej PO Małgorzata Kidawa-Błońska zapewniła w środę, że Platforma będzie wspierała prezydent Warszawy, bo - jak przekonywała - Hanna Gronkiewicz-Waltz jest dobrym gospodarzem stolicy. "Będziemy przypominać o jej dokonaniach z ostatnich lat, przez sześć lat w Warszawie wydarzyło się przecież wiele dobrego" - powiedziała Kidawa-Błońska.

Według niej "pójście teraz na referendum, to destabilizacja życia w Warszawie na kilka miesięcy przed rozpoczęciem kampanii samorządowej". "Wszyscy z opozycji w czambuł krytykują Hannę Gronkiewicz-Waltz, a nikt nie przedstawił ani jednego sensownego rozwiązania dla Warszawy" - oceniła posłanka PO.

Decyzji w sprawie ewentualnego poparcia referendum nie podjął jeszcze SLD. "Próbujemy wyważyć argumenty za i przeciw, dlatego że doskonale wiemy, że nawet jeśli pani prezydent Gronkiewicz-Waltz zostanie odwołana, to jeden polityk PO zostanie zastąpiony przez drugiego polityka PO. Pytanie więc, czy to wszystko przyniesie wymierne efekty" - powiedział w środę dziennikarzom rzecznik Sojuszu Dariusz Joński.

Podkreślił, że przed trzema laty, kiedy on był inicjatorem referendum w Łodzi, w którym odwołano ówczesnego, kojarzonego z PiS, prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, sytuacja była inna. "Wiedziałem wtedy, że na pewno premier Donald Tusk powoła komisarza z innejopcji niż Jerzy Kropiwnicki. Wtedy to miało sens" - dodał Joński. Stanowisko Sojuszu w sprawie referendum ma być znane do końca tego tygodnia.

O terminie referendum poinformowała we wtorek komisarz wyborcza w Warszawie sędzia Dorota Tyrała. Inicjatorem akcji referendalnej jest Warszawska Wspólnota Samorządowa. Podpisy pod wnioskiem o jego przeprowadzenie zbierali też przedstawiciele m.in. kilku partii.

Referendum będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział 3/5 liczby wyborców, którzy wzięli udział w wyborze odwoływanego organu - czyli w przypadku warszawskiego referendum, co najmniej 389 430 osób.

W połowie lipca premier Donald Tusk powiedział, że liczy na to, że "warszawiacy w swojej przewadze wyrażą wotum zaufania dla prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, odmawiając udziału w referendum ws. jej odwołania". Także prezydent Bronisław Komorowski na początku sierpnia zasugerował, że nie weźmie udziału w referendum.

We wtorek Hanna Gronkiewicz-Waltz powtórzyła apel do swych zwolenników, by nie brali udziału w referendum. "Podtrzymuję swoje stanowisko: kto uważa, że Warszawa pod moimi rządami zmienia się na lepsze, ten w dzień referendum zostanie w domu, a swojego wyboru dokona podczas właściwych wyborów w 2014 roku" - napisała.