NIK wykazała, że samorządy źle wydatkowały pieniądze publiczne przeznaczone na walkę z problemem bezpańskich zwierząt. Według Izby, ponad jedna trzecia środków została wydana nielegalnie bądź niegospodarnie.

Minister środowiska Marcin Korolec powiedział, że raport NIK jest bardzo niepokojącym sygnałem. "Dokładnie przeanalizujemy zapisy dokumentu i po tym będziemy odpowiednio reagować" - zapewnił.

"Polskie schroniska dla zwierząt są przepełnione. W 2011 r. w 150 schroniskach przebywało ponad 100 tys. psów, chociaż miejsc w nich jest trzykrotnie mniej (ok. 34 tys.). Z kolei kotów było tam 20 tys., czyli ponad cztery razy więcej niż dostępnych miejsc (około 4 tys.). Tymczasem z roku na rok przybywa porzucanych zwierząt. Ich liczba wzrosła od 2005 r. o 21 proc." - zaznaczono w raporcie.

Jak napisano w dokumencie, gminy nie podejmowały skutecznych działań mających na celu ograniczenie populacji bezdomnych zwierząt. W połowie skontrolowanych samorządów takich działań w ogóle nie podejmowano. Władze lokalne odławiały bezpańskie zwierzęta nie zapewniając im jednocześnie miejsc w schroniskach. Jak wskazano, tak robiono w ponad 60 proc. skontrolowanych gmin. W blisko 70 proc. samorządów odłów zlecano firmom, które nie posiadały wymaganych zezwoleń.

W części skontrolowanych gmin nielegalnie bądź niegospodarnie wydano ponad 1,5 mln zł na rzecz podmiotów, które nie posiadały wymaganych zezwoleń oraz nie zapewniły standardu usług dotyczących opieki nad zwierzętami. Samorządy nie kontrolowały też wykorzystania środków publicznych.

Jak podkreślili autorzy raportu, wiele organizacji pozarządowych przyczynia się do wzrostu liczby zwierząt adoptowanych przez naszych rodaków. W roku 2011 ponad połowa z podopiecznych schronisk (54,7 tys.) znalazła nowy dom.

Kontrolerzy wskazali, że schroniska nie są w stanie zapewnić zwierzętom godnych warunków bytowania. W 71 proc. obiektów brakuje odpowiednich legowisk, pomieszczeń czy wybiegów, w 43 proc. tych placówek zwierzęta przebywają w złych warunkach sanitarnych (zanieczyszczone odchodami kojce czy boksy), a w 21 proc. są źle karmione bądź narażone na zranienia. "W takich warunkach nie udaje się przetrwać co czwartemu zwierzęciu przyjętemu do schroniska. To wskazuje na konieczność wzmocnienia nadzoru Inspekcji Weterynaryjnej nad schroniskami oraz innymi placówkami sprawującymi na zlecenie gmin opiekę nad zwierzętami" - zaznaczyła NIK.

"Nadzór weterynaryjny nad schroniskami jest prowadzony prawidłowo. Oceniamy, że stan schronisk jest coraz lepszy" - powiedział PAP w poniedziałek Główny Lekarz Weterynarii Janusz Związek.

Zaznaczył, że problemem jest egzekucja zaleceń weterynarzy. NIK uważa, że powinna się tym zajmować Inspekcja Weterynaryjna. Jednak w tej sprawie są dwa sprzeczne wyroki sądów i Inspekcja nie wie, czy jest do tego upoważniona. Dlatego sprawę musi rozstrzygnąć Sąd Najwyższy - dodał.

Zdaniem szefa weterynarii bardzo istotna jest też świadomość gmin, które dysponują pieniędzmi podatników i muszą wiedzieć, w jaki sposób najskuteczniej je przeznaczać na bezdomne zwierzęta. Podkreślił, że najlepszym sposobem zmniejszenia liczby bezdomnych zwierząt byłoby ich znakowanie, wtedy pieniądze na utrzymanie wyrzuconych zwierząt można by ściągnąć od ich właścicieli.

Według NIK, samorządy nie radzą sobie również z prowadzeniem rzetelnej ewidencji wyłapywanych psów i kotów. "Tylko cztery skontrolowane gminy podjęły próby ich znakowania, w pięciu skontrolowanych schroniskach inspektorzy wykryli braki i uchybienia w ewidencji. To duże zaniedbanie, bo bez pełnej dokumentacji niemożliwe jest śledzenie dalszych losów zwierząt, które zostały umieszczone w schronisku lub oddane do adopcji. Utrudnione jest także sprawdzenie, czy pieniądze przeznaczone na ochronę zwierząt zostały właściwie wykorzystane" - wyjaśniono.

NIK wskazała, że samorządy przeważnie prawidłowo reagują na zgłoszone przypadki znęcania się nad zwierzętami.